Iga Świątek w znakomitym stylu dotarła do finału WTA Finals. W fazie grupowej pokonała tegoroczną mistrzynię Wimbledonu Marketę Vondrousovą 7:6, 6:0, mistrzynię US Open Coco Gauff 6:0, 7:5 oraz Ons Jabeur 6:1, 6:2. Natomiast w półfinale nasza mistrzyni Roland Garros nie dała szans Arynie Sabalence, wygrywając z mistrzynią Australian Open i numerem 1 rankingu WTA 6:3, 6:2.
Dzięki pokonaniu Sabalenki Świątek stoi przed szansą powrotu na pierwsze miejsce w światowym rankingu. Wystarczy, że w poniedziałkowym finale w Cancun Iga pokona Jessikę Pegulę. Ale Amerykanka też rozgrywa świetny turniej. Numer pięć rankingu WTA pokonała kolejno Jelenę Rybakinę 7:5, 6:2, Arynę Sabalenkę 6:4, 6:3, Marię Sakkari 6:3, 6:2 i Coco Gauff 6:2, 6:1.
Pegula jest niepokonana od miesiąca - przed WTA Finals wygrała turniej w Seulu. Do meczu ze Świątek przystąpi z serią dziewięciu wygranych spotkań z rzędu. Natomiast Świątek ma serię 10 kolejnych zwycięstw - przed WTA Finals wygrała turniej w Pekinie.
- Zapowiada nam się wielka bitwa, bo obie finalistki są świetnie dysponowane - nie ma wątpliwości Dawid Celt, który jako kapitan reprezentacji Polski przebywa już z nią na finałach Billie Jean King Cup (niestety, Świątek w nich nie zagra).
Dawid Celt: Nie, nie mamy kartonowej Igi.
- Na temat prawie zachodzących na siebie terminowo WTA Finals i Billie Jean King Cup powiedziano już chyba wszystko. A jeszcze więcej mówi się o wielu złych i późno podjętych decyzjach dotyczących WTA Finals. Wszyscy widzimy, że warunki tam są bardzo słabe, że poziom organizacji turnieju jest zupełnie nieadekwatny do jego rangi. Byłem na siedmiu mastersach z Agnieszką Radwańską i nie przypominam tego po to, żeby się chwalić, tylko po to, żeby podkreślić, że w głowie mi się nie mieści to, co się teraz dzieje w Cancun. Doskonale pamiętam, że wszystkie mastersy zawsze były świetnie zaplanowane i zorganizowane. Wszystko było wręcz dopieszczone. A teraz patrzę i nie wierzę. Wszystko, co się tam dzieje, jest winą nie miejscowych organizatorów, tylko WTA, które bardzo późno zdecydowało o lokalizacji mastersa, przez co wszystko trzeba było robić na ostatnią chwilę i w związku z tym jest mnóstwo niedociągnieć i zdecydowanie nie ma jakości na miarę turnieju mistrzyń.
- To prawda, choć trzeba powiedzieć, że jak trudne by warunki w Cancun nie były, to Idze one może nie to, że nie przeszkadzają, ale Iga sobie z nimi bardzo dobrze radzi. Naszą tenisistkę cechuje siła spokoju, którą widzimy odnośnie do wszystkich problemów, jakie przynosi ten turniej. To jest na pewno zasługa całego zespołu Igi. Team umiejętnie pracuje nad tym, by Iga była skoncentrowana tylko na rzeczach, nad którymi ma kontrolę. Ona - inaczej niż większość uczestniczek - nie skupia się na tych wszystkich tematach, które denerwują, przeszkadzają. Inne tenisistki tracą energię na narzekanie i przez to też spada poziom ich tenisa, bo ileś energii marnują na nerwy i siłą rzeczy trochę koncentracji i spokoju im ucieka. A Iga radzi sobie świetnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że koszt takiego podejścia jest ogromny. Bo na pewno w takich warunkach bardzo trudno jest zachować siłę spokoju. Te deszcze, te wiatry, to ciągłe przerywanie meczów, to granie w warunkach ultratrudnych, momentami przy wichurze, przy wietrze zacinającym z każdego kierunku - naprawdę trzeba mieć w sobie wielką, wewnętrzną siłę, żeby temu podołać. Najlepiej radzą sobie z tym wszystkim Iga i Pegula, dlatego zasłużenie spotkają się w finale.
