- Na pewno Iga słyszy krytyczne opinie, a nawet naciski ze strony nie tylko kibiców, lecz także niektórych ekspertów, żeby zwolniła swój sztab. Chyba nie ma sportowca, na którym takie rzeczy nie robiłyby wrażenia - mówi Joanna Sakowicz-Kostecka, była tenisistka, a dziś komentatorka Canal+. W ćwierćfinale turnieju WTA 500 Iga Świątek przegrała z Wieroniką Kudiermietową 2:6, 6:2, 4:6. Popełniła aż 50 niewymuszonych błędów. To najgorszy występ Polki od ponad roku.
Aż 43 niewymuszone błędy w przegranym meczu z Jeleną Ostapenko w IV rundzie US Open oraz 41 błędów z Mai Hontamą i 50 błędów z Wieroniką Kudiermietową w Tokio - trzy ostatnie mecze Igi Świątek były bardzo nieudane. Dlaczego?
Co stoi za wyraźną obniżką formy drugiej zawodniczki światowego rankingu WTA? I czy Iga Świątek zdąży odbudować się, jeśli nie na ruszający już w sobotę turniej WTA 1000 w Pekinie, to na zaplanowane na przełom października i listopada WTA Finals w Cancun?
Łukasz Jachimiak: Widziałaś kilkaset meczów Igi Świątek, a czy przypominasz sobie jakiś inny niż ten z Wieroniką Kudiermietową w Tokio, w którym Iga też popełniłaby aż 50 niewymuszonych błędów?
Joanna Sakowicz-Kostecka: Oglądam niemal wszystkie mecze Igi od 2018 roku, od jej pierwszych występów w turniejach WTA, i nie przypominam sobie czegoś takiego. Nie pamiętam też innego meczu, w którym Iga popełniałaby błędy aż tak bezrefleksyjnie. Już komentując spotkanie Igi z Kudiermietową, mówiłam, że Iga nie wyciąga wniosków ze swoich błędów. I kilka godzin później dalej się zastanawiam, dlaczego tak to wyglądało. Być może o czymś nie wiemy. Nie lubię się wypowiadać z pozycji osoby wszechwiedzącej. Czasami w pewnych sprawach jest drugie dno.
Trudno zgadywać, o jakie drugie dno może chodzić w tym przypadku. Myślisz, że brak formy Igi to może być efekt ciężkiego treningu albo trudnej pogody w Tokio, którą akurat Iga źle znosi?
Myślę, że pogoda nie jest problemem. Iga była w Tokio już kilka dni przed turniejem i sądzę, że zdążyła się przyzwyczaić do warunków. Zresztą, w trakcie meczu z Kudiermietową nie było aż tak gorąco, jak w meczu Igi z Hontamą. Na warunki bym na pewno tego nie zrzucała.
W takim razie co się może dziać? Iga ma problem mentalny? Coś ją blokuje i dlatego w tym momencie sezonu nie potrafi być cierpliwa na korcie?
Na pewno nie jest jej łatwo. Na pewno słyszy krytyczne opinie, a nawet naciski ze strony nie tylko kibiców, lecz także niektórych ekspertów, żeby zwolniła swój sztab. Na pewno to do niej dociera. Trudno się z czymś takim zmierzyć. Chyba nie ma sportowca, na którym takie rzeczy nie robiłyby wrażenia. Ale nie jesteśmy tam na miejscu, nie jesteśmy w środku zespołu Igi, i nie mają sensu głębokie analizy robione na podstawie powierzchownego obrazka, jaki dostajemy. Niestety, z pomeczowej wypowiedzi Igi niewiele możemy się dowiedzieć. Obwinia siebie, stwierdza to, co było widoczne - że popełniła za dużo błędów i że ten mecz w jej wykonaniu był po prostu zły. Potwierdza też, że problemem nie była pogoda - mówi wprost, że wcześniejsze dni były pod tym względem trudniejsze.
Też czekałem na wypowiedź Igi, ale pamiętałem, jak po porażce z Jeleną Ostapenko na US Open powiedziała, że nie wie, co się stało, że nie wie, dlaczego jej poziom tak nagle tak drastycznie zjechał. I mam wrażenie, że trzy tygodnie później w Tokio Iga też nie za bardzo wie, dlaczego gra słabo. Z Ostapenko popełniła 43 niewymuszone błędy, a teraz z Hontamą miała ich 41 i z Kudiermietową 50. To jest może jeszcze niedługa, ale czarna seria.
