W Melbourne ruszył wielkoszlemowy Australian Open. Jednymi z pierwszych graczy, który w niedzielę na wyszli na kort byli Rosjanin Paweł Kotow (64. ATP), który w pierwszej rundzie zmierzył się z Francuzem Arthurem Rinderknechem (97. ATP). Spotkanie było bardzo emocjonujące, ale obok zwrotów akcji i piękna sportu w najczystszej postaci, dochodziło do scen, które zaburzały pozytywny odbiór widowiska.
W pewnym momencie omal nie doszło do tragedii. A wszystko przez wyjątkową głupotę Kotowa. Po jednej z przegranych akcji 25-latka ewidentnie poniosło. Tenisista chwycił piłkę, podrzucił i z całej siły ze złością uderzył rakietą w ustawioną za nim bandę. Zupełnie nic nie robił sobie z tego, że pod nią stała dziewczynka podająca piłki. Na szczęście w nią nie trafił.
Mecz odbywał się na korcie numer sześć, obok nowego dwupiętrowego baru imprezowego, który został zbudowany na potrzeby tegorocznego turnieju i gdzie codziennie kibiców bawi inny DJ. Takie warunki przeszkadzały Arthurowi Rinderknechowi, który poskarżył się sędziemu, gdy widzowie krzyczeli za każdym razem, gdy nie trafił swojego pierwszego serwisu. Arbiter upomniał kibiców, lecz był głos wołającego na puszczy.
Po przegranym spotkaniu Francuz dał upust emocji, twierdząc, że taka atmosfera nie sprzyja tenisowi i chociaż uważa, że jest to dobre dla marketingu turnieju, to inni gracze będą reagować podobnie. - Graliśmy w nocnym klubie! W porządku. Myślałem, że tylko w US Open możemy grać w takich warunkach. To, co wydarzyło się dzisiaj przez cztery godziny – nawet nie wiem, jak długo graliśmy. Dookoła jedzenie, napoje, śmiech, rozmowy, muzyka, inna muzyka. Wszystko działo się na korcie - wyznał po meczu Francuz, który pożegnał się z turniejem, przegrywają 5:7, 1:6, 7:6(6), 7:6(5), 3:6 w blisko pięć godzin.
- Tuż obok kortu była ławka, na której siedziało trzech lub czterech chłopaków, pijących alkohol prawdopodobnie przez dłuższy czas i po prostu krzyczących na mnie za każdym razem, gdy nie trafiłem pierwszego serwisu. To irytujące, szczególnie w meczu, który trwa pięć setów - kontynuował Francuz. - To nie ma znaczenia, jestem do tego przyzwyczajony i powinienem sobie z tym poradzić, ale nie sądzę, żeby to było zachowanie z klasą - podsumował.