25-letnia Białorusinka obroniła tytuł w Melbourne jako pierwsza zawodniczka od 2012 roku. Wówczas dokonała tego jej rodaczka Wiktoria Azarenka. Wiceliderka rankingu zawsze podkreślała swoje bliskie relacje ojcem, któremu obiecała dwa zwycięstwa wielkoszlemowe przed 26 urodzinami. Dotrzymała słowa. Sabalenka ponownie przypomniała znaczącą rolę, jaką odegrała jej rodzina w rozwoju za czasów juniorskich oraz wspierała ją przez całą karierę.
Triumfatorka Australian Open 2023 i 2024 w rozmowie z magazynem "Vogue" ujawniła, że była bliska rzucenia tenisa, ale zdecydowała się kontynuować rywalizację dla dobra swojej rodziny. - Był taki moment, że już chciałam zrezygnować - przyznała. Aryna Sabalenka miała trudności z wygraniem pierwszego turnieju wielkoszlemowego. Zanim wygrała turniej w Melbourne równo dwanaście miesięcy temu, przegrała aż trzy półfinały, mimo że była już wiceliderką rankingu. Frustracja skłoniła ją do poważnego rozważenia rzucenia tenisa.
- Nie mogę dalej grać, to za dużo - myślała wówczas. - Ale nie mogłam się poddać, bo robię to także dla mojej rodziny i ojca. Poczułam, że muszę dalej działać i robić swoje. Wiem, że by tego nie zaakceptował i byłby naprawdę wkurzony, gdyby usłyszał, że mam zamiar odejść, bo jestem zmęczona ciągłymi próbami - dodała.
Białoruska tenisistka w rozmowie z "Vogue" podkreśliła także rolę, jaką jej rodzina odegrała w jej rozwoju, choć - jak sama przyznaje - wielokrotnie się na nią wściekali. - Moi rodzice zawsze szaleli, bo łamałam rakietę. Ale jedyne, co mówili, to to, że nigdy nie byliby na mnie wkurzeni, jeśli dałam z siebie wszystko i walczyłam o każdy punkt. Dla nich wynik nie miał znaczenia. Chodziło o to, żeby dać z siebie wszystko. I nie złamać rakiety - śmiała się Sabalenka. - Jedyne, o co się na mnie wściekali, to właśnie łamanie rakiet. Zanim skończyłam 12 lat, złamałam sześć lub siedem rakiet, a to dużo - podsumowała z uśmiechem.