Iga Świątek odpadła z Australian Open w meczu trzeciej rundy z 19-letnią Czeszką Lindą Noskovą. To ogromna niespodzianka, a jednocześnie to zasłużony sukces 50. tenisistki świata. Nasza liderka przegrała 6:3, 3:6, 4:6. To koniec jej serii 18 zwycięstw. I to najgorszy występ Igi w turnieju wielkoszlemowym od półtora roku.
Jest 6:3, 3:3 i Iga Świątek ma piłkę na przełamanie rywalki - w dziewięciu na 10 takich sytuacji najlepsza tenisistka świata odjeżdża i wygrywa mecz. Ale Linda Noskova w takim momencie potrafiła zacząć grać jakby to ona była numerem jeden. Zaledwie 19-letnia Czeszka wygrała aż 11 z następnych 12 akcji i sprawiła, że murowana faworytka wpadła w kłopoty. Nie pierwszy raz w tym turnieju.
6:3, 3:6 to był wynik zaskakujący, mimo że Noskova wielkim talentem jest i basta. Tylko Coco Gauff (rocznik 2004, nr 4 WTA) i Mirra Andriejewa (rocznik 2007, 47 WTA) są wyżej notowanymi nastolatkami niż ona. Czeszka w listopadzie skończyła 19 lat, w październiku była najwyżej w rankingu, na 40. miejscu. Teraz jest 50., ale właśnie pierwszy raz w karierze zagrała w trzeciej rundzie turnieju wielkoszlemowego, w wirtualnym rakingu Live jest teraz 38., a po sprawieniu sensacji i pokonaniu Igi będzie już blisko top 30.
W Noskovą nie wierzył nikt. Ale ona bardzo wierzyła!
W tę sensację nikt nie wierzył. Przed meczem szanse Czeszki sztuczna inteligencja szacowała na 12 proc., a po naprawdę świetnym w jej wykonaniu drugim secie - wciąż na niewiele więcej, bo 20 proc.
Ale my widzieliśmy, że Noskova gra bardzo inteligentnie i bardzo odważnie. I że Świątek nie jest tak pewna jak zazwyczaj. Owszem, po pierwszym secie mogliśmy patrzeć na wszystko dużo spokojniej niż to było dwa dni temu, gdy Iga dopiero po szalonym, ponadtrzygodzinnym thrillerze pokonała Danielle Collins 6:4, 3:6, 6:4. Pierwszą partię z Noskovą Iga wygrała w 43 minuty, bardzo udanie atakowała drugie serwisy rywalki, wygrywając aż 10 z 14 punktów po nich. A sama serwowała pewnie, wygrywając siedem z 11 akcji po drugich serwisach, a w pierwszych generując dobre prędkości, w tym swoje rekordowe w tym turnieju 190 km/h (dla porównania: najszybszy dotąd serwis Aryny Sabalenki w Australian Open to 192 km/h, a najszybszy w ogóle to 199 km/h Coco Gauff).
Ale już w trakcie pierwszego seta Iga dyskutowała z sędzią, pokazując, że coś jej przeszkadza - chyba to, że na trybunach w trakcie gry przemieszczają się widzowie, a na pewno to, że za Noskovą jest włączony telebim. Natomiast Czeszka wydawała się być absolutnie niczym niewzruszona. Ona od początku starała się maksymalnie skracać wymiany, robić użytek ze swoich 179 cm i mocnej sylwetki.
Do tego Noskova dołączała odwagę, a z biegiem gry coraz częściej wręcz fantazję. O stylu gry Świątek miała już pojęcie po przegranym 1:6, 4:6 ćwierćfinale lipcowego turnieju w Warszawie. Tam nie miała większych szans, a tu wyraźnie uwierzyła, że je ma. Może dlatego, że widziała, jak Iga męczyła się z Collins, a wcześniej trochę też w pierwszej rundzie z Sofią Kenin. Ale na pewno wiarę w swoje możliwości Noskova czerpała przede wszystkim z tego, co już sama potrafiła zrobić.
