Nie było polskiej, tenisowej uczty - Iga Świątek zjadła Magdę Linette w meczu o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Pekinie. Światowa numer dwa pokonała światową numer 25 aż 6:1, 6:1. Po chwilowym kryzysie Igi nie ma już śladu, a Magdy szkoda, bo po kilku naprawdę dobrych występach boleśnie zderzyła się z kimś, kto po prostu okazał się nie do ruszenia.
Forhendowe uderzenia kończące - Iga Świątek 9, Magda Linette 0. Taką ciekawą statystykę realizator transmisji polskiego meczu w stolicy Chin pokazał widzom przy wyniku 6:1, 4:0 i 15:15. Ta mała plansza obrazująca wielką różnicę między Świątek na Linette jest jak odpowiedź. Odpowiedź na taktykę, z jaką pewnie - tak to wyglądało i na logikę tak musiało wyglądać - na mecz z Igą wyszła Magda.
Kilka dni temu Świątek grała słabo w turnieju WTA 500 w Tokio. Myliła się na potęgę, zwłaszcza z forhendu. Dla wszystkich tenisistek i ich trenerów jasne jest, że z Igą lepiej grać kierując uderzenia na jej forhend niż bekhend. Linette tak grała, ale Świątek nie myliła się wcale. Przeciwnie - piłki na stronę forhendową wykorzystywała do grania soczystych winnerów i - nimi - do podkręcania tempa.
Cios z serwisu, cios z forhendu i "Jazda" - Świątek pędziła
Po takim forhendowym ciosie na 6:1, 2:0 Iga pierwszy raz w tym meczu krzyknęła "Jazda!". Swoim firmowym zawołaniem do samej siebie Świątek spuentowała nie tylko tego winnera, ale też znakomity serwis z poprzedniej akcji. Po nim piłka osiągnęła prędkość 188 km/h, był to więc jeden z najmocniejszych serwisów Igi w całym sezonie.
Wyżej notowanej z Polek w polskim meczu o ćwierćfinał pekińskiego turnieju wychodziło niemal wszystko. Iga była skoncentrowana tak, jakby to był jej kolejny wielkoszlemowy finał. Od początku narzuciła swoje warunki, była agresywna, a przy tym staranna, wciąż ofensywna i cały czas cierpliwa. Jak to ona, świetnie poruszała się po korcie. Dla Linette była nieuchwytna, co najmniej o tempo za szybka.
Trudno mieć pretensje do Linette
Szkoda, że Magda nie zdołała w tym meczu pokazać zbyt wiele. Szkoda, że nie miała swojego dobrego dnia i nie dostaliśmy zaciętego pojedynku dwóch świetnych tenisistek z Polski. Ale tak naprawdę Linette trudno winić. Ona ma naprawdę dobry czas - przed chwilą grała w finale turnieju w Kantonie, a w Pekinie do spotkania ze Świątek doszła, pokonując m.in. Wiktorię Azarenkę. W Chinach Magda aż do meczu z Igą grała dobry, odważny tenis. Ale przeciw Idze nie mogła go pokazać, bo nawet na moment nie była w stanie zatrzymać rozpędzonej Igi.
Świątek ma taki tenis, takie fizyczne przygotowanie i taką determinację, że kiedy to wszystko u niej działa, to trudno znaleźć jakąkolwiek rywalkę mogącą Igę pokonać. Linette jest tenisistką ze ścisłej światowej czołówki, ale jednak nigdy nie była numerem jeden, nigdy nie była w TOP 10 i po prostu mimo swojej klasy i wielkiego doświadczenia, nie jest na tym samym poziomie, co Świątek.
W trwającym 36 minut pierwszym secie Świątek wygrała 26 punktów, a Linette 15. W drugiej partii (trwała 30 minut) w punktach było 25:11. Czyli w sumie aż 51:26 dla Igi. W pierwszym secie Świątek miała sześć winnerów i sześć niewymuszonych błędów, a Linette bilans 3:9. W drugim secie to było 10:5 u Igi i 0:4 u Magdy. W sumie w całym meczu relacja winnerów do niewymuszonych błędów u Świątek wyniosła 16:11, a u Linette - 3:13. Te liczby wyraźnie pokazują różnicę. A także dowodzą, że im dłużej trwał mecz, tym bardziej rosła już od początku przecież duża przewaga faworytki.
W ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Pekinie w piątek Iga Świątek zagra z Francuzką Garcią albo Ukrainką Kalininą.