Świątek i Muchova jak z podrasowanego scenariusza. Maraton w ratach dla Polki!

Łukasz Jachimiak
Iga Świątek - Karolina Muchova 105:94. Tak, to jest wynik, który lepiej niż oficjalne 6:1, 4:6, 6:4, oddaje to, co przeżywaliśmy przez rozłożone na trzy raty dziewięć godzin meczu 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Montrealu. Dla Świątek ukłony za to, jak odnalazła spokój, dla Muchovej znów "tylko" wyrazy uznania za to, jak mocno się postawiła najlepszej tenisistce świata.

W Montrealu była godzina 12.30, gdy Iga Świątek i Karolina Muchova zaczęły mecz chętnie nazywany rewanżem za finał Roland Garros 2023. Skończyły go o 21.30 miejscowego czasu. W Polsce i w Czechach było już wpół do czwartej rano. I - co dla nas najważniejsze - to w Polsce a nie w Czechach serca kibiców są na koniec spokojniejsze.

Zobacz wideo Iga Świątek rozbawiona pytaniem od dziewczynki trenującej tenis. "Mój Boże, też bym chciała się dowiedzieć"

Dwa miesiące temu w Paryżu Świątek pokonała Muchovą 6:2, 5:7, 6:4. Teraz mieliśmy jeszcze więcej zwrotów akcji niż w tamtym thrillerze. Ten mecz wyglądał trochę tak, jakby ktoś wziął scenariusz poprzedniego i jeszcze go podrasował.

Muchova krzyczała, ale się nie poddała

Zaczęło się jak w finale Rolanda - od wysoko wygranego seta przez Polkę. Ale to 6:1 Igi wcale nie było zwycięstwem łatwym, szybkim i przyjemnym. Set złożony z zaledwie siedmiu gemów trwał aż 45 minut. Muchova nie odpuszczała w żadnej akcji. I choć cały czas była o tempo za Igą, choć to Polka ciągle narzucała swoje warunki - ona też robiła swoje i nie przestawała wierzyć, że to da efekt.

I dało. W pierwszym secie Muchova robiła przedziwne grymasy, gdy Świątek w sobie tylko wiadomy sposób kończyła niektóre wymiany. A gdy przegrała swojego gema serwisowego złożonego z aż 18 punktów (z tylu można by złożyć nawet cztery i pół gema), to po prostu krzyczała ze złości. Ale przetrwała to wszystko i jeśli mówimy, że przegrana przez nią partia aż 1:6 trwała aż 45 minut, to zauważmy, jakie maratony Karolina i Iga grały później.

Rywalka się cieszy, gdy Świątek się spieszy

Drugi set potrwał równo godzinę. Nie wiedzieć czemu Idze od początku tej partii zaczęło się spieszyć. Jakby wiedziała o prognozowanym deszczu i jakby chciała zdążyć skończyć mecz przed nim. Niestety, efekt zbyt szybko i nerwowo kończonych wymian przez Igę był taki, że teraz to na jej mimikę zwracali uwagę operatorzy kamer.

Jedna z min Igi zmyliła pewnie nas wszystkich. Otóż po wyjściu ze stanu 1:4 na 4:5 Świątek siadła na krześle i przed swoim gemem serwisowym uśmiechnięta zapisywała coś w notatniku. Znając Igę wielu liczyło, że za chwilę doprowadzi do stanu 5:5 i że faktycznie jeszcze przed deszczem skończy ten mecz. Tymczasem Świątek popełniła serię niewymuszonych błędów, przegrała swoje podanie do zera i zrobiło się 6:1, 4:6. A po chwili przez pogodę trzeba było zawiesić ten mecz na kilka godzin.

Deszcz ostudził Igę

Mowa ciała Igi Świątek w tamtym momencie nie była pozytywna. Długa przerwa była wtedy dobrą opcją raczej dla zdenerwowanej Polki niż dla Czeszki. Po przerwie, a właściwie po dwóch przerwach, bo decydujący set rozegrano na dwie raty, Iga pokazywała siłę spokoju.

I to dzięki niej grała świetny, wszechstronny tenis, w którym potrafiła znaleźć odpowiedź na każde zagranie Muchovej. A ta znów - jak w paryskim finale - pokazała, że i grany przez nią tenis można pokazywać dzieciom, jeśli się chce, żeby te dzieci pokochały ten sport.

Trzeci set polsko-czeskiej walki o montrealski ćwierćfinał trwał godzinę i siedem minut. Cały mecz rozciągnięty między godziną 12.30 a 21.30 to były dwie godziny i 52 minuty czystego tenisa. W punktach Świątek wygrała 105:94. Szkoda, że to nie koszykówka i że nie ma szansy, żeby obie w tym turnieju zmierzyły się jeszcze raz. Choć dla mniej odpornych kibiców może to i lepiej. W ćwierćfinale Iga zagra z Lelyah Fernandez albo z Danielle Collins. I z całym szacunkiem dla tych naprawdę świetnych tenisistek, mecz Igi z każdą z nich raczej nie będzie nas kosztował aż tyle stresu, co te z Muchovą.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.