Ona przed chwilą dotarła do półfinału turnieju w Brisbane. Tam przegrała z Jeleną Rybakiną, ale po drodze pewnie wyeliminowała m.in. tę wspomnianą już najmłodszą rewelację w światowej czołówce, czyli Andriejewą. Natomiast w ubiegłym roku Noskova potrafiła wygrywać z Jabeur, Azarenką czy Kvitovą oraz postawić się Sabalence (3:6, 6:7 w półfinale turnieju w Adelajdzie).
Drugi set w wykonaniu Czeszki był naprawdę świetny. Będąc pod presją obroniła się dwa razy - gdy Iga mogła ją przełamać na 3:2 i na 4:3. A dzięki tej imponującej końcówce z wygranymi 11 z 12 rozegranych punktów ona skończyła partię z lepszymi statystykami od Świątek w niemal każdym elemencie. Linda zagrała wtedy 15 winnerów, a Iga dziewięć (problemem nie było to, że popełniła więcej niewymuszonych błędów: 12 przy dziewięciu Polki), Noskova po swoim drugim serwisie wygrała teraz siedem z 13 punktów, a Świątek tylko trzy z ośmiu. Czeszka imponowała też przy siatce - wybrała się do niej cztery razy i wygrała wszystkie te akcje, a Świątek wygrała tylko trzy z siedmiu takich swoich wycieczek. W punktach w tej partii było 36:27 dla Czeszki. Pewne jest, że po takim secie ona uwierzyła, że po kolejnym ucieszy się z największego zwycięstwa w swojej dotychczasowej karierze.
Świątek nie zdołała dokonać kolejnego cudu
Świetne nastawienie Czeszki widzieliśmy od początku decydującego seta. A gdy przełamała Polkę, gdy prowadził 2:1 i miała serwować, to pewnie wszyscy martwiliśmy się czy Świątek zdoła zrobić to, co poradził jej trener.
Tomasz Wiktorowski krótkimi komendami zachęcił Igę, żeby zaczęła wywierać na Noskovej maksymalną presję. Żeby, krótko mówiąc, robiła to, co do teraz wykonywała Czeszka. Iga zareagowała tak, jakby to była najprostsza rzecz na świecie - wróciła na kort, zanotowała przełamanie powrotne, wygrywając gema na 2:2 do 15. A po chwili przy swoim serwisie wyszła na 3:2.
Noskova nie pękła, wciąż dobrze serwując zaraz wyrównała na 3:3, a w kolejnym gemie serwisowym Świątek znów Polkę przełamała! Gdy po chwili Czeszka pewnie wyserwowała sobie prowadzenie 3:6, 6:3, 5:3, co wrażliwsi kibice Igi pewnie wyłączyli transmisję. Niestety, tym razem nie stracili cudownego powrotu Polki. Niestety, tym razem już go nie było. Ci którzy z Igą zostali do końca, słyszeli firmowy okrzyk "Jazda" gdy Polka szła po wynik 4:5 w decydującej partii. Tego gema wygrała do zera, kończąc go asem. W następnym prowadziła 30:0, ale więcej nie zdołała zrobić. Noskova wytrzymała to świetnie i - trzeba to podkreślić - zasłużenie wygrała. Czeszka ma czwartą rundę Australian Open, a Iga Świątek sensacyjnie odpada.
Numer jeden światowego tenisa żegna się z pierwszym w tym roku wielkoszlemowym turniejem po pierwszym przegranym meczu od dawna. Dokładnie po serii 18 kolejnych zwycięstw. To boli, ale - niestety - w ostatnich dniach Iga nie grała swojego najlepszego tenisa. Często gubiła rytm, popełniała sporo błędów, zaskakująco często znajdowała się na krawędzi i w końcu nie zdołała się uratować.
Szkoda, bardzo, ale o ćwierćfinał z Eliną Switoliną albo Viktoriją Golubić zagra nie Świątek, a Noskova. Dla Igi to najgorszy wynik w turnieju wielkoszlemowym od półtora roku, gdy odpadła w trzeciej rundzie Wimbledonu. Wtedy też skończyła się jej superseria - wówczas aż 37 wygranych meczów.