W tym sezonie Maria Sakkari odniosła swoje największe turniejowe zwycięstwo w karierze. Triumfowała w Guadalajrze w imprezie rangi WTA Masters 1000. Dotarła także do finału w Waszyngtonie, co dało jej dziewiąte miejsce w rankingu Race. Początkowo miała być pierwszą rezerwową WTA Finals, ale w turnieju głównym znalazła się z uwagi na wycofanie Karoliny Muchovej. To trzeci rok z rzędu, gdy udało jej się znaleźć w kobiecej elicie. W obu poprzednich razach odpadała na etapie półfinału.
Tym razem będzie jej trudno powtórzyć ten wynik, gdyż po pierwszym meczu znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Greczynka przegrała 0:6, 1:6 z Aryną Sabalenką. To bardzo bolesny wynik, zwłaszcza jak na turniej mistrzyń, więc nic dziwnego, że triumfatorka niedawnego turnieju w Guadalajarze popłakała się po meczu. Żal wyraziła także na konferencji prasowej.
- Nie mam wiele do powiedzenia... Myślę, że to dość oczywiste, że nie czułam swojej gry i nie czułam się tam komfortowo. Po prostu bardzo zły dzień. Nie sądzę, że jestem pierwszą ani ostatnią osobą, która czuła się w ten sposób na korcie lub płakała. To nie jest fajne. Ale nikt nie lubi być upokarzany na korcie - powiedziała Sakkari.
W drugim spotkaniu tej grupy Jessica Pegula pokonała 7:5, 6:2 Elenę Rybakinę. To właśnie Kazaszka będzie rywalką Sakkari w następnym meczu, który odbędzie się we wtorek. Natomiast w poniedziałek do gry wejdą kolejne cztery singlistki. Iga Świątek zmierzy się z Marketą Vondrousovą - to spotkanie o godz. 23 polskiego czasu - a Coco Gauff zmierzy się z Ons Jabeur.