Jeżeli mielibyśmy do czynienia z taką serią u jeszcze bardziej niż Iga ofensywnie grającej Ostapenko czy Sabalenki, tobyśmy tego przesadnie nie roztrząsali. Ale mamy do czynienia z tyloma błędami u dziewczyny, która przez bardzo długi czas prezentowała stabilny poziom. Iga była przewidywalna - wychodziła na kort i wiedzieliśmy, że nie będzie prostych błędów, że akcje będą długo budowane, że to będzie konstruktywna gra bez nadmiernego ryzyka. I że przy tym będzie niemal stuprocentowa gwarancja dobrej pracy na nogach. A teraz tego nie ma. W trakcie meczu z Kudiermietową mówiłam, że jeżeli chodzi o poruszanie się na nogach, to Iga byłaby ostatnią tenisistką, której pod tym względem mogłabym cokolwiek zarzucić, aż do teraz. W tym meczu mnóstwo błędów Igi wynikało z niedoczasu, z nieodpowiedniej oceny odległości. Ona zawsze tym przewyższała rywalkę. Każdą. Natomiast w obu meczach w Tokio bardzo to szwankowało. Ten aspekt może bardzo mocno zależeć od aktualnego okresu, w jakim Iga się znajduje. Mam na myśli, że to jest okres przygotowawczy.
Czyli brak czucia to efekt ciężkiego treningu?
Myślę, że tak, że to może mieć związek z tym, że teraz Iga jest w bardzo ciężkim treningu. Po US Open miała krótki odpoczynek, ale po nim wróciła do pracy i ta praca była wykonana tak, żeby z formą celować na Cancun, na WTA Finals.
Oczywiście nie będę cię pytał, czy Iga powinna zwolnić swój sztab, ale zapytam cię o drugą powiedzmy przewodnią myśl powtarzaną teraz przez kibiców. Uważasz, że faktycznie Idze dobrze mogłaby zrobić rezygnacja w ostatniej chwili z turnieju WTA 1000 w Pekinie, skoro okazuje się, że w tym roku nie traci się za to punktów? Kibice argumentują, że Iga powinna jeszcze odpocząć lub/i jeszcze popracować przed WTA Finals. Natomiast pytanie o mental - czy nie ucierpiałby, gdyby po słabych meczach w Tokio Iga wycofała się z Pekinu, zamiast spróbować się od razu przełamać?
To by było po prostu robienie uników. A to na pewno nie jest coś, co wpisuje się w kanon zachowań Igi. Ona jest już właściwie na miejscu, bo z Tokio do Pekinu jest blisko. Okej, to jest w tym roku turniej nieobowiązkowy, ale nie ma żadnego powodu, żeby go unikać. Pamiętajmy, że po Pekinie przed Cancun będą trzy tygodnie przerwy. Da się odpocząć. Po Tokio i ewentualnie jeszcze w Pekinie trzeba diagnozować, co się dzieje. Ale odpuszczanie na pewno nie byłoby dobrym pomysłem.
W Tokio Iga zagrała pierwszy od ponad roku turniej, w którym wygrała tylko jeden mecz. Ostatnie takie turnieje Iga zagrała w sierpniu 2022 roku w Toronto i Cincinnati, a zaraz po nich wygrała US Open. Czy myślenie, że teraz z kryzysu może wyjść równie szybko i równie spektakularnie, na przykład wygrać WTA Finals, a może nawet już turniej w Pekinie, to jest myślenie życzeniowe czy realna rzecz?
Bardzo trudno odpowiedzieć. Są przykłady, które potwierdzają, że Iga może za chwilę wygrać turniej, ale są też przykłady, że za chwilę może przegrywać z kretesem. Myślę, że pewni możemy być jednego - że w Cancun będzie lepiej. Nie wierzę, że ten stan utrzyma się aż do WTA Finals. Nie w przypadku Igi. Bo to nie jest tenisistka, która nagle, po półrocznym dobrym graniu, awansowała z pogranicza pierwszej i drugiej setki do top 10 i nie może się w tej nowej rzeczywistości odnaleźć. Kryzys zdarza się każdemu. I teraz obserwujmy, jak cały zespół poradzi sobie ze znalezieniem antidotum. Do Pekinu czasu praktycznie nie ma, myślę, że ten turniej można nawet w pewnym sensie spisać na straty. Gra Igi nie wygląda dobrze, to trzeba powiedzieć uczciwie. Ale mam nadzieję, że to jest związane z ciężkim treningiem i z niczym więcej. Dlatego spodziewam się, że efekt będzie widoczny w Cancun.
Czyli nawet jeśli Iga za chwilę przegra już w pierwszej rundzie w Pekinie z Sarą Sorribes Tormo, to nie powinnyśmy rwać szat, tylko powinniśmy cierpliwie poczekać?
Myślę, że większy problem z przegranymi meczami Igi mamy my niż Iga. Uważam, że robimy większy ambaras niż zespół. Proszę mi uwierzyć, że tenisiści myślą raczej tak: "No trudno, zdarzyło się, idziemy dalej". Ale wiem, że trudne jest zostanie przy swoim "nic strasznego się nie stało", gdy się otworzy internet i gdy się wtedy zauważy, że to, że się przegrało jest sprawą wagi państwowej, roztrząsaną na wszelkie możliwe sposoby. My do tego podchodzimy w kategoriach nie wiadomo czego, a myślę, że Iga podchodzi do tego jak do czegoś nowego, z czym się po prostu musi zmierzyć.