Tak Świątek i Sabalenka zaczęły Australian Open. Przecież tego nie da się porównać

Łukasz Jachimiak
Aryna Sabalenka i Iga Świątek
Reuters

Aryna Sabalenka wygrała swój pierwszy mecz w Australian Open 2024 w 53 minuty, a Iga Świątek potrzebowała aż godziny i ośmiu minut, żeby wygrać pierwszego seta - emocjonują się tenisowi analitycy. I co z tego? Ano nic - Polka zrealizowała zadanie, wygrywając 7:6, 6:2 z Sofią Kenin, byłą mistrzynią z Melbourne. A w żadnym korespondencyjnym wyścigu z Sabalenką Iga nie startuje.

Ella Seidel ma 18 lat i właśnie pierwszy raz w życiu zagrała w turnieju wielkoszlemowym. Niemiecka kwalifikantka nie mogła postawić się Arynie Sabalence w pierwszej rundzie Australian Open 2024 i fakt, że z wiceliderką rankingu WTA i zarazem z obrończynią tytułu przegrała aż 0:6, 1:6 ani trochę nie dziwi.

Zobacz wideo Czas na medalowy sukces w tenisie na igrzyskach? "Oczekiwania wobec Igi Świątek będą wielkie"

Natomiast dziwiłoby, gdyby w podobnych rozmiarach Iga Świątek pokonała Sofię Kenin.

Kenin przed Świątek nie padła

Jasne, że Świątek potrafi rozbić każdą rywalkę. Ale Kenin to tenisistka, która przed nikim nie padnie z wrażenia, bo jest już doświadczona i utytułowana. W 2020 roku ona wygrała Australian Open i grała w finale Roland Garros. W Paryżu przegrała ze Świątek. Dla Igi to był pierwszy z czterech wielkoszlemowych triumfów. I oczywiście to Iga, a nie Sofia jest dziś typowana do kolejnych tytułów, ale z pewnością nie jest tak, że Kenin grać ze Świątek się boi.

Amerykanka pokazała i dobry tenis, i wiarę w siebie. Nasza faworytka dostała to, czego zapewne spodziewała się i ona, i z czym my się liczyliśmy - poważny test już na dzień dobry w Melbourne.

Nie ma żadnego sensu porównywanie wejścia w Australian Open Igi z wejściem w ten turniej Aryny Sabalenki. Oczywiście wynik Białorusinki robi wrażenie, ale różnicę między jej rywalką a przeciwniczką Polki już zarysowaliśmy. A dodajmy różnicę jeszcze jedną: Seidel jest dziś 173. zawodniczką światowego rankingu i nigdy nie była wyżej niż na miejscu 172., natomiast Kenin to dziś numer 41, a kiedyś nawet numer cztery. Zresztą, niecały miesiąc temu w World Tennis League w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kenin pokonała Sabalenkę.

Do tych danych dodajmy, że w sumie Iga w swoim pierwszym meczu spędziła na korcie "aż" godzinę i 51 minut. Czyli przez ten czas Sabalenka zdążyłaby wygrać z Seidel dwa razy. I jeszcze zostałoby jej kilka minut na prysznic.

Świątek ma taką drabinkę, że raczej nie będzie biegła po kolejnych szczeblach

Ale to nie tak, że Sabalenka nagle stała się szybka jak diabeł tasmański (raczej ten kreskówkowy, bo prawdziwy aż tak nie pędzi) a Świątek zaczęła przypominać powolną i ospałą koalę. Aryna wygrała ostatnio kilka spotkań w sposób imponujący, bezdyskusyjny. Ale nie da się zapomnieć, że gdy przyszło do poważnego testu, to całkowicie go oblała, przegrywając finał turnieju w Brisbane z Jeleną Rybakiną aż 0:6, 3:6. A Iga? Grając dla Polski w United Cup wygrała komplet pięciu spotkań z wartościowymi rywalkami, z czego cztery raczej gładko, ale jedno - z Caroline Garcią - w trzech setach.

Te niedawne mecze Świątek w Perth i Sydney były jak zaprawa przed Australian Open. W Melbourne Iga ma bardzo trudną drabinkę i nie powinniśmy się spodziewać, że ona kolejne szczeble będzie lekko przeskakiwała. Wspinaczkę rozpoczęła w stylu dobrym, bo choć drobne potknięcia jej się zdarzały, to jednak groźną Kenin pokonała wyraźnie.

Świątek miała 30 kończących uderzeń i 21 niewymuszonych błędów (Kenin 18:34), nieźle serwowała, w trudnych momentach wykazała się odpornością (firmowymi okrzykami "Jazda" pewnie budziła nawet śpiących sąsiadów tych kibiców, którzy oglądali w swoich domach nocną transmisję w Eurosporcie) i choć czasami widzieliśmy u niej niepewność na przykład w momentach, w których trzeba było decydować czy pójść do siatki, czy nie, to generalnie zobaczyliśmy niezły mecz. I już 17. zwycięstwo Igi z rzędu.

Świątek wygrała turniej w Pekinie i WTA Finals na koniec 2023 roku, natomiast w 2024 rok weszła jako MVP United Cup i teraz na pewno chciałaby zostać mistrzynią Australian Open. Jeśli ten cel osiągnie, to raczej trudno wyobrazić sobie, że zrobi to takim sprintem, jakim popędziła po triumf w Roland Garros 2020, gdzie nie zgubiła ani jednego seta i gdzie na koniec ograła Kenin 6:4, 6:1.

Teraz Iga z Kenin wygrała na - oby - dobry początek, a za chwilę przed nią kolejne poważne wyzwanie, bo w drugiej rundzie zagra z Danielle Collins, z którą dwa lata temu przegrała półfinał tego turnieju.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...