Magdalena Fręch już sprawiła niespodziankę. Teraz czas, by zrobić sensację

Dominik Senkowski
Magdalena Fręch pokonała Emmę Navarro 7:6(10), 1:6, 6:2 i pierwszy raz w karierze awansowała do drugiej rundy US Open. Trzecia rakieta naszego kraju nadal może zrealizować swój cel na ten sezon, o którym opowiadała nam w maju na Roland Garros. W kolejnej rundzie Fręch zagra z jedną z faworytek imprezy Karoliną Muchową.

Emma Navarro (57. WTA) rozpoczęła poniedziałkowe spotkanie z Magdaleną Fręch w Nowym Jorku bardzo agresywnie, ale i niedokładnie. Widać było, jak ambitnie podeszła do rywalizacji prowadzonej w obecności jej kibiców. Amerykanka momentami przesadzała z nadmierną siłą i w efekcie początek meczu był bardzo nierówny - obie tenisistki na zmianę traciły serwis. 

Zobacz wideo Iga Świątek rozbawiona pytaniem od dziewczynki trenującej tenis. "Mój Boże, też bym chciała się dowiedzieć"

Szalony pierwszy set

W końcu to Amerykanka jako pierwsza utrzymała podanie, wychodząc na 3:2. Polka odpowiedziała tym samym, serwując w szóstym gemie bardzo pewnie. Na koniec popisała się asem. Spokój trwał jednak krótko w tej partii.

W kolejnych minutach Magdalena Frech znów straciła podanie, przegrywała nawet 3:5 i serwis Navarro. Wtedy to Polka zagrała koncertowo. Kapitalne returny, przejmowanie inicjatywy i o losach seta zadecydował tie-break. 

W nim Fręch przegrywała już 2:6, następnie obroniła aż sześć piłek setowych i zwyciężyła 12:10. Pokazała niezwykły hart ducha. Pierwszy set trwał łącznie godzinę i 12 minut. Magdalena Fręch udowodniła, że należy do najbardziej walecznych zawodniczek w kobiecym tourze. 

Wydawało się, że po zwycięstwie osiągniętym w takich okolicznościach nasza tenisistka pójdzie za ciosem, a stało się odwrotnie. To Emma Navarro przejęła kontrolę nad meczem w drugiej partii, nie psuła aż tak wiele jak wcześniej i zwyciężyła 6:1. 

Na kort w trzecim secie Amerykanka wchodziła pewna siebie, a Polka nie wiedziała do końca, czego się spodziewać. W tym momencie nastąpił kolejny zwrot w ich spotkaniu. Fręch zagrała w trzeciej partii najlepiej w całym pojedynku i w pełni zasłużenie awansowała do drugiej rundy US Open. Pierwszy raz w karierze dokonała tej sztuki w Nowym Jorku, a w nagrodę zmierzy się teraz z Karoliną Muchową. 

Czeszka to jedna z faworytek tegorocznego nowojorskiego turnieju. To na niej będzie spoczywać presja, a Fręch może podejść do meczu bez większych oczekiwań. Niech weźmie przykład z Rebeki Masarowej. Hiszpanka niespodziewanie wyeliminowała w poniedziałek z US Open Greczynkę Marię Sakkari. 

Cel nadal możliwy do zrealizowania 

Pamiętam rozmowę z Magdaleną Fręch podczas tegorocznego Roland Garros. Polka gładko pokonała wtedy w pierwszej rundzie Chinkę Zhang Shuai. Zapytana o cel na ten sezon, przyznała: "Awans do top 50 rankingu WTA."

Dziś Fręch jest 77. na świecie, a najwyżej dotychczas była pod koniec czerwca - na 68. pozycji. Wtedy to imponowała występami na trawiastych kortach w Nottingham i Birmingham, dochodząc dwa razy do ćwierćfinału. Pech chciał, że chwilę później wylosowała w pierwszej rundzie Wimbledonu Ons Jabeur, która doszła ostatecznie do finału londyńskiej imprezy wielkoszlemowej. 

Dzięki zwycięstwu nad Navarro Fręch prawdopodobnie awansuje w kolejnym zestawieniu WTA w okolice 60. miejsca. Wciąż jest możliwe, że na koniec tego sezonu zrealizuje swój cel, o którym opowiada w Paryżu. Cieszy to, że w rozgrywkach kobiecego tenisa na najwyższym poziomie mamy już nie tylko Igę Świątek i Magdę Linette. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA