Marketa Vondrousova będzie rywalką Ons Jabeur w sobotnim finale Wimbledonu. Czeszka przeszła już do historii londyńskiej imprezy wielkoszlemowej. Została pierwszą nierozstawioną tenisistką w erze open tenisa (od 1968 roku), która dotarła do wimbledońskiego finału.
Środowisko tenisowe jest zaskoczone sukcesem Vondrousovej. Podobnie reagują czescy dziennikarze. - Dziwi nas fakt, że Marketa odnosi takie sukcesy na Wimbledonie, bo wcześniej nie radziła sobie najlepiej na tej nawierzchni - mówi Jaroslav Plasil z Czech Radio. Do tej pory tylko raz przeszła w Londynie drugą rundę.
- Nawet Martina Navratilova (Amerykanka czeskiego pochodzenia, legenda tenisa - przyp.red) powiedziała nam w Londynie, że przewidywała odwrotne wyniki. Stawiała na wygraną Karoliny Muchovej na Wimbledonie i jak najlepszy wynik Markety Vondrousovej w Roland Garros. Stało się inaczej - to Muchova doszła do finału w Paryżu, a Vondrousova powalczy o tytuł na trawie - śmieje się Plasil.
Czeski kobiecy tenis stoi na bardzo wysokim poziomie. Aż dziewięć zawodniczek z tego kraju klasyfikowanych jest pierwszej "setce" rankingu WTA. Gdy w ostatnich miesiącach Barbora Krejcikova jest w słabszej formie, jej miejsce zajęły Muchova i Vondrousova.
- Marketa jest bardzo utalentowaną tenisistką, skuteczną na wszystkich nawierzchniach. Musiała tylko w to uwierzyć - przekonuje nasz rozmówca. Jej wyniki mówią same za siebie.
2019 roku Vondrousova doszła do finału Roland Garros, gdzie przegrała z Ash Barty. Dwa lata później sięgnęła po olimpijskie srebro, przegrywając w Tokio z Belindą Bencic. Teraz jest co najmniej finalistką Wimbledonu. Sukcesy na ziemi, trawie i kortach twardych mogą imponować.
Na tej ostatniej nawierzchni Czeszka ma niebawem wystąpić w ramach turnieju BNP Paribas Warsaw Open. Impreza startuje 24 lipca. Pytanie tylko, czy tenisistka urodzona w Sokolovie nie zdecyduje się na dłuższy odpoczynek po Londynie. Tym bardziej że powinna szczególnie dbać o zdrowie.
24-latka przeżyła już wiele kontuzji. Ostatnia dotyczyła nadgarstka i wykluczyła ją z gry na prawie pół poprzedniego sezonu. Nadgarstek przeszkadzał jej także po sukcesie w Paryżu sprzed czterech lat, a kilka miesięcy później kostką. Wielu tenisistów na jej miejscu, mając tyle problemów zdrowotnych, mogłoby już zakończyć kariery. Ona jedna się nie poddała - mówi Plasil.
Podobny przypadek jak Karoliny Muchowej, która także od lat walczy z urazami. Rodaczki różnią się jednak tym, że w momencie powrotu na kort Voundrousova jest konkretniejsza w osiąganiu spektakularnych sukcesów. W sobotę w meczu z Ons Jabeur też nie jest bez szans.
- Jej szanse są większe niż gdyby miała rywalizować z Aryną Sabalenką. Z Białorusinką nie wygrała od pięciu lat i byłoby jej trudniej ze względu na jej styl gry. Moim zdaniem tytuł zgarnie ta z tenisistek, która szybciej poradzi sobie z emocjami, jakie będą im towarzyszyć - kończy nasz rozmówca.
Vondrousova wygrała dwa ostatnie pojedynki z Jabeur. Oba zespoły rozegrane już w tym sezonie: w drugiej rundzie Australian Open oraz imprezie WTA 1000 w Indian Wells. Być może Tunezyjka bardziej zasługuje na wygraną w Londynie, bo po drodze pokonała m.in. obrończynię tytułu Jelenę Rybakinę oraz wiceliderkę rankingu Arynę Sabalenkę. To jednak w sobotnim finale nie będzie miało żadnego znaczenia.