Iga Świątek popisowo rozegrała dwudniowy półfinał WTA Finals, w którym rozmontowała spokojem Arynę Sabalenkę i pokonała liderkę światowego rankingu 6:3, 6:2. W pojedynku nazywanym przez niektórych przedwczesnym finałem imprezy w Cancun polska tenisistka zagrała jak profesorka, dzięki czemu jest o krok od podwójnego sukcesu.
W niedzielę zgodnie z pierwotnym planem miały zostać wyłonione już triumfatorki tegorocznej edycji WTA Finals w singlu i deblu. Ale na przeszkodzie stanął deszcz, który w ostatnich dniach tak torpedował plan gier w Cancun, że skończono wówczas dopiero rywalizację półfinałową. W sobotę wyłoniona została tylko jedna uczestniczka decydującego meczu w grze pojedynczej - Jessica Pegula. O dołączenie do niej walczyły zaś przez dwa dni Iga Świątek i Aryna Sabalenka. Polska tenisistka zagrała jak przystało na pierwszą rakietę świata, którą już za 24 godziny znów może być.
Półfinały zamiast finałów. Spokój Świątek i frustracja Sabalenki. "Shake it off" nie pomogło
Sabalenka i Świątek, dwie obecnie najwyżej sklasyfikowane zawodniczki listy WTA, w sobotę nie nacieszyły się zbytnio obecnością na korcie. Przy silnie wiejącym wietrze rozegrały zaledwie 22 akcje. Przy wyniku 2:1 i 30:30 z punktu widzenia Polki rywalizację przerwano z powodu deszczu. Tenisistki przez chwilę siedziały na krzesełkach opatulone ręcznikami, ale gdy obsługa kończyła osuszać kort, opady wróciły ze wzmożoną siłą i wtedy zawodniczki zeszły do szatni.
Zanim to się stało, to obie odbierały podczas przymusowej przerwy wskazówki od trenerów. Ale nie dane im już było z tych rad skorzystać tego dnia, bo w kolejnych godzinach, gdy tylko opady znów chwilowo osłabły, to zaraz potem powracały. Wreszcie po kilku godzinach podjęto decyzję o przełożeniu meczu na niedzielę.
Sabalenka jest pierwszą tenisistką od 17 lat (po Justine Henin), która w jednym sezonie dotarła co najmniej do półfinału w każdym z czterech turniejów wielkoszlemowych oraz w WTA Finals.
- Kiedy o tym myślisz, to jest to niewiarygodne - idealne zakończenie. Z wyjątkiem tego, że to półfinały zamiast finałów. Podsumowując, kto lepiej poradzi sobie z presją przy tak dużej stawce? Aryna była Amazonką przez dwa dni, więc szanse oceniam 50:50 - podsumowała przed półfinałem legendarna Martina Navratilova, nawiązując do dwudniowego meczu Sabalenki w fazie grupowej.
Pierwsza rakieta świata w niedzielę, podobnie jak we fragmencie meczu dzień wcześniej, grała dobrze. W swoim stylu sporo ryzykowała i w związku z tym serwisowe bomby przeplatała podwójnymi błędami. Ale innego wyjścia nie miała, bo Świątek prezentowała się świetnie.
Tym razem wiatr nieco osłabł w porównaniu do ostatnich dni i obie zawodniczki mogły wreszcie pokazać więcej gry, zamiast głównie walczyć z wiatrem i deszczem. Polka grała spokojnie, dobrze taktycznie. Dzięki temu zaczęła niedzielny występ od przełamania, a chwilę potem objęła prowadzenie 4:1. Obie zawodniczki miały w tej części spotkania szanse na "breaka", ale w obu przypadkach serwująca wyszła z opresji.
O ile twarz drugiej rakiety globu była opanowana, to język ciała jej rywalki zdecydowanie zdradzał frustrację. Pochodzącej z Mińska tenisistce nie pomogło też puszczenie przez didżeja przy wyniku 2:5 piosenki Taylor Swift "Shake it off". Nie była w stanie otrząsnąć się i wytrącić Świątek z rytmu.
Świątek odrobiła lekcję sprzed roku. Sabalenka nie straciła rozumu, ale to było za mało
Tenisistka współpracująca z Tomaszem Wiktorowskim w fazie grupowej oddała rywalkom w sumie tylko 14 gemów. Odkąd w 2003 roku wprowadzono obecny format mniej straciły jedynie dwie tenisistki - Justine Henin (11) i sama Świątek przed rokiem (13). 22-latka jest jedyną zawodniczką, która dwukrotnie w tej imprezie zanotowała pod tym względem wynik poniżej 20.
Tyle że rok temu świetny występ w pierwszej fazie rywalizacji w mastersie nie uchronił jej przed porażką w półfinale. Właśnie z Sabalenką. Przegrała wówczas 2:6, 6:2, 1:6. W trzech setach przegrała też z Białorusinką ich ostatni do niedzieli mecz - finał w Madrycie. Teraz jednak nadrobiła wszystko.to z nawiązką i poprawiła bilans w pojedynkach ze starszą o trzy lata rywalką na 6-3.
- Muszę być mocniejsza od niej, muszę się lepiej poruszać. Łatwo stracić rozum w takiej sytuacji. A jeśli zrobisz to w meczu z Igą, to masz zerowe szanse na zwycięstwo - mówiła przed półfinałem WTA Finals sprzed roku Sabalenka.
W niedzielę rozumu nie straciła, ale była jednak zbyt nierówna. A to przez świetnie dysponowaną Polkę zostało bezlitośnie wypunktowane. Kluczowy dla losów drugiego seta był długi i zacięty trzeci gem. Świątek wykorzystała w nim czwartą okazję na przełamanie. Białorusinka nie składała broni, ale spokój Polki znów zadziałał i dzięki temu zanotowała kolejny "break", który dał jej komfortowe prowadzenie 5:2. Po chwili zaś bardzo dobrym serwisem przypieczętowała utrzymanie własnego podania i awans do finału.
Był to czwarty w ostatnich 40 latach półfinał kończącego sezon mastersa, w którym zmierzyły się liderka rankingu WTA z drugą rakietą świata. Po raz drugi górą była niżej notowana z zawodniczek. Raszynianka powtórzyła wyczyn Marii Szarapowej sprzed 11 lat, która pokonała Białorusinkę Wiktorię Azarankę 6:4, 6:2. Rosjanka jednak nie sięgnęła po tytuł - w finale przegrała z Amerykanką Sereną Williams.
Półfinały WTA Finals (pod tą nazwą zainaugurowany w 1972 roku turniej funkcjonuje od dziewięciu lat), w których ówczesna liderka światowego rankingu zmierzyła się z drugą rakietą globu:
- 2010 Caroline Wozniacki (1) - Wiera Zwonariowa (2) 7:5, 6:0
- 2012 Maria Szarapowa (2) - Wiktoria Azaranka (1) 6:4, 6:2
- 2019 Ashleigh Barty (1) - Karolina Pliskova (2) 4:6, 6:2, 6:3
- 2023 Iga Świątek (2) - Aryna Sabalenka (1) 6:3, 6:2
Świątek została też drugą po Agnieszce Radwańskiej polską finalistką WTA Finals. Teraz będzie chciała znów pójść w jej ślady z 2015 roku i wygrać po raz pierwszy w karierze ten prestiżowy turniej. Jeśli w poniedziałek pokona Pegulę, to odzyska również miano liderki światowego rankingu na koniec sezonu.