Coco Gauff mistrzynią US Open 2023. Amerykanka pokonała w finale Arynę Sabalenkę 2:6, 6:3, 6:2. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że to bardziej Sabalenka przegrała w finale ze swoimi koszmarami. Sezon 2023 w jej wykonaniu to wielki paradoks.
Aryna Sabalenka notuje życiowy sezon. Jest pierwszą tenisistką od 2016 roku i Sereny Williams, która w każdym z czterech turniejów wielkoszlemowych doszła co najmniej do ćwierćfinału. Zaczęła od triumfu w Australian Open, następnie osiągnęła półfinały Roland Garros i Wimbledonu, a teraz finał US Open.
Widoczny postęp u Sabalenki
To kapitalne wyniki, które sprawiły, że od poniedziałku Sabalenka zostanie numerem jeden na świecie. Wyprzedzi na tej pozycji Igę Świątek. Białorusinka gra najrówniej w 2023 roku. Wreszcie lepiej wykorzystuje swój gigantyczny potencjał, o którym mówiło się przez kilka ostatnich lat. 25-latka z Mińska w przeszłości często nie wytrzymywała mentalnie w najważniejszych momentach i dlatego nie osiągała wyników na miarę swoich możliwości.
A jak jest w tym sezonie? Można zauważyć wielki paradoks Sabalenki. Z jednej strony jest zdecydowanie silniejsza na płaszczyźnie mentalnej niż wcześniej. W Melbourne sięgnęła po pierwszy tytuł wielkoszlemowy w singlu w karierze. Po finale przyznała wtedy, że zrezygnowała z pracy z psychologiem. - Sama jestem od dziś dla siebie psychologiem - przyznała.
O jej sile psychicznej niech świadczy też fakt, jak poradziła sobie w półfinale US Open z Madison Keys. Mimo wyniku 0:6, 3:5 Białorusinka była w stanie wyeliminować Amerykankę. Podnieść się po tak fatalnym pierwszym secie to gigantyczny wyczyn. Potem jednak przyszło spotkanie finałowe z Coco Gauff, gdy wszystko prysło.
Finał przegrany w głowie
Od początku finału widać było, że prawie wszystko zależy od Aryny Sabalenki. Gdy Białorusinka trzymała nerwy na wodzy i trafiła swoje piekielnie mocne uderzenia - wynik był dla niej korzystny. Gdy zaczęła przegrywać z emocjami, psuła bardzo dużo, często także proste uderzenia, wynik jej odjeżdżał. Coco Gauff walczyła jak szalona, w obronie popisywała się wielkimi umiejętnościami, ale rywalka bardzo jej w sobotę pomogła.
Sabalenka nie udźwignęła presji w spotkaniu decydującym o tytule w Nowym Jorku. Nie wyciągała wniosków w trakcie gry. Zamiast grać także po linii, urozmaicić tenis to wolała jedynie po skosie i dodać więcej siły kolejnym uderzeniom. Pierwszy skrót wykonała w ostatnim gemie meczu. Nie potrafiła zareagować na uciekającą jej szansę na zwycięstwo.
Podobnie wyglądała to w półfinale Wimbledonu przeciwko Ons Jabeur. Tunezyjka znajdowała się w bardzo trudnym położeniu, a jednak była w stanie zatrzymać Sabalenkę. Białorusince nie wystarczyło prowadzenie 7:6, 4:2 w Londynie. A półfinał Roland Garros?
W meczu decydującym o awansie do paryskiego finału Aryna Sabalenka doczekała się nawet piłki meczowej, ale to Karolina Muchowa przeszła dalej. Czeszka zaimponowała niezwykłą walecznością. Przegrała później w finale z Igą Świątek.
Co dalej?
To wszystko sprawia, że szalenie ciężko ocenić poziom przygotowania mentalnego Sabalenki, który w tych najważniejszych momentach bywa często decydującym czynnikiem. Z jednej strony postęp na tym polu jest ewidentny, bo do tego sezonu Białorusinka nigdy nie przeszła półfinału Wielkiego Szlema w singlu. Z drugiej strony porażki z Gauff, Muchową czy Jabeur mogą niepokoić jej sztab i kibiców.
Teraz przed Aryną Sabalenką nowe trudne wyzwanie. Musi odnaleźć się w roli numer jeden na świecie. Nigdy tak wysoko nie była. Spotka się z innym rodzajem presji, o którym Iga Świątek wie bardzo dużo jako liderka rankingu od ponad 70 tygodni. Ciekawe, jak Sabalenka sobie z tym poradzi.