Mirra Andriejewa (47. WTA) ma dopiero 16 lat, a już uchodzi za gwiazdę światowego tenisa. Furorę robiła już w poprzednim sezonie, w którym sensacyjnie awansowała do 1/8 finału Wimbledonu. Ten sukces powtórzyła w tegorocznym Australian Open. Ostatnio przeciwko Diane Parry (72. WTA) w rewelacyjnym stylu odrobiła straty i choć przegrywała w trzeciej partii już 1:5, potrafiła wygrać cały mecz. Kibice już ostrzyli sobie zęby na jej pojedynek z Aryną Sabalenką. Tymczasem piękny sen Rosjanki przerwała Barbora Krejcikoca (11. WTA).
To właśnie z Czeszką Andriejewa mierzyła się w niedzielę. Stawką tego starcia był awans do ćwierćfinału i gra z obrończynią tytułu sprzed roku Aryną Sabalenką. Białorusinka już wcześniej zwróciła uwagę na świetnie spisującą się nastolatkę. - Myślę, że jak na 16-latkę wykonuje niesamowitą robotę. Chciałbym być na tym poziomie w wieku 16 lat. Ona jest niewiarygodna. Jestem pewna, że jeśli będzie dalej pracować, wkrótce znajdzie się na szczycie - mówiła po tym, jak Andriejewa sensacyjnie wyeliminowała Ons Jabeur (6. WTA).
Do ich bezpośredniego pojedynku jednak nie dojdzie. Co prawda Rosjanka rozpoczęła fenomenalnie, wygrała pierwszą partię 6:4, aż trzykrotnie przełamując Krejcikową, ale potem było już coraz gorzej. Drugą partię Andriejwa rozpoczęła od przegranych w dwóch pierwszych gemach. Potem jednak znów postawiła się Czeszce. Wywalczyła aż cztery breakpointy i ostatni wykorzystała. Niedługo później sama dała się przełamać i przegrywała 2:4. Cały set zakończył się jej porażką 3:6.
Mimo to od upragnionego meczu z Sabalenką dzieliła ją jedna wygrana partia. Najwyraźniej jednak opadła z sił, bo w decydującej odsłonie nie postawiła zbyt wymagających warunków. Już pierwszego gema przy własnym podaniu przegrała do 15. Po chwili przy serwisie rywalki uległa do zera. W całym secie była w stanie ugrać raptem dwa gemy. Ostatecznie przegrał 6:4, 3:6, 2:6 i pożegnała się z turniejem. Mecz Krejcikovej z Sabalenką odbędzie się we wtorek 23 stycznia.