Hubert Hurkacz (17. ATP) czwartkowy mecz drugiej rundy rozpoczął tak, jak rywalizację w swoim pierwszym spotkaniu w Nowym Jorku z Markiem-Andreą Hueslerem - już w pierwszym gemie stracił podanie. A potem znów nie miał argumentów, by odrobić straty w pierwszym secie. Grał słabo, był cieniem zawodnika z poprzednich, udanych turniejów w Wimbledonie czy Cincinatti. Popełniał też sporo niewymuszonych błędów - w pierwszym secie aż 13 przy sześciu rywala.
Jakby tego było mało, na otwarcie drugiej partii Hurkacz znów został przełamany w pierwszym gemie! Polak po 45 minutach gry miał aż 10 niewymuszonych błędów z forhendu, przy zaledwie dwóch rywala.
- Polak gra monotonnie, pasywnie, to Brytyjczyk częściej przejmuje inicjatywę. W efekcie wynik nie może się zgadzać. To, co dziś oglądamy, przebija w niechlubnej kategorii to, co widzieliśmy z Hueslerem. Czekamy na przebudzenie Hurkacza. Jesteśmy bardzo zaniepokojeni - słusznie mówili komentatorzy Eurosportu.
Polakowi nie funkcjonował nawet jego najmocniejszy element, czyli serwis. W połowie drugiego seta Hurkacz miał tylko dwa asy i trafiał ledwie z 57 proc. skutecznością pierwszego podania. W piątym gemie popełnił aż cztery niewymuszone błędy i znów został przełamany. W efekcie przegrywał 1:4, czyli identycznie jak w pierwszym secie.
- Z coraz większym niepokojem patrzę na Huberta. Nie wygląda to normalnie. Widzę grymas bólu, cierpienia. To oczywiście moje przypuszczenia. W przerwie przykrył głowę ręcznikiem, siedział ze zwieszoną głową. Niewykluczone, że pojawią się jakieś opowieści o jego zdrowiu po meczu, bo nie wygląda to normalnie - dodawali komentatorzy Eurosportu i to w momencie, gdy Polak odrobił część strat w tym secie. Wciąż jednak to nie był ten sam Hurkacz, co w poprzednich turniejach. Po dwóch setach miał aż 28 niewymuszonych błędów (Draper 17) i zaledwie cztery asy i 54 proc. skuteczność pierwszego podania.
Wszyscy kibice Hurkacza musieli liczyć, że znów stanie się to, co w pierwszej rundzie, czyli Polak odwróci losy meczu od stanu 0:2 w setach. Wrocławianin identycznie jak w dwóch poprzednich setach, ponownie w pierwszym gemie bronił się przed stratą serwisu. Obronił jednak dwa break-pointy.
Po drugim gemie Polak oparł się jednak o bandę, wyglądał na wyczerpanego, walczącego z samym sobą, a nie rywalem. Chwilę później wygrał gema, ale na korcie pojawił się fizjoterapeuta. Hurkacz poprosił sędziego o to, by przyszedł też lekarz, siedział na ławce i zakrył twarz ręcznikiem. Wyglądał tak, jakby już miał nie wrócić na kort.
Polak wrócił, walczył, zaciskał pięść po udanych akcjach, ale nie był w stanie przedłużyć meczu. Przy stanie 5:5 stracił swoje podanie, a dwunastego gema przegrał do zera. W całym spotkaniu popełnił aż 49 niewymuszonych błędów, co jest liczbą zatrważąjącą - szczególnie, że rywal miał ich tylko 22. W efekcie Hurkacz podtrzymał tradycję i znów nie przełamał się w US Open - jeszcze nigdy w Nowym Jorku nie awansował do III rundy.
Jack Draper w III rundzie US Open zagra ze zwycięzcą meczu Amerykanów: Michael Mmoh (89. ATP) - John Isner (157. ATP).