"Turniej Igi Świątek" nie był sprawiedliwy. Ale tak jest wszędzie na świecie. "Los na loterii"

Agnieszka Niedziałek
Fani z sobotnimi biletami na turniej WTA w Warszawie mogli się poczuć, jakby wygrali los na loterii - obejrzeli niemal w całości dwa mecze Igi Świątek. A kibice z wejściówkami na piątek byli rozgoryczeni, bo z powodu deszczu oglądali tylko jeden pojedynek - i to bez udziału Polki. Tegoroczna edycja imprezy przypomniała, że turnieje tenisowe nie gwarantują sprawiedliwości.

Turniej BNP Paribas Warsaw Open według wielu kibiców mógłby nosić miano "Turnieju Igi Świątek". Zarówno rok temu, jak i teraz to liderka światowego rankingu stanowiła magnes dla kibiców. Kibiców, z których część może czuć się szczęściarzami, a część ma prawo być rozgoryczona.

Zobacz wideo Iga Świątek rozbawiona pytaniem od dziewczynki trenującej tenis. "Mój Boże, też bym chciała się dowiedzieć"

Świątek jak piłkarska reprezentacja Włoch. Nerwowe sprawdzanie prognozy pogody

Bilety na piątek, na kiedy zaplanowane były ćwierćfinały singla, kosztowały - w zależności od kategorii - od 140 do 220 zł. Ci, którzy je kupili, zobaczyli jednak tylko jeden cały mecz i niespełna trzy gemy kolejnego.

Plany popsuł prognozowany deszcz - miało padać niemal cały dzień. I padało. Organizatorzy ok. godz. 13 ogłosili, że dwa mecze już na pewno zostaną przesunięte na sobotę, a dwa pierwsze - w miarę możliwości - zostaną rozegrane. Wyszło ciut ponad jeden mecz. Na raty.

Wejściówki na sobotę, kiedy w programie były półfinały, wiązały się z wydatkiem od 160 do 260 zł. Ich nabywcy obejrzeli niemal pięć całych spotkań - trzy przełożone mecze poprzedniej fazy i oba półfinały - w tym przerwany z powodu ciemności w drugiej partii przy stanie 5:5 pojedynek Świątek. Liderka światowego rankingu brakujące trzy gemy dograła w niedzielę w południe, po czym po godzinnej przerwie wróciła, by wystąpić w finale, który również wygrała.

"Dwa lata kupuję te bilety i dwa lata nie zobaczyłam Igi" - napisała w internecie jedna z fanek, nawiązując do ubiegłorocznych kłopotów z pogodą.

Kiedy już ogłoszono, że to koniec rywalizacji tego dnia, fani na kortach Legii mieli mieszane uczucia. Miłośniczka tenisa z Częstochowy żałowała, że nie było jej dane obejrzeć meczów deblowych. One z powodu kłopotów z aurą zostały przeniesione do hali w podwarszawskim Mysiadle, bez udziału publiczności. Fan z Gdańska nie dotarł na czas, gdy pojawiło się okno pogodowe, ale akurat nie brak przełożonego już kilka godzin wcześniej meczu Świątek bolał go najbardziej.

- Nie podoba mi się jej styl gry. Nie jest dla mnie atrakcyjny, choć przyznaję, że jest skuteczny. Przypomina mi piłkarską reprezentację Włoch. Kogo grę lubię oglądać? Np. Ons Jabeur - wskazał.

Nie ma jednak wątpliwości, że zdecydowana większość bilety kupiła właśnie ze względu na liderkę światowego rankingu. I osoby z piątkowymi wejściówkami utracenie szansy na jej obejrzenie zabolało najbardziej.

- Miałam bilety zarówno na piątek, jak i na sobotę, więc można powiedzieć, że w moim przypadku bilans z tych dwóch dni się wyrównał. Ale gdybym miała jedynie na piątek, to też byłabym rozgoryczona. Zwłaszcza gdybym jechała na ten mecz z daleka - przyznała fanka z Warszawy.

Przeszczęśliwa była zaś m.in. kibicka z Krakowa, która kupiła tylko wejściówkę na sobotę i dostała podwójną dawkę gry w wydaniu pierwszej rakiety świata.

