Magdalena Fręch jest jednym z "czarnych koni" Australian Open. Już w I rundzie pokonała Darię Saville, a następnie rozprawiła się z Caroline Garcią. Co więcej, zrobiła to, nie oddając Francuzce ani seta, co spotkało się z zachwytem polskich kibiców. Ci przybyli licznie na korty w Melbourne, by wspierać ją także w III rundzie, w której zmierzyła się z Anastazją Zacharową. I znów Polka spisała się świetnie. Szybko podniosła się po przegranym secie, wygrała kolejne dwie partie i przechyliła szalę zwycięstwa na własną korzyść. To największy sukces w karierze jej startów w Wielkim Szlemie. Dodatkowo pozwoli jej znacznie awansować w rankingu WTA.
Już teraz wiadomo, że Fręch będzie drugą najwyżej klasyfikowaną Polką w tourze po liderce, Idze Świątek. Dużo punktów straciła Magda Linette, która w poprzednim sezonie dotarła aż do półfinału. Teraz skreczowała w I rundzie.
Na pewno wyprzedzi ją właśnie Fręch. Awans do IV rundy Australian Open pozwolił 26-latce przesunąć się w rankingu WTA Live na wysoką 49. lokatę. Choć do zakończenia zmagań pozostał jeszcze ponad tydzień, to Polka ma realną szansę, by pozostać w top 50. Jedno jest pewne - Fręch awansuje na najwyższe miejsce w karierze. Jak dotąd była to 63. lokata, którą zajmowała w listopadzie 2023 roku.
Teoretycznie Polkę może ją wyprzedzić około ośmiu zawodniczek, ale te musiałby dotrzeć naprawdę daleko. To oczywiście możliwe, choć mało prawdopodobne. Tym bardziej że w rywalizacji wciąż pozostają główne faworytki, jak Iga Świątek, Aryna Sabalenka czy Coco Gauff.
Mimo wszystko jeszcze większy awans ma szansę zaliczyć sama Fręch, nawet w okolice top 15. Musiałaby jednak liczyć na potknięcia wyżej notowanych rywalek. Tegoroczny turniej pokazał już, że jest to realne. Z rywalizacji wyeliminowane zostały przecież m.in. Jelena Rybakina czy Ons Jabeur, a więc tenisistki z topu.
Znakomita postawa Fręch w Melbourne pozwoli jej nie tylko awansować w rankingu WTA, ale i zgarnąć sporą sumę pieniędzy. Za udział w IV rundzie zarobiła aż 375 tysięcy dolarów, co w przeliczeniu na polską walutę daje ponad 1,4 mln złotych.
I tak, jak Linette w poprzednim sezonie sprawiła sensację, tak teraz jej śladami idzie Fręch. W kolejnym meczu zmierzy się z Gauff, a więc czwartą rakietą świata. Niekwestionowaną faworytką będzie Amerykanka, ale Polka już udowodniła, że jest w stanie skutecznie przeciwstawić się wyżej notowanym rywalkom.
- Z takim dopingiem jestem w stanie tego dokonać - mówiła po meczu z Zacharową Fręch. Jak przyznała nasza tenisistka, to właśnie wsparcie kibiców pozwala jej wygrywać. To też był klucz do wygranej z Rosjanką. - Dziękuję bardzo za doping! Zrobiliście niesamowitą pracę i to właśnie dzięki wam wygrałam - mówiła.