"WTA robi sobie z tenisistek jaja. Chciałbym, żeby się zbuntowały"

- Czy WTA się nie boi? Nie i to jest kolejny duży problem tej federacji, ponieważ robi, co chce z tenisistkami. Chciałbym, żeby któregoś dnia się zbuntowały - podkreślił Bartosz Ignacik w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". Dziennikarz Canal Plus w ostrych słowach skrytykował WTA, które podjęło decyzję o organizacji tegorocznego turnieju mistrzyń w Cancun.

WTA już od kilku sezonów wzbudza kontrowersje w sprawie WTA Finals. Najczęściej gospodarzem jest miasto zlokalizowane bardzo daleko od miejsca ostatniego turnieju, w którym biorą udział zawodniczki. Na dodatek dość późno ogłasza wybór, co denerwuje nawet Igę Świątek. - To dość niefortunne i irytujące, że nadal nie znamy decyzji. Chciałybyśmy wiedzieć, bo ciężko zaplanować, co będziemy robić. Chciałabym zagrać w Billie Jean King Cup, ale nie wiem, gdzie będą WTA Finals, nie wiem, czy będzie możliwość przemieścić się z jednego miejsca w drugie i zagrać i tu, i tu - mówiła przed US Open. I jak się okazało, jej złe przeczucia się potwierdziły. WTA ogłosiło, że turniej mistrzyń odbędzie się w Cancun, co może stanowić spory problem logistyczny.

Zobacz wideo Iga Świątek rozbawiona pytaniem od dziewczynki trenującej tenis. "Mój Boże, też bym chciała się dowiedzieć"

Komentator grzmi ws. decyzji WTA. "Kompromitacja"

Wybór takiego gospodarza imprezy nie przypadł do gustu m.in. Bartoszowi Ignacikowi. Szef redakcji tenisowej w Canal Plus wprost stwierdził w rozmowie z "Przeglądem Sportowym", że WTA "ponownie ociera się o kompromitację".

Głównym powodem jest fakt, że zawodniczki znów będą musiały przebyć tysiące kilometrów na ostatni turniej w sezonie. Po US Open udadzą się do meksykańskiej Guadalajary, a następnie do Azji - m.in. na eventy w Tokio i Pekinie, by na koniec października znów wrócić do Meksyku. 

- Mam przekonanie graniczące z pewnością, że na koniec sezonu tenisistki potrzebują odpoczynku od latania niż dokładania im kolejnych podróży samolotem. (...) Po raz kolejny wygrywa miejscowość, która wcześniej nie była brana pod uwagę w żadnych notowaniach. Jasne jest, że zostało to zorganizowane tylko ze względu na pieniądze - podkreślił dziennikarz.

Ignacik daje radę tenisistką ws. WTA Finals. "Akcja solidarnościowa"

To jednak nie koniec kontrowersji. Dwa dni po WTA Finals odbędzie się Billie Jean King Cup w Sewilli. Niewykluczone, że ze względów logistycznych część zawodniczek zrezygnuje z występu w hiszpańskiej imprezie, jak postąpiła w poprzednim sezonie Świątek. Zdaniem Ignacika zawodniczki powinny się w końcu zbuntować, by WTA zmieniło postępowanie.

- Czy WTA się nie boi? Nie i to jest kolejny duży problem tej federacji, ponieważ robi, co chce z tenisistkami. Nie pyta się o ich zdanie, informuje w ostatnich chwilach o miejscu organizacji WTA Finals, zresztą o innych rzeczach pewnie też, skoro robi tak z tak ważnym turniejem - ocenił.

- Chciałbym, żeby któregoś dnia się zbuntowały, ale też pewnie trzeba mierzyć siły na zamiary. Postawienie się raz lub dwa nic nie da. Od tego pewnie jest ten Player Council (Tenisowy Rząd przyp. red.) i tutaj musiałaby się zebrać szersza grupa tenisistek i jakąś akcję solidarnościową przeprowadzić, bo inaczej WTA dalej będzie robiło sobie, kolokwialnie mówiąc, z tenisistek jaja. Tak jak to mamy do czynienia w kolejnym roku - zakończył. 

Więcej treści sportowych na stronie głównej Gazeta.pl

Tegoroczny WTA Finals odbędzie się w dniach 29 października - 5 listopada w Cancun. Lokalizacja poprzednich dwóch edycji także sprawiała problem. Rok temu turniej zorganizowano w Fort Worth, gdzie z powodu słabej promocji brakowało kibiców. Z kolei dwa lata temu impreza odbyła się w meksykańskiej Guadalajarze. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.