W niedzielę zainaugurowany został ostatni męski turniej w tym roku ATP Finals z udziałem ośmiu najlepszych zawodników sezonu. Wśród nich nie znalazł się niestety Hubert Hurkacz. Był dziewiąty w klasyfikacji Race. Polak jest obecny w Turynie, gdyż pełni rolę pierwszego rezerwowego. Istniała szansa, że otworzy nawet zmagania singlistów, gdyż problemy zdrowotne miał Stefafanos Tsitsipas, lecz Grek ostatecznie wyszedł na kort. W pierwszym meczu przegrał 4:6, 4:6 z Jannikiem Sinnerem.
Drugi mecz w tej grupie odbył się podczas sesji wieczornej. Na kort wyszli Novak Djoković oraz Holger Rune, którzy spotkali się tydzień temu w ćwierćfinale turnieju w paryskiej hali Bercy. Wówczas górą po blisko trzygodzinnej walce był Serb. W stolicy Piemontu ich pojedynek był jeszcze dłuższy.
Zaczęło się od obustronnego przełamania w pierwszym secie, które zaprowadziło zawodników do tenisistów do tiebreaka. W nim Djoković uzyskał przewagę, wygrywając oba punkty przy podaniu rywala. Wygrał do czterech. Druga partia miała wręcz identyczny przebieg - znów breaki po sobie i ostatecznie tiebreak. Tym razem to 20-letni Duńczyk był skuteczniejszy - wygrał do jednego. Rune w tamtym momencie spotkania zdecydowanie poprawił swoje parametry serwisowe. W drugim secie posłał aż 11 asów, notując skuteczność punktową na poziomie 84 proc. po pierwszym podaniu.
To spotkanie było dość logiczne w swojej dynamice, więc w finałowym secie rozpoczęło się od przełamań - najpierw dokonał tego Djoković, a moment później Rune. Jednakże tym razem nie dobrnęliśmy do dodatkowej rozgrywki. Serb szybciej wziął sprawy w swoje ręce, wykorzystując jednego z dwóch break pointów w szóstym gemie. Nic mu już nie stanęło w drodze do zwycięstwa 7:6(4), 6:7(1), 6:3, choć po przełamaniu powrotnym nie wydawał się zbyt pewny siebie. Wręcz ukazał swoją frustrację. Schodząc na przerwę, rozwalił aż dwie rakiety. Dostał ostrzeżenie od sędziego, lecz pozwoliło mu się to uspokoić.
- Niektórzy mówią, że to pragmatyczne rozwiązanie, ponieważ mogę uwolnić się od napięcia i frustracji, które w sobie trzymam, i ruszyć dalej. Może tak właśnie było dzisiejszego wieczoru. Nie zachęcałbym nikogo do tego. Nawet siebie nie zachęcam. Nie jestem z tego zadowolony. (...) Myślę, że w niektórych przypadkach w przeszłości tak robiłem i zaczynałem grać bardziej swobodnie. Są różne sposoby, być może mądrzejsze, na pozbycie się frustracji niż łamanie rakiety - śmiał się po meczu Serb, który po raz ósmy w karierze zakończy sezon jako lider światowego rankingu. Zapewnił to sobie zwycięstwem z Holgerem Rune.