- Miałam wielkie obawy. W ostatnich dniach co chwilę sprawdzałam prognozę pogody. Tenis oglądam od dawna, więc znam realia turniejowe - zaznaczyła.

Fyrstenberg tłumaczy, czemu nie wpuszczono na dokończenie ćwierćfinałów osób z piątkowymi biletami 

Do tych realiów nawiązuje też dyrektor warszawskiego turnieju Mariusz Fyrstenberg. - Niestety, na całym świecie jest tak samo. Podczas Wimbledonu nikt nie dyskutuje, gdy jak nie zagra się więcej niż sześć piłek, to nikt nie oddaje pieniędzy za bilety. Wraca się do domu, a tam przyjeżdżają ludzie z całego świata. Tenis, niestety, jest takim sportem, że jesteśmy uwarunkowani pogodą - podkreślił w rozmowie z grupą dziennikarzy były tenisista.

I rzeczywiście, refundacji w takim wypadku w Londynie i wszystkich innych lokalizacjach, gdzie zmagania toczą się na otartych kortach, wtedy też nie ma. Ale rozczarowanie i frustracja widzów jak najbardziej również się pojawiają. 

Fyrstenberg dodał, że taka aura, jaka była podczas tej edycji turnieju, jest typowa w Polsce o tej porze roku. - Więc te zmiany w planie gier i niepewność są codziennością. Szybko się robi ciemno, nie ma sztucznego oświetlenia. Do tego kwestia przekładania meczów na korty telewizyjne. Musimy się nauczyć, że mamy wielki turniej z wielką zawodniczką, co pociąga za sobą wiele różnych decyzji i komentarzy. Wszyscy muszą zrozumieć pewne rzeczy - kibice, my - organizatorzy - i dziennikarze również - zaznaczył.

Właśnie przełożenie ćwierćfinału z udziałem pierwszej rakiety świata bez wahania wskazał jako największe wyzwanie związane z tą edycją imprezy. Jednocześnie zaznaczył na wstępie, że decyzja supervisora była jego zdaniem bardzo dobra.

- Dzięki temu mogliśmy rozegrać deble, w których brały udział tenisistki, które wciąż były w stawce singlowej. W sobotę poszło zgodnie z planem, w niedzielę w miarę zgodnie z planem i skończyliśmy turniej. Gdyby nie to, gdybyśmy czekali z Igą tego dnia, to bylibyśmy totalnie zakopani w meczach. Noskova i Wickmayer mogłyby grać trzy mecze jednego dnia, pojawiłby się mały deszcz i nie skończylibyśmy turnieju do niedzieli - argumentował.

Na wzmiankę o niezadowoleniu piątkowych kibiców odparł, że nie byliby też zadowoleni ci niedzielni, gdyby wtedy nie ukończono rywalizacji. - WTA też mogłoby się zastanawiać, dlaczego dawać komuś licencję, jeśli nie potrafi tego ogarnąć - dorzucił.

W internecie w piątek i sobotę trwała pełna emocji dyskusja, w której kibice z piątkowymi biletami sugerowali, że powinni zostać wpuszczeni w sobotę na dokończenie ćwierćfinałów. Zwracali uwagę, że na wejściówce z tego dnia była podana godzina 13. Taka sama pora widniała na niedzielnym bilecie, ale kibice i wtedy byli wpuszczani wcześniej na dokończenie półfinału Świątek.

- Zgodnie z regulaminem bilety obowiązują na cały dzień. Godzina została podana zgodnie z planowanym rozpoczęciem meczów tego dnia, ale zawsze zaznaczamy na stronie, że supervisor może zmienić każdą decyzję co do pory rozpoczęcia gry. To bardzo normalne, że gdy turniej ma poślizg, to zaczyna się granie wcześniej. Tym bardziej jeśli obawiamy się, że nie skończymy turnieju na czas - przekonywał Fyrstenberg.

W największych imprezach tenisowych obowiązują bilety na sesje dziennie i wieczorne. Czy jest szansa, że takie rozwiązanie przyjmie się na tych mniejszych? Dyrektor warszawskiej zwraca uwagę na kwestię sztucznego oświetlenia, którego nie ma na kortach Legii i organizację osób zasiadających na trybunach.

