Hubert Hurkacz (9. ATP) był pierwszym rezerwowym zawodnikiem w ATP Finals. We wtorek okazało się, że dostanie szansę na występ w imprezie, a wszystko za sprawą urazu łokcia Stefanosa Tsitsipasa (6. ATP). W czwartek Polak rozegrał jedyne spotkanie w grupie Zielonej, gdzie zmierzył się z Novakiem Djokoviciem (1. ATP). Choć nasz zawodnik zaprezentował się z dobrej strony, z końcowego triumfu cieszył się lider rankingu ATP.
Hurkacz mógł w tym spotkaniu dokonać czegoś, co jeszcze nigdy mu się nie udało - odnieść pierwsze zwycięstwo nad Djokoviciem po serii sześciu porażek. Dodatkowo stanął przed szansą na wygranie premierowego meczu w historii występów w ATP Finals, za co dostałby 200 punktów do rankingu. Choć przegrał, to i tak może być zadowolony z miejsca, które zajmie na koniec sezonu.
W rankingu opublikowanym 14 sierpnia Hurkacz spadł na najgorsze od dłuższego czasu, 20. miejsce. W tym momencie pojawiło się widmo wypadnięcia z czołowej "dwudziestki" zestawienia. 26-latek szybko odepchnął jednak tę wizję i już tydzień później zajmował 17. lokatę, na której utrzymał się do 2 października. Wtedy nastąpił wyczekiwany przełom w postaci zwycięstwa turnieju ATP 1000 w Szanghaju, po którym Polak wskoczył na 10. pozycję.
Później zameldował się jeszcze w finale turnieju w Bazylei i ćwierćfinale turnieju rangi Masters w Paryżu. Kolejne świetne wyniki, a zarazem cenne punkty, pozwoliły mu wyrównać najlepszy wynik w karierze i zameldować się na dziewiątym miejscu w światowym rankingu.
Podczas ATP Finals nie udało mu się już powiększyć punktowego dorobku. To oznacza, że Hurkacz zakończył sezon jako dziewiąty tenisista świata z 3245 punktami na koncie. Będzie to trzeci rok z rzędu, kiedy 26-latek zamknie sezon w czołowej "dziesiątce" zestawienia. W 2021 roku uplasował się na dziewiątej lokacie, a rok później na 10.