Białorusinka, która wygrywała Australian Open w 2012 i 2013 roku, była faworytką poniedziałkowego meczu IV rundy z Dajaną Jastremską. Ukrainka musiała przejść przez trzystopniowe kwalifikacje, przez co rozgrywała już siódmy mecz w turnieju. Ale to okazało się większego znaczenia. To Jastremska zwyciężyła 7:6, 6:4 i awansowała do ćwierćfinału, stając się największą sensacją rywalizacji singlistek.
Na pomeczowej konferencji prasowej Wiktoria Azarenka próbowała wyjaśnić przyczyny swojej porażki.
- To nie był mój najlepszy dzień, nie mogłam w pełni wejść do gry. Mimo to miałam wiele szans, ale ich nie wykorzystałam. To był dla mnie pechowy dzień, ale to się zdarza. Szkoda, że tym razem stało się to w czwartej rundzie Wielkiego Szlema. Musimy przeanalizować mecz i iść dalej - mówiła była liderka światowego rankingu.
- Zawsze lubię grać w Australii, tu jest bardzo dobra atmosfera. Wszystko było świetnie, zawsze widzę tutaj silne wsparcie. Chciałam tu grać dłużej, ale nie wyszło - przyznawała białoruska tenisistka.
Azarenka, jako tenisistka z Białorusi, na konferencji prasowej została także zapytana o rywalizację z zawodniczką z Ukrainy. Oczywiście w kontekście trwającej na Ukrainie wojny, w której także bierze udział ojczyzna dwukrotnej mistrzyni wielkoszlemowej.
- Czy czułaś dodatkową presję w związku z tym, że przeciwnikiem był Ukrainka? - brzmiało pytanie.
- Następne pytanie - zaskoczyła odpowiedzią Azarenka, ucinając ten temat.
Jastremska w ćwierćfinale Australian Open zmierzy się z zawodniczką, która sensacyjnie wyeliminowała w III rundzie Igę Świątek, czyli Czeszką Lindą Noskovą (50.). Czeska nastolatka w IV rundzie miała sporo szczęścia, bo jej mecz z Ukrainką Eliną Switoliną (23.) zakończył się po zaledwie trzech gemach z powodu spazmów w plecach u jej rywalki, które pojawiły się już w pierwszym gemie.