Hubert Hurkacz (9. ATP) stoi przed szansą, by w Australian Open osiągnąć najlepszy wynik w karierze. Do tej pory w Melbourne dochodził co najwyżej do 1/8 finału. W sobotę udało mu się to powtórzyć. W trzeciej rundzie pokonał Ugo Humberta (20. ATP) 3:6, 6:1, 7:6 (4), 6:3. Polak już zdążył zaskarbić sobie sympatię trybun. A to dzięki popisowemu zagraniu, po którym ręce same składają się do oklasków.
Wrocławianin pojedynku z Humbertem wcale nie rozpoczął po swojej myśli. Przegrał pierwszą partię 6:3 i zrobiło się nerwowo. Do kolejnego seta przystąpił jednak jak zupełnie inny człowiek. Pewnie wygrywała gem za gemem i szybko prowadził 4:0. Wtedy to mógł już sobie pozwolić na odrobinę fantazji. Przy własnym serwisie i prowadzeniu 15:0 w gemie postanowił uraczyć publiczność czymś niezwykłym.
Zaserwował bardzo mocno do zewnątrz. Rywal musiał sporo się natrudzić, by sięgnąć piłkę. Co prawda przebił ją na drugą stronę siatki, ale zostawił Hurkaczowi odsłonięty niemal cały kort. W tej sytuacji mógł zrobić niemal wszystko. Wymyślił więc, że uderzy piłkę... pomiędzy nogami. I zrobił to na tyle dobrze, że posłał ją kapitalnie, płasko po prostej. Humbert jakimś cudem zdążył do niej dobiec, ale przebić już nie był w stanie.
Wtedy na stadionie rozległy się głośnie okrzyki podziwu. Hurkacz podniósł ręce w geście triumfu i jeszcze wymownym ruchem zachęcał kibiców do większej owacji. Ci jeszcze przez dłuższą chwilę bili mu brawo, a co poniektórzy wstawali z miejsc.
Polak niesiony dopingiem fanów z powodzeniem dokończył tego gema, wygrywając do 15. W całym secie zwyciężył 6:1. A potem triumfował w dwóch kolejnych, zganiając upragniony awans. Teraz o ćwierćfinał zmierzy się z rodakiem Humberta - Arthurem Cazaux (122. ATP).