Znamy pełny kalendarz WTA na 2024 rok, ale z jednym wyjątkiem. Ten dotyczy lokalizacji turnieju WTA Finals. Czy znów niemal do samego końca nie poznamy gospodarza prestiżowej, acz ostatnio zaniedbanej imprezy? Po turnieju w Cancun protestują dawne i obecne gwiazdy kobiecego tenisa. Część obawia się, że impreza trafi do Arabii Saudyjskiej - kraju łamiącego prawa człowieka, ale płacącego niezwykle hojnie.
Na dziś wiadomo jedynie, że turniej WTA Finals 2024 odbędzie się w terminie 3 -10 listopada. Wcześniej rozegrane zostaną imprezy w Chinach czy Japonii. Ostatni turniej WTA 1000 - najwyższej rangi po Wielkim Szlemie - zakończy się 13 października w Wuhan. Potem najlepsze tenisistki świata będą miały przerwę aż do początku listopada. W imprezie WTA Finals startuje osiem najlepszych zawodniczek danego sezonu.
Gdzie odbędzie się turniej WTA Finals?
Jako Sport.pl zapytaliśmy Organizację Kobiecego Tenisa, kiedy poznamy gospodarza kolejnego Turnieju Mistrzyń. "Prowadzimy rozmowy z różnymi grupami w sprawie turnieju WTA Finals w 2024 r. i późniejszych latach. Nie podjęliśmy w tej chwili żadnych decyzji" - przekazało nam biuro prasowe WTA.
Dodano: "Podobnie jak w przypadku wszystkich innych postanowień naszej organizacji, ściśle współpracujemy z tenisistkami i koncentrujemy się na dalszym budowaniu silnej przyszłości kobiecego tenisa". O komentarz poprosiliśmy także zawodniczki z Rady Tenisistek (ciało doradcze), ale do momentu publikacji tego artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Media od dawna spekulują, że turniej WTA Finals ma odbywać się w najbliższych sezonach w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej. Nie jest to jednak jeszcze potwierdzone. Podobnie było w ostatnim roku, gdy Arabowie mieli przejąć organizację, a ostatecznie wybór padł na Cancun.
Z naszych informacji wynika, że w tym sezonie impreza kończąca rozgrywki raczej nie odbędzie się w Meksyku. Kandydatura Rijadu z kolei napotyka na opór wielu gwiazd kobiecego tenisa. Nieoficjalnie i w kuluarach protestują aktywne tenisistki, z imienia i nazwiska wypowiadają się zaś byłe mistrzynie.
Środowisko tenisowe podzielone
Chris Evert, zwyciężczyni 18 turniejów wielkoszlemowych, napisała na Twitterze z okazji Nowego Roku: "Jednym z moich życzeń jest, aby turniej doczekał się znakomitej lokalizacji, gdzie kobiety są szanowane i mogą liczyć na wsparcie. Najbardziej prestiżowy kobiecy sport zasługuje na to".
Nie od dziś wiadomo, że w Arabii Saudyjskiej prawa kobiet nie są respektowane w takim stopniu, jak np. w Europie i USA. Tym bardziej, gdy mówimy o prawach osób homoseksualnych. Tenisistka Daria Kasatkina otwarcie zapewniała, że dla niej w tym wypadku pieniądze nie są najważniejsze i wolałaby, aby kobiecy tenis trzymał się z daleka od Arabii Saudyjskiej.
Innego zdania jest m.in. Tunezyjka Ons Jabeur. Wspiera starania Saudyjczyków, ostatnio wystąpiła wraz z Aryną Sabalenką w meczu pokazowym w Rijadzie. Białorusinka wygrała 4:6, 6:3, 6:2. W tym czasie odbył się także mecz Novaka Djokovicia z Carlosem Alcarazem. Górą Hiszpan był 4:6, 6:4, 6:4.
To kolejna próba oswajania wielkiego tenisa z Arabią Saudyjską. Na trybunach był prawie komplet widzów, a to kwestia istotna, bo w poprzednich latach na turniejach WTA Finals organizatorzy mieli problemy z frekwencją. Pustki wśród publiczności w Cancun czy Fort Worth nie odpowiadały randze wydarzenia.
Sporo mniej widzów było z kolei na niedawnej imprezie pokazowej World Tennis League w Abu Zabi. Tam wystąpiły m.in. Iga Świątek, Daniił Miedwiediew, Andrej Rublow, Aryna Sabalenka, Jelena Rybakina, Caroline Garcia czy Mirra Andriejewa. - Frekwencja była słaba - mówił nam Maciej Zaręba, komentator Canal+Sport, który razem z Joanną Sakowicz-Kostecką był na miejscu w Emiratach.
Zarówno w przypadku Fort Worth (2022), jak i Cancun (2023) WTA ogłaszała lokalizację turnieju Finals na ostatnią chwilę - dwa miesiące przed startem imprezy. Z tego powodu był problem z marketingiem, a przez to także z zapełnieniem trybun. W Meksyku także budowa kortu i trybun trwały do samego końca.