- Za granicą odbywa się to sprawnie, bo ludzie to już znają i rozumieją. Myślę, że u nas mogłoby powstać dużo nieporozumień - ocenił.

Didżej i włoscy tenisiści na pocieszenie w Rzymie. "Nie ukrywajmy, Iga jest fundamentem tego turnieju"

Cytowana wcześniej fanka z Warszawy była w tym roku też na turnieju WTA rangi 1000 (impreza w Warszawie to 250-tka - dwa szczeble niżej) w Rzymie, podczas którego deszcz także mocno skomplikował sytuację. Tam jednak jest podział na sesje i gdy 13 maja odwołano wieczorne mecze, właścicielom tych biletów przysługiwał zwrot pieniędzy.

- Tam był też didżej, który w oczekiwaniu na grę uprzyjemniał nam czas. Do tego włoscy tenisiści wyszli na kort i pomachali. To były takie miłe gesty. A na biletach było wyraźnie podkreślone, że organizator nie odpowiada za zmiany związane z pogodą - relacjonowała kobieta.

Z tego, co słyszę podczas nieoficjalnej rozmowy z jedną z osób z grona organizatorów turnieju w Warszawie, Igi Świątek w piątek w ogóle nie było na kortach Legii. Ze względu na deszcz trenowała w hali. Fyrstenberg w samych superlatywach opowiada o podejściu pierwszej rakiety świata do tej imprezy (wśród organizatorów jest jej ojciec) i do trudności pogodowych.

- Tak jak wspominała podczas przemowy po finale - czuła dodatkową presję, bo widziała, jak bardzo wszystkim zależy, by tu grała i wygrywała. Widać było poza kortem, jak jest spięta. Wielki szacun dla niej. Wiadomo, kibice mobilizują, ale i przez to, że grała u siebie, to było to dla niej cięższe niż podczas normalnego turnieju. Rozumiała przełożenia meczów, kwestie pogodowe. Wiedziała, że zagra dwa razy w sobotę i bardzo dziękowała, że dostała wiadomość wcześniej, że mogła się przygotować. Ma 22 lata, ale jest bardzo dojrzała, bardzo skromna, rozumie tenis, zasady - relacjonował. 

Pochwalił też zachowanie tenisistki w sobotni wieczór po przerwanym z powodu ciemności półfinale. - Gdy prowadziła w drugim secie 5:2, a potem zrobiło się 5:5, to rozmawialiśmy pięć minut później na siłowni i była bardzo profesjonalna. Pytała, kiedy może zagrać. Niejeden z nas byłby zagotowany, a ona wykazała się bardzo dużą dojrzałością - ocenił.

Jak dodał, z danych przekazanych przez supervisora wynika, że od wtorku do niedzieli na trybunach niemal codziennie było cztery tysiące osób. - To wybitny wynik na skalę światową przy turnieju o randze 250. Bardzo się cieszymy - zaznaczył.

Dokładny termin przyszłorocznej edycji nie jest jeszcze znany. Gdyby był taki jak w tym sezonie, to kolidowałby z igrzyskami. Świątek podczas konferencji po finale jasno zaznaczyła, że za 12 miesięcy priorytetem będzie dla niej udział w olimpijskiej rywalizacji. Rok temu w warszawskiej imprezie rywalizowano na ulubionej nawierzchni 22-latki - mączce. Tyle że było to po sezonie trawiastym, a przed kilkoma miesiącami gry na twardej nawierzchni. W tym roku - ze względu na kolejne starty całej światowej czołówki - postawiono na "beton". Podczas igrzysk walka o medale będzie toczyć się na "mączce". Jaka nawierzchnia pojawi się na kortach Legii?

- Nie będzie już ziemi. Nie było jeszcze żadnych oficjalnych rozmów co do terminu, ale w swoim gronie myślimy i rozmawiamy o tym, że trzeba zacząć ten temat. Nie ukrywajmy, Iga jest fundamentem tego turnieju. Oczywiście, można zrobić go bez niej i też byłby super, przyjechałyby fajne zawodniczki, ale tu przecież nie o to chodzi. Trzeba korzystać z tego, że mamy najlepszą tenisistkę na świecie i że ona chce tu grać - podkreślił.

Więcej o:
Copyright © Agora SA