Hubert Hurkacz (9. ATP) awansował do ćwierćfinału Australian Open. W rywalizacji z Arthurem Cazauxem (122.) nie oddał ani seta, choć nie to znaczy, że miał łatwą przeprawę. W dwóch pierwszych setach decydował tie-break, a w ostatnim jedno przełamanie Polaka. Ostatecznie mecz trwał niecałe dwie i pół godziny i zakończył się wynikiem 7:6 (6), 7:6 (3), 6:4. Chwilę później doszło do zaskakującej sceny.
Obaj tenisiści podeszli do siatki, by tradycyjnie podziękować sobie za grę. Cazaux zachował się jednak dosyć dziwnie. Hurkacz wyciągnął dłoń w jego kierunku, a ten, zamiast odwdzięczyć się tym samym, podał zaciśniętą pięść. Po chwili panowie przybili sobie "żółwika", poklepali i podeszli do sędziego. Rozstali się jednak w całkiem dobrej atmosferze, więc o jakiejś złośliwości ze strony Francuza nie mogło być mowy.
Zagadkowy gest Cazauxa musiał mieć jakąś przyczynę. W końcu dowiedział się o niej francuski dziennikarz Benoit Maylin, znany z tenisowego programu "Sans Filet". "Dlaczego Arthur Cazaux wezwał fizjoterapeutę pod koniec drugiego seta? Brzuch? Stres? Nic z tego. Miał problemy gastryczne. Z tego powodu dzień wcześniej nie mógł trenować. Stąd też ten dziwny uścisk dłoni na koniec meczu, którym chciał uniknąć zarażenia Hurkacza wirusem" - poinformował na Twitterze.
To mogłoby wyjaśniać, dlaczego Cazaux w trakcie podziękowania usilnie coś Hurkaczowi tłumaczył. Pomimo tych kłopotów 21-latek i tak spisał się przyzwoicie. Zaserwował nawet więcej asów - 18 przy 11 wrocławianina.
Dla obu występ w tegorocznym Australian Open jest zdecydowanie najlepszy w dotychczasowych karierach. Do ćwierćfinału awansował jednak Polak. W nim zmierzy się z Daniłem Miedwiediewem (3. ATP) z Rosji.