Aryna Sabalenka (2. WTA) na początku nowego sezonu wzięła udział w turnieju w Brisbane. Tam awansowała do finału, eliminując po drodze między innymi Darię Kasatkinę (18. WTA) czy Wiktorię Azarenkę (23. WTA). W finale czekała na nią teoretycznie jeszcze bardziej wymagająca rywalka, czyli Jelena Rybakina (4. WTA).
Pierwszy set okazał się być wielką katastrofą dla Białorusinki. Ta nie potrafiła znaleźć sposobu na przeciwniczkę i seryjnie traciła punkty, również przy własnym serwisie. Wystarczyło zaledwie 25 minut, aby przegrała partię aż 0:6!
Na początku drugiego seta sytuacja nieznacznie się odmieniła. Po przełamaniu Rybakina wyszła na prowadzenie 2:0, lecz Sabalenka odpowiedziała przełamaniem powrotnym. Tyle że po chwili ponownie straciła podanie i przegrywała 1:3. W dodatku dawały się jej we znaki kłopoty zdrowotne, w pewnym momencie wzięła przerwę medyczną i miała opatrywaną nogę.
W dalszej części spotkania obie zawodniczki dosyć pewnie utrzymywały własne podanie, co było korzystne dla Kazaszki. Ta przy stanie 5:3 wykorzystała pierwszą piłkę meczową (aut Sabalenki) i po 70 minutach finał dobiegł końca. Rybakinie udał się rewanż za zeszłoroczny finał Australian Open, w którym przegrała z Sabalanką w trzech setach. Tytuł w Brisbane jest dla niej szóstym w karierze.
Kazaszka ma jeszcze jeden powód do radości. Dzięki triumfowi w Australii w najbliższym notowaniu rankingu WTA wróci na trzecie miejsce, najwyższe w karierze. Sabalenka pozostanie wiceliderką, ale jej strata do prowadzącej Igi Świątek wzrośnie.