Pierwsze mecze Rafy Nadala w Brisbane po roku nieobecności na zawodowych kortach były więcej niż obiecujące. 37-letni Hiszpan pokonał Dominica Thiema 7:5, 6:1 oraz Jasona Kublera 6:1, 6:2. W ćwierćfinale czekał go zdecydowanie najtrudniejszy test, gdyż rywalem był Jordan Thompson. Australijczyk to 55. zawodnik w rankingu ATP, który zwykle na początku sezonu przed swoją publicznością prezentuje się bardzo solidnie.
Tak też było w piątek na korcie centralnym imienia Pata Raftera w Brisbane. Początkowo starcie układało się w sposób wyrównany - obaj zawodnicy solidarnie wygrywali gemy serwisowe. Pierwszy moment słabości wykazał Nadal, który nie zdołał domknąć swojego podania, mimo prowadzenie 40:15. To kosztowało go bardzo dużo, gdy Jordan Thompson wyczuł swoją szansę i zdołał przełamać rywala. Odpowiedź 37-letniego Hiszpana była jednak arcymistrzowska. Zaczął zdecydowanie lepiej returnować, co momentalnie przyniosło rebreak. Nadal wciąż powiększał swoją optyczną przewagę na korcie. Dało to wymierny skutek w postaci kolejnego przełamania na triumf w pierwszym secie 7:5.
22-krotny mistrz wielkoszlemowy w drugiej partii wciąż grał lepiej od rywala, ale tym razem nie potrafił udokumentować swojej przewagi. Przy stanie 2:1 zmarnował trzy break pointy. We własnych serwisowych nie miał większych problemów, więc gra toczyła się gem za gem. Kolejna kapitalna szansa przed tenisistą z Majorki otworzyła się przy wyniku 5:4. Nadal doszedł do piłki meczowej, a w samej wymianie miał przewagę sytuacyjną na korcie. Australijczyk zagrał dobrego defensywnego loba, ale Nadal wielokrotnie w swojej karierze potrafił kończyć takie sytuacje smeczem. Tym razem jego uderzenie wpadło w siatkę.
Doszło do tie-breaka, w którym obaj wygrywali punkty seriami. Najpierw Nadal pierwsze trzy, ale tym samym odpowiedział reprezentant gospodarzy. 37-latek osiągnął prowadzenie 6:4, co oznaczało kolejne piłki meczowe - tym razem dwie z rzędu. Wtedy Jordan Thompson poszedł va banque. Od razu atakował serwis rywala, grał bardzo ofensywnie, ale co najważniejsze skutecznie. Zdołał nie tylko doprowadzić do kolejnej zmiany stron przy wyniku 6:6, ale wygrał kolejne dwa punkty, sprawiając, że czekał nas finałowy set.
Zegar odmierzając czas pojedynku, po dwóch setach pokazywał ponad dwie i pół godziny, więc stało się jasne, że przed Rafą Nadalem pierwsze tak poważne wyzwanie pod względem fizycznym. "Na korcie jest chyba ze sto stopni" - mówił do sędziego podczas przerwy Jordan Thompson. Natomiast Hiszpan gasł, nie grał tak dobrze jak kilkanaście minut wcześniej, co kosztowało go stratę podania na 1:3. Wtedy postanowił poprosić o pomoc fizjoterapeuty. Co gorsza, wskazywał na ból w okolicach biodra, a przecież to mięsień lędźwiowo-biodrowy był jego głównym problemem podczas rocznej przerwy.
Po kilku minutach Rafa Nadal wrócił na kort, ale mimo swojej waleczności i determinacji do ostatniej piłki nie zdołał odwrócić losów meczu. Jordan Thompson był lepszy w kluczowych momentach, dzięki czemu po blisko trzech i pół godzinie gry mógł cieszyć się ze zwycięstwa 5:7, 7:6(6), 6:3. W półfinale zagra z Grigorem Dimitrowem.