Rakiety latały z obu stron. Hurkacz zrobił show i zerwał z zasadą

Agnieszka Niedziałek
Hubert Hurkacz, United Cup
screeny - Polsat Sport, X (Twitter)

Adrian Mannarino trzy dni temu zranił się w czoło, gdy sfrustrowany uderzył się w nie rakietą, a w półfinale United Cup ochotę na grę w tenisa wybił mu z głowy Hubert Hurkacz. Choć nie przyszło mu to łatwo, bo Francuz to niewygodny rywal dla całej światowej czołówki. Po obu stronach w pewnym momencie latały rakiety, ale górą był Polak, który zaliczył pod koniec zagranie będące kopią popisów Rogera Federera i Igi Świątek.

Adrian Mannarino na korcie bywa porównywany do malarza, ale w sobotę Hubert Hurkacz zabrał mu farby. Polak na otwarcie półfinału United Cup - w spotkaniu, które można określić takim za dwa punkty - wygrał 6:3, 7:5. Choć wcale nie był to łatwy ani krótki mecz, to Polak po raz pierwszy w karierze uniknął w pojedynku z Francuzem trzysetowej batalii lub seta zakończonego tie-breakiem. I po raz kolejny pokazał, że nie jest tylko maszyną do serwowania. Choć na ten element nie mógł narzekać.

Zobacz wideo "Rankingowa jedynka ciążyła Idze Świątek". Adam Romer wyjaśnia, z czym mierzyła się polska tenisistka

Nikt nie chce trafić na niewygodnego artystę Mannarino. Hurkacz zerwał z zasadą

Choć Mannarino nigdy nie pokonał żadnego z takich tuzów jak Novak Djokovic, Rafael Nadal, Roger Federer, Andy Murray czy Carlos Alcaraz, to nikt ze światowej czołówki nie chce na niego trafić. Bo Francuz jest w stanie zmęczyć mocno każdego, a pięciosetowe mecze w turniejach wielkoszlemowych z jego udziałem nie są rzadkością. Tak samo jak wymiany składające się z ponad 30 uderzeń. 35-latek potrafi niejednego rywala zmęczyć, a niektórych także zamęczyć. Z Daniiłem Miedwiediewiem wygrał cztery z siedmiu meczów, z Hurkaczem dotychczas miał remisowy bilans 2-2.

Pojedynki dziewiątego w rankingu ATP Polaka i 22. w tym zestawieniu Mannarino na kortach twardych to już tradycja. Nigdy nie mierzyli się na innej nawierzchni. Dotychczas podział był prosty - 26-letni wrocławianin wygrywał w hali, starszy o dziewięć lat rywal - na otwartych kortach. W sobotę doszło do zerwania z tą zasadą, a było to możliwe dzięki świetnej, ofensywnej grze tenisisty prowadzonego przez trenera Craiga Boyntona.

Znakiem firmowym leworęcznego tenisisty z Francji są bardzo płaskie uderzenia z głębi kortu, którymi sprawia kłopoty najlepszym. Nie uderza piłki zbyt mocno, nie dysponuje potężnym serwisem, ale może pochwalić się świetnym timingiem, bardzo dobrze wykorzystuje siłę zagrań przeciwnika, popisowo gra kątowo, zmienia rytm i porusza się po korcie.

- Podczas gdy uderzenia wielu graczy stały się bardzo potężne i szybkie, to gra Mannarino przypomina bardziej artystę spryskującego farbą płótno z wysokości biodra - opisywano kilka dni temu Francuza na stronie ATP.

A będąca jego koleżanką z francuskiej drużyny Caroline Garcia podkreśla, że obserwując grę 35-latka, można odnieść wrażenie, że wszystko przychodzi mu bez wysiłku.  

- To wydaje się takie proste, kiedy patrzysz na niego. To zupełnie co innego niż w przypadku całej naszej reszty, która się męczy. Miło się to ogląda - ocenia znana tenisistka.

Latające rakiety i popisy. Hurkacz jak Federer i Świątek

Mannarino w sobotę nieraz dawał próbkę swoich możliwości. Wykorzystywał kąty, starał się grać cierpliwie, bardzo dobrze uderzał odchylony w trudnych sytuacjach, zaliczył nawet tweenera. Ale jego problem polegał na tym, że po drugiej stronie był Hurkacz, który poza jak to zwykle świetnym serwisem (tym razem 15 asów), dołożył jeszcze skuteczną grę przy siatce i skuteczność przy ryzykownych zagraniach wzdłuż linii.

Wcześniej zwykle to Francuz był górą w ich meczach w dłuższych wymianach, teraz niekoniecznie. Polak agresywnie grał returnem, co mu znacząco pomagało. Po raz pierwszy frustracja Mannarino dała o sobie znać pod koniec seta otwarcia. W siódmym gemie rzucił rakietą, gdy to rywal wygrał dłuższą akcję.

35-latek wydawał się już mocno zmęczony, ale każdy, kto oglądał jego mecze, wie, że jego specjalnością są maratony na korcie. Teraz również w drugiej partii - choć ciężko dyszał, to zamiast opadać z sił mocniej przycisnął Polaka. Tym razem w siódmym gemie rakietą rzucił rozczarowany Hurkacz, bo wyrzucił piłkę na aut po popisowej akcji przeciwnika. Ale niedługo później to znów ten ostatni zły cisnął rakietą, bo wrocławianin doprowadził do ważnego "break pointa", pierwszego w tym secie.

Pod koniec Francuz nie miał już nic do powiedzenia. Najpierw Polak popisał się widowiskowym zagraniem, przebijając piłkę obok słupka i umieszczając ją w korcie po drugiej stronie. Rok temu podczas United Cup takim wyczynem popisała się Iga Świątek w mikście, a takie uderzenia wcześniej były specjalnością Rogera Federera. Lepszej rekomendacji chyba nie trzeba. Mecz z Mannarino 26-latek zakończył zaś w swoim stylu - posyłając bomby serwisowe. 

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...