Równo rok temu podczas Australian Open 37-letni tenisista z Majorki nabawił się urazu mięśnia biodrowego, który wykluczył go z gry na cały 2023 rok i pod dużym znakiem zapytania postawił jego dalszą karierę. Rekonwalescencja i proces dochodzenia do formy trwał bardzo długo, ale Hiszpan uznał, że jest gotowy na powrót do gry na najwyższym poziomie.
Na pierwszy turniej wybrał Brisbane ATP 250. Na korcie pojawił się już 31 grudnia, ale była to rywalizacja deblowa. Wręcz na pograniczu z pokazową, albowiem jego partnerem był Marc Lopez, wieloletni przyjaciel, a obecnie członek sztabu, który zakończył już karierę. Wrócił z emerytury, aby towarzyszyć Nadalowi w spotkaniu, który był próbą generalną. Prawdziwy test nastąpił we wtorek.
Rywalem notowanego na 672. miejscu 22-krotnego mistrza wielkoszlemowego był Dominic Thiem. Austriak również jest po kilku latach walki z kontuzjami i nie zdołał jeszcze odbudować swojej pozycji w światowym tenisie. Obecnie zajmuje 98. lokatę w rankingu ATP. Obaj zagrali ze sobą w dwóch finałach Roland Garros. W obu górą był Rafa.
Fani hiszpańskiego tenisisty na próbę cierpliwości w ostatnim czasie byli wystawiani bardzo często, a kolejny test przyszedł niespodziewanie przed samym meczem, który został zaplanowany na 9:30 polskiego czasu. Na pół godziny przed wyjściem zawodników nad obiektem imienia Pata Raftera w Brisbane spadł deszcz. Dach zamknięto, ale trzeba było jeszcze osuszyć kort, co trwało kolejne dwa kwadranse. Ostatecznie już pierwsza akcja w tym spotkaniu pokazała, że warto było poczekać trochę dłużej. Rafa Nadal zakończył punkt efektownym winnerem z forehandu - znak rozpoznawczy przez dwadzieścia lat kariery.
Początkowo starcie było bardzo wyrównane, a dominowali gracze serwujący. Na pierwszego break pointa trzeba było poczekać blisko trzy kwadranse. Wywalczył go Hiszpan, który fizycznie wyglądał bardzo obiecująco. Był szybki, dość żwawy, aktywny i wytrzymywał intensywność długich wymian. To przyniosło mu pozytywny efekt. Pierwsze dwa break pointy - które były przy okazji piłkami setowymi przy stanie 6:5 - Thiem obronił w dużej mierze dobrym serwisem, który ustawiał wymianę. Za czwartym razem mu się to już nie udało. Przejął inicjatywę, ale jego forehand był minimalnie za długi, co oznaczało przełamanie i seta dla Nadala.
37-latek od razu poszedł za ciosem na początku drugiej partii, zyskując przewagę breaka świetnym passing-shotem z bekhendu. Jego gra wyglądała naprawdę obiecująco, biorąc pod uwagę okres nieobecności i to z jakimi problemami musiał - i nadal musi - się mierzyć Nadal. Przypominamy, że Hiszpan cierpi na przewlekłą kontuzję stopy, w której doszło do martwicy kości trzeszczki. Innym przewlekłym urazem tenisisty jest zespół Hoffy, który dotyczy rzepki w kolanie, lecz ten problem udało się w pewnym stopniu powstrzymać.
Końcówka meczu potoczyła się już błyskawicznie. Nadal korzystał z błędów Thiema, których było coraz więcej. Hiszpan także kapitalnie serwował. Zanotował aż 70 proc. celności pierwszego podania. Wygrał 88 proc. punktów po pierwszym oraz aż 91 proc. punktów po drugim podaniu. Przez półtorej godziny rywalizacji nie musiał bronić żadnego break pointa. Ostatecznie po roku nieobecności wygrał swój pierwszy mecz 7:5, 6:1. Rafa wrócił i pokazał się z bardzo dobrej strony. "To był dla mnie najważniejszy i pełen emocji dzień po najtrudniejszym roku w mojej karierze" - mówił po meczu Hiszpan, który w następnej rundzie zmierzy się z lepszym z pary Aslan Karacew-Jason Kubler.