Petra Kvitova (14. WTA) nie ma w ostatnich tygodniach dobrej passy. Odpadła już w II rundzie US Open, z kolei z turniejem WTA 250 w Ningbo pożegnała się na etapie ćwierćfinału, przegrywając ze zdecydowanie niżej notowaną rywalką, Dianą Sznaider (63. WTA). Czeszka liczyła na przełamanie w WTA 1000 w Pekinie. Już w pierwszym meczu miała spore problemy z Xiyu Wang (57. WTA), ale ostatecznie po ponad trzygodzinnym boju wygrała 6:7, 7:5, 6:3. Tyle szczęścia nie miała za to w starciu z Ludmiłą Samsonową (22. WTA) i przegrała 4:6, 5:7.
Po meczu Kvitova nie kryła rozczarowania porażką. Skorzystała z okazji i w mediach społecznościowych uderzyła w WTA. Zasugerowała, że jej przegrana mogła mieć związek z przemęczeniem, wywołanym przez kontrowersyjny plan gier w Pekinie.
Czeszka zmierzyła się z Wang w niedzielę 1 października w godzinach wieczornych. Mecz zakończył się jednak dopiero po godzinie 1:00 w nocy czasu lokalnego. Z nieznanych przyczyn organizatorzy zaplanowali kolejne starcie Kvitovej już na poniedziałek na godzinę 17:30. W związku z tym dwukrotna mistrzyni Wimbledonu miała niecałe 17 godzin na regenerację, co okazało się niewystarczające.
"Daleko mi do ideału, aby zakończyć mecz w China Open o 1:00 w nocy i znów pojawić się na korcie o godzinie 17:30 następnego dnia. Tym bardziej że nie rozegrano jeszcze kilku meczów I rundy. Zawsze starałam się uprawiać ten sport z wielkim szacunkiem i rzadko się wypowiadałam na jego temat, ale tym razem sprawy zaszły za daleko. Czuje się wystarczająco silna, by powiedzieć, że musi istnieć bardziej sprawiedliwa opcja. Proszę WTA, lepiej zróbcie coś dla swoich zawodniczek" - napisała Kvitova na Twitterze.
Pod postem natychmiast pojawiło się mnóstwo komentarzy od kibiców, którzy okazali jej wsparcie i podziękowali za poruszenie tak ważnego tematu. Jak na razie władze kobiecego tenisa nie odniosły się do słów Czeszki.
To kolejny zarzut pod adresem WTA w ostatnich dniach. Prawdziwą burzę rozpętała też Jelena Rybakina (4. WTA), która skrytykowała nową zasadę "performance bye". Na jej mocy nie otrzymała wolnego losu w WTA w Tokio, mimo że znajduje się w TOP 4 rankingu. Wszystko przez fakt, że nowy przepis promuje zawodniczki rywalizujące tydzień po tygodniu. Te, które dochodzą do półfinału, otrzymują wolny los w pierwszej rundzie, kosztem zawodniczek najwyżej rozstawionych. W Tokio ofiarą była właśnie Kazaszka.
Więcej treści sportowych na stronie głównej Gazeta.pl.
"Wolny los za występ. Dziękuję za zmianę regulaminu w ostatnim momencie. Jak zawsze wspaniałe decyzje WTA" - pisała na Instagramie. Poparła ją Aryna Sabalenka (1. WTA). Natomiast w opozycji stanęła Iga Świątek (2. WTA). - Wydaje mi się to mądre. Gdy biorę udział w turniejach, w których dochodzę bardzo daleko, wtedy wiem, co to znaczy spieszyć się przed następnym turniejem, bez czasu na odpoczynek i przygotowanie - mówiła.