Andy Murray (40. ATP) w II rundzie Wimbledonu trafił na Stefanosa Tsitsipasa (5. ATP). Mecz rozpoczął się w czwartek, ale musiał zostać przerwany z powodu zbliżającej się ciszy nocnej. W tamtym momencie Brytyjczyk prowadził 2:1 w setach i był blisko awansu.
Mecz został dokończony w piątek i zakończył się zwycięstwem Tsitsipasa 7:6(3), 6:7(2), 4:6, 7:6(3), 6:4. Być może wynik byłby inny, gdyby nie błąd sędziów w czwartym secie. W dziewiątym gemie, przy stanie 4:4, Murray uderzył piłkę, która trafiła w boisko. Wywołano jednak aut, a że zawodnik nie zdecydował się na challenge, to decyzja nie została zmieniona. W efekcie stracił dwie szanse na przełamanie rywala.
Dopiero na pomeczowej konferencji prasowej jeden z dziennikarzy przekazał to 36-latkowi. Ten zdał sobie sprawę, że stracił niepowtarzalną okazję. Najpierw spuścił głowę, a następnie przez chwilę milczał. - To oczywiście frustrujące. Pamiętam, to był chyba bekhendowy return w poprzek kortu. Prawdopodobnie zdobyłbym punkt - powiedział, cytowany przez express.co.uk.
Gdy Murray otrząsnął się po tej wiadomości, zapytano go, dlaczego nie skorzystał z challenge'u. - To było tuż pod nosem sędziów. Szczerze mówiąc, nie powinni tego przegapić. Jeśli nie są pewni, powinni poinformować gracza - oznajmił.
Więcej podobnych treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Po wygranej z Murrayem Tsitsipas rywalizował z Serbem Laslo Djere (60. ATP), którego pokonał 6:4, 7:6 (5), 6:4. Dzięki temu jest już w IV rundzie, gdzie zmierzy się z Amerykaninem Christopherem Eubanksem (43. ATP).