Mirra Andriejewa (47. WTA) była jedną z największych rewelacji Australian Open. 16-letnia Rosjanka wyeliminowała m.in. Ons Jabuer (6. WTA) i dotarła aż do czwartej rundy. Dopiero tam przegrała 6:4, 3:6, 2:6 z Barborą Krejcikovą (11. WTA).
Na konferencji prasowej po meczu z Czeszką rosyjska tenisistka zaskoczyła dziennikarzy. To dlatego, że zaczęła... przepraszać kibiców. - Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę mogła wrócić i znów zagrać przed tak niesamowitą publicznością. Było mnóstwo ludzi, którzy mi kibicowali. Bardzo wszystkich przepraszam, że być może trochę was rozczarowałam. W następnym meczu tutaj postaram się pokazać jak najwyższy poziom, aby was uszczęśliwić - powiedziała.
Fani 16-latki raczej nie mieli przecież do niej większych pretensji. W końcu był to jej debiut na kortach w Melbourne, który wypadł niezwykle okazale. Docierając do czwartej rundy, wyrównała swoje najlepsze osiągnięcie w Wielkim Szlemie - na tym samym etapie zakończyła udział w zeszłorocznym Wimbledonie. Poza tym odpadła z bardzo mocną rywalką, Krejcikova to singlowa mistrzyni Roland Garros z 2021 r. i była wiceliderka rankingu WTA. Te przeprosiny pokazują jednak doskonale, jak ambitna jest Andriejewa i jak wysoko sama stawia sobie poprzeczkę.
Zresztą sama Rosjanka przyznała, że Czeszka była niezwykle wymagającą przeciwniczką. - Mecz był trudny. Pokazała świetny tenis, ja miałam trochę problemów. Ale to nic, czasem to się zdarza. Trzeba ją docenić, jej poziom był niesamowity. Życzę jej szczęścia w dalszej części turnieju - powiedziała.
Szczęście z pewnością przyda się Barborze Krejcikovej w ćwierćfinale. Na tym etapie zmierzy się z broniącą tytułu Aryną Sabalenką (2. WTA).