- Pegula jest na przestrzeni ostatnich dwóch sezonów tenisistką niesamowicie regularną, powtarzalną. To ją cechuje. Ona nawet na chwilę nie schodzi poniżej bardzo dobrego poziomu. To jest cały czas granie na poziomie top 5. Wahania u niej są minimalne, a moim zdaniem w Cancun ona czuje się świetnie też ze względu na nawierzchnię. Uważam, że ten kort jest skrojony pod nią. Piłka odbija się tam nisko, czyli tak, jak Pegula lubi. Ona jest niesłychanie niebezpieczna, kiedy uderza piłkę na wysokości bioder. Ona gra bardzo płasko, bardzo ciężką piłką i w warunkach tego turnieju jej tenis jeszcze zyskuje. Od jej pierwszego meczu w Cancun widać, że wszystko jej tam pasuje. Również dlatego, że kompletnie nie robią na niej wrażenia warunki, że ten wiatr nie psuje jej tenisa. Dla mnie to jest taka Pegula, jaką widziałem przeciw Idze na początku bieżącego roku w United Cup w Sydney. Tam na bardzo szybkim korcie była świetna i tu jest równie niebezpieczna.
- To był okres trochę słabszej gry Igi. Na pewno w czasie turniejów amerykańskich ona nie była w swoim peaku. Ale Iga jest tak dobrą tenisistką, że nawet nie będąc w peaku, jest w stanie grać na poziomie ćwierćfinałów i półfinałów. I mimo że Iga nie była tam w swojej dobrej dyspozycji, to i tak była blisko pokonania Peguli. Moim zdaniem u Igi nie będzie rozpamiętywania tego, co się wydarzyło w Montrealu, tylko będzie koncentracja na tym, co jest tu i teraz. Pegula to po prostu świetna tenisistka, z którą od czasu do czasu można przegrać i teraz trzeba się skupić na tym, co nadchodzi, bo wyzwanie jest ogromne. Na pewno potęguje je fakt, że Iga może znów zostać numerem 1 światowego rankingu. Na pewno ona ma w głowie i to, że za chwilę może przejść do historii, jako zwyciężczyni jednego z najważniejszych turniejów, i to, że sezon może skończyć jako numer 1. A oczywiście dobrze jest być "jedynką" przez wiele tygodni sezonu, ale głównie pamiętamy te tenisistki, które cały sezon kończą jako numer jeden. Walka toczy się więc dla Igi o dwie wielkie rzeczy, stawka jest ogromna. Ona musi to sobie poukładać w głowie. Do tej pory siła spokoju Igi robiła wrażenie i mam nadzieję, że tak zostanie. Natomiast zapowiada nam się wielka bitwa, bo obie finalistki są świetnie dysponowane.
- Nie ukrywam, że troszkę się o wynik obawiam, bo - jak mówiłem - mam w pamięci mecz z Sydney i widzę, że nawierzchnia w Cancun bardzo Peguli sprzyja. Oczywiście oceniam z daleka, ale widzę dużo podobieństw do Sydney. Dlatego są we mnie obawy. Ale oczywiście stawiam na Igę. Wierzę, że ta wysoka stawka Igę napędzi. Tak to zwykle na nią działa, grając o wielką rzecz ona się nakręca i wchodzi na najwyższe obroty. Iga słynie z tego, że w wielkich meczach potrafi wyeksponować wszystko to, co ma najlepsze. Stawka Igę napędza, nie paraliżuje i liczę, że tak będzie również w tym przypadku. Wiem, że rankingowa "jedynka" jest dla niej ważna i ona na pewno zrobi wszystko, żeby skończyć sezon na pierwszym miejscu. Ale podkreślam, że wyzwanie po drugiej stronie siatki będzie bardzo duże, że poprzeczka będzie zawieszona bardzo wysoko.
I dlatego super, że Iga miała przed finałem bardzo dobre przetarcie w postaci meczu z Sabalenką. Zagrała znakomicie. W ogóle forma Igi od Pekinu znowu wystrzeliła. Iga znów jest w swoim peaku. Mimo że nie było łatwo to osiągnąć i utrzymać. Przecież po Pekinie były aż trzy tygodnie przerwy, była zmiana warunków z bardzo dobrych, spokojnych, na nienormalne, bardzo wietrzne. Mimo wszystko jakość tenisa Igi nie spada. Wierzę, że ona ostatecznie sobie z Pegulą poradzi, ale zdecydowanie trzeba na Amerykankę bardzo uważać.
- Siądziemy wspólnie i na pewno będziemy Idze kibicować. Do czasu meczu na pewno uporamy się z naszymi wszystkimi obowiązkami w Sewilli, mimo że jest ich sporo. Będziemy razem, żeby trzymać za Igę kciuki i wszyscy tu wierzymy, że dla Igi sezon skończy się po jej myśli.
- WTA mogłoby się uczyć od ITF-u, który organizuje ten turniej, jak wszystko poukładać. Tutaj wszystko działa tak jak powinno. Wszystko jest zorganizowane kompaktowo - hotel, obiekty, wszystko jest na najwyższym poziomie, standard jest godny rangi turnieju. Na nic nie możemy narzekać, pozostaje nam tylko spokojnie szykować się do gry.