Iga Świątek pokazała gigantyczną klasę. Co zrobi Sabalenka?

Dominik Senkowski
Przeliczyli majątek Igi Świątek. Tenisistka zgromadziła krocie
Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl

Iga Świątek gra dotychczas w Cancun jakby w innym turnieju, w którym wiatr jej nie przeszkadza, deszcz nie wybija z rytmu, a krzywy kort można oswoić. Polka odniosła trzy zwycięstwa w grupie i w imponujący sposób awansowała do półfinału turnieju WTA Finals. Tam zmierzy się z Aryną Sabalenką, której mimo słabszej dyspozycji nie można lekceważyć.

- Chciałam być najlepszą wersją siebie i pomimo tych warunków pokazać swój najlepszy tenis - powiedziała Iga Świątek w nocy z piątku na sobotę czasu polskiego po zwycięstwie nad Ons Jabeur 6:1, 6:2.

Zobacz wideo Była numer 1 uważa, że Iga Świątek może przenieść wszystko z mączki na trawę. Trener Igi: Zgadzam się, jak najbardziej

Polka awansowała do półfinału WTA Finals w Cancun w imponującym stylu. W grupie wygrała wszystkie trzy mecze - podobnie jak inna z półfinalistek, Jessica Pegula. Jako jedyne dotychczas potrafią odnaleźć się na Turnieju Mistrzyń mimo tak niesprzyjających okoliczności. 

Okoliczności nie przeszkadzają

Deszcz, wiatr, piach na korcie, dziurawa nawierzchnia, pustki na trybunach, wściekłość tenisistek - nie tak miały wyglądać ostatnie zawody kobiecego tenisa w tym sezonie. Trzeba przyznać, że na tym tle dotychczasowe wyniki Igi Świątek nabierają jeszcze większej wymowy.

Kibice mogą być dumni z tenisistki z Raszyna. W starciach grupowych z Marketą Vondrousovą, Coco Gauff i Ons Jabeur wyglądała jak zawodniczka, która doskonale wie, co robić. Grała niezwykle pewnie i spokojnie, potrafiła wziąć poprawkę na wiatr. Nie miała choćby takich problemów z serwisem jak jej największe rywalki, Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina, które notują rekordy w liczbie podwójnych błędów serwisowych w Cancun. 

Świątek dzięki zbudowanej pewności siebie po wygranej w Pekinie przechodzi dotychczas bardzo pewnym krokiem przez kolejne wyzwania, które stawiają jej w imprezie WTA Finals zarówno rywalki, jak i - może przede wszystkim - organizatorzy. 

Wiele tenisistek z wielką irytacją podchodzi do wiatru i deszczu w Meksyku. Naszej zawodniczce w oczywisty sposób też to przeszkadza, ale sprawia wrażenie, jakby nie chciała zbyt wielu sił poświęcać na nerwy. Woli skupić się na tym, co od niej zależne. Koncentracja na grze, na radzeniu sobie w trudnych warunkach, a nie na tym, co dookoła. 

To zapewne z jednej strony skuteczność rad, który udziela jej trener główny, Tomasz Wiktorowski. Z drugiej na turnieju WTA Finals przydaje się także wsparcie psychologiczne Darii Abramowicz, by studzić emocje w czasie imprezy organizowanej na tak wariackich papierach. Kolejne zwycięstwa w Cancun wywołują tym większy podziw, jako że mówimy o drugiej najmłodszej uczestniczce w całej stawce po Coco Gauff.

Co pokaże Sabalenka?

Przed Igą Świątek kolejne wyzwania w Meksyku. W sobotę starcie z Aryną Sabalenką o finał turnieju, a w niedzielę ewentualny bój o końcowe zwycięstwo z Jessiką Pegulą lub Coco Gauff. Z jednej strony stawka idzie coraz wyżej, w imprezie pozostały jedynie najlepsze z najlepszych. Z drugiej - pamiętajmy, że nasza tenisistka zwykle w najważniejszych fazach danego turnieju jeszcze podkręca tempo. 

Ewentualna wygrana nad Sabalenką przybliży Świątek nie tylko do zwycięstwa w Cancun, lecz także do powrotu na pozycję numer jeden w rankingu. Na razie jednak trzeba pozostać na ziemi, bo spotkanie z Białorusinką może być trudniejsze, niż się wydaje.

Aktualna numer jeden nie gra najlepiej w Meksyku, w fazie grupowej zaimponowała jedynie w pierwszym pojedynku z Marią Sakkari, która w ostatniej chwili zapewniła sobie prawo występu w turnieju. Z Pegulą i Rybakiną poziom gry Sabalenki znacznie się obniżył, wróciły koszmary w postaci wielu podwójnych błędów serwisowych. 

Mimo wszystko grzechem byłoby lekceważyć białoruską tenisistkę. Udowodniła w tym roku, jak wielką przeszła przemianę. Wygrała pierwszy w karierze turniej wielkoszlemowy w Melbourne, nie przez przypadek wyprzedziła też Igę Świątek w rankingu WTA. Nadal stać ją na to, by w półfinale przeciwko Polce w Cancun pokazać zupełnie inną twarz niż w ostatnich dwóch meczach.

Tym bardziej że Sabalenka na pewno pamięta, jak dokładnie rok temu w meczu o finał imprezy WTA Finals 2022 w Fort Worth pokonała naszą tenisistkę. Wtedy też była skazywana na porażkę. Miejmy nadzieję, że pewność siebie, jaką zbudowała Polka, pozwoli jej na udany rewanż na Białorusince za zeszłoroczne niepowodzenie. Jeśli zachowa dotychczasowy spokój, którym imponuje w Meksyku, może pierwszy raz w karierze awansować do finału Turnieju Mistrzyń. 

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...