Tegoroczny Australian Open nie jest łatwy dla Andriana Mannarino. Choć Francuz awansował do III rundy, to po drodze rozegrał aż dwa pięciosetowe spotkania, najpierw ze Stanem Wawrinką, a następnie z Jaume Munarem. Łącznie na korcie spędził ponad siedem godzin. W piątek ponownie stanął przed trudnym wyzwaniem. Zmierzył się z niezwykle utalentowanym rywalem, Benem Sheltonem. I kolejny raz o jego zwycięstwie zadecydował pięciosetowy bój, w którym zawodnicy narzucili mordercze tempo.
Pierwszy set był bardzo wyrównany. Doszło do dwóch przełamań, po jednym na korzyść każdego z tenisistów, w związku z czym do rozstrzygnięcia losów partii potrzebny był tie-break. W nim nieco lepiej spisał się Mannarino. Na uwagę zasługuje fakt, że w tym secie posłał aż siedem asów serwisowych, w kolejnych odsłonach udało mu się dołożyć już tylko dwa.
W drugim secie dobra passa Francuza się zakończyła. W jego grę wkradła się nerwowość, co perfekcyjnie wykorzystał Amerykanin. O 14 lat młodszy zawodnik trzykrotnie przełamał rywala, choć szans na to miał zdecydowanie więcej. Tym samym partia zakończyła się pewnym zwycięstwem Sheltona - 6:1.
Amerykanin poszedł za ciosem i wydawało się, że już wkrótce rywalizacja dobiegnie końca. W trzecim secie znów dwukrotnie wygrał przy serwisie Mannarino, ale i sam nie ustrzegł się błędów - stracił dwa podania, przez co ponownie doszło do tie-breaka. Tym razem jednak na własnym koncie zapisał go Amerykanin i był już właściwie o krok od zwycięstwa. Wystarczyło, by wygrał kolejnego seta.
Tak się finalnie nie stało. Francuz odnalazł w sobie resztki sił i postawił się młodemu rywalowi. Przełamał go w szóstym gemie, co pozwoliło mu triumfować 6:3 i zachować nadzieję na awans.
Konieczne było rozegranie piątego seta. Ten miał dość szalony przebieg. Zdecydowanie większe problemy miał Shelton. Już w pierwszym gemie musiał bronić break pointa, ale finalnie podołał wyzwaniu. Podobnie, jak i w trzecim gemie. Ta sztuka nie udała mu się w piątej odsłonie i został przełamany. Kolejnego gema serwisowego także nie utrzymał, przez co Mannarino prowadził już 5:2. Shelton był w stanie tylko minimalnie zniwelować stratę. Obronił nawet dwie piłki meczowe, ale przy trzeciej był już bezradny - 6:4.
Tym samym to Mannarino wygrał niespełna pięciogodzinny bój i awansował do IV rundy Australian Open. Po ostatniej akcji na trybunach zapanowała wrzawa. Kibice wstali z miejsc i oklaskiwali bohaterów widowiska, a w szczególności Francuza.
Prawdziwe szaleństwo zapanowało też w mediach społecznościowych. Internauci porównali Mannarino do jednego z legendarnych rodaków, który dla wielu jest bogiem sportu. Mowa o Zinedine Zidanie. Tym samym podkreślili, że tenisista dokonał wielkiej rzeczy. Teraz przed nim jeszcze trudniejsze wyzwanie. W IV rundzie zmierzy się z liderem ATP - Serbem Novakiem Djokoviciem.