Sukces Igi Świątek większy niż awans do finału. Sabalenka nie daje rady?

Dominik Senkowski
Iga Świątek pokonała Coco Gauff w Pekinie i awansowała do finału imprezy WTA 1000. Cieszy kolejne zwycięstwo Polki w Chinach, ale jeszcze bardziej fakt, że stabilizacja i konsekwencja w rozwoju kariery okazały się skuteczniejsze niż propozycje nerwowych ruchów i zmian w sztabie.

Iga Świątek pokonała w półfinale turnieju WTA 1000 w Pekinie Coco Gauff 6:2, 6:3. To był kapitalny występ naszej tenisistki. Pokazał siły i kolejny dowód na to, że po słabszym występie w Tokio podejmowanie nerwowych ruchów nie miało żadnego sensu. To sukces większy nawet niż sam awans do finału w stolicy Chin. 

Zobacz wideo Była numer 1 uważa, że Iga Świątek może przenieść wszystko z mączki na trawę. Trener Igi: Zgadzam się, jak najbardziej

Polka rozwija się konsekwentnie, a apele kibiców czy części ekspertów o zmiany w jej sztabie trenerskim wydaję się być przedwczesne. Świątek po odpadnięciu z US Open wróciła na chwilę do kraju. Pracowała ciężko na kortach Legii, by jak najlepiej przygotować się do premierowych występów na Dalekim Wschodzie, gdzie debiutuje w turniejach rangi WTA.

Stabilizacja to klucz

Ćwierćfinały z Caroline Garcią czy Coco Gauff dają nadzieję, że po utracie pierwszej pozycji w rankingu Polka może się szybko odbudować. Ten sezon w jej wykonaniu wygląda bardzo dobrze, bo choćby biorąc pod uwagę turnieje WTA 1000 tylko raz (w Rzymie) nie doszła co najmniej do półfinału. Imponująca stabilizacja, konsekwencja w grze 22-letniej tenisistki z Raszyna.

Ta stabilizacja była także jednym z głównych argumentów na rzecz Świątek w ostatnich meczach z Garcią i Gauff w Pekinie. Francuzka momentami rzuciła Polce wyzwanie najwyższej miary, grała kapitalny tenis, ale nasza zawodniczka zwyciężyła dzięki regularności, nie schodziła poniżej pewnego poziomu. Podobnie było w starciu z Gauff, która próbowała zagrozić jej atomowym serwisem (momentami około 200 km/h), zmieniała rytm gry, ale nie była w stanie realnie postawić się Świątek.

Cieszy także świetna postawa Polki na płaszczyźnie mentalnej. W dwóch ostatnich spotkaniach, gdy poziom gry po drugiej stronie siatki wzrósł wyraźnie, Iga Świątek ani przez chwilę nie sprawiała wrażenia zagubionej, niepewnej. Wyglądała na tenisistkę, która wie dokładnie, co ma robić w konkretnym momentach rywalizacji, realizuje opracowany z trenerem Tomaszem Wiktorowskim plan. 

- Cieszę się, że bardzo szybko po tym koszmarnym meczu z Wieroniką Kudiermietową w Tokio udało się Idze uciszyć głosy krytyków. Pamiętamy nawoływania do zmiany sztabu - mówił w rozmowie ze Sport.pl Żelisław Żyżyński, komentator Canal Plus. 

Sabalenka nie daje rady?

Na karierę sportowca trzeba patrzeć z dłuższej perspektywy niż pojedynczy mecz, turniej czy nawet kilka imprez. Tym bardziej, gdy bierzemy pod uwagę nadal bardzo młodą zawodniczkę, która przez ostatnie półtora roku była poddana gigantycznej presji, nieporównywalnej z niczym innym co spotkało jakiegokolwiek polskiego tenisistę w historii. 

Świątek niewykluczone, że wróci jeszcze na pozycję numer jeden. Porażka Aryny Sabalenki w ćwierćfinale w Pekinie z Jeleną Rybakiną pokazuje, jak wielkim wyzwaniem jest występowanie w roli pierwszej rakiety świata. Sabalenka jako nieoficjalna nowa liderka przegrała w finale US Open z Gauff, jako formalna liderka nie dała rady Rybakinie w Chinach. Ostatni turniej wygrany przez Białorusinkę? Madryt wiosną.

Rywalizowanie w tenisie na najwyższym poziomie to trudne wyzwanie, z którym nasza tenisistka radzi sobie świetnie. Ten rok, już bez względu na finał w Pekinie czy późniejszy występ w WTA Finals w Cancun, można zapisać po stronie kolejnego wielkiego sukcesu Igi Świątek. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.