W Melbourne ruszył wielkoszlemowy Australian Open. W niedzielę na kort wyszli pierwsi rywale Huberta Hurkacza (9. ATP). Jednym z nich był Paweł Kotow (64. ATP), który w pierwszej rundzie zmierzył się z Francuzem Arthurem Rinderknechem (97. ATP). W trakcie meczu doszło do strasznych scen. O mały włos nie doszło do tragedii. A wszystko przez wyjątkową głupotę Kotowa.
Po jednej z przegranych akcji 25-latka ewidentnie poniosło. Tenisista chwycił piłkę, podrzucił i z całej siły ze złością uderzył rakietą w ustawioną za nim bandę. Zupełnie nic nie robił sobie z tego, że pod nią stała dziewczynka podająca piłki. Nastolatka była kompletnie przerażona. Ze strachu tylko odwróciła się i skuliła. Na szczęście Rosjanin w nią nie trafił i nic strasznego się nie stało. Konsekwencje mogły być jednak tragiczne.
Nagranie szybko obiegło media społecznościowe, a na Instagramie rozpętała się prawdziwa burza. Kibice byli wręcz zdumieni, że Kotow nie został za to w żaden sposób ukarany. "Gdzie jest postępowanie dyscyplinarne ze strony sędziego meczowego i sędziego turnieju? Powinien stracić punkty, zostać ukarany grzywną i publicznie przeprosić. Standardy, którymi się kierujesz, to te same, które akceptujesz. AO podejmijcie działania już teraz" - grzmiał jeden z komentujących. "Jako rodzic dzieciaka podającego piłki uważam za absolutnie obrzydliwe, że nie został zdyskwalifikowany z Australian Open. Wszyscy oni są wolontariuszami i nie zasługują na to, aby czuć strach lub zagrożenie podczas pracy" - oburzał się inny.
Ostatecznie do żadnej dyskwalifikacji nie doszło, a Kotow spokojnie będzie mógł przystąpić do drugiej rundy. Po niezwykle zaciętym meczu pokonał Rinderknecha 7:5, 6:1, 6:7 (6), 6:7 (5), 6:3. W następnym meczu zmierzy się z Włochem Flavio Cobollim (102. ATP) lub Nicolasem Jarrym (18. ATP) z Chile.