Największą faworytką Wimbledonu spoza "Wielkiej Trójki", czyli Igi Świątek, Aryny Sabalenki oraz Eleną Rybakiną, jest Petra Kvitova, która już dwukrotnie triumfowała w tej imprezie. Czeszka przed zmaganiami w Londynie wygrała turniej w Berlinie, a po ograniu Jasmine Paolini (44. WTA) oraz Aleksandry Sasnowicz (69. WTA) jest już w trzeciej rundzie Wimbledonu.
Mecz z Białorusinką z pozoru był łatwy, gdyż 33-latka wygrała 6:2, 6:2, ale musiała ona zmierzyć się z trudnościami pozasportowymi. - Fizycznie nie było odczuwalne, że było bardzo gorąco. Martwiłem się raczej o inny problem. Od samego początku meczu wszędzie było strasznie dużo much. To było piekło! Sędzia powiedział mi, że zdarza się to raz w roku, a plaga owadów spadła właśnie tego dnia. Spryskałam się specyfikiem, żeby nie latały do mnie. To była wielka niespodzianka. Nigdy mi się to nie przydarzyło - powiedziała Kvitova w rozmowie z iSport.cz.
Problemem dla leworęcznej Czeszki nie były tylko warunki atmosferyczne - zawodniczki rywalizowały o po godz. 11:00 brytyjskiego czasu, więc w pełnym słońcu. - Od początku nie czułam się zbyt dobrze. Byłam taka wolna. Moim zdaniem kort numer dwa to najwolniejszy kort na obiekcie. Nie mam z nim najlepszych wspomnień - wspomniała tenisistka, która już wcześniej zgłasza swoje niezadowolenie względem tegorocznej edycji turnieju.
Kvitova zirytowała się na decyzje organizatorów przy układaniu planu gier, po tym jak w Londynie spadł deszcz i jednego dnia rywalizacja w ogóle się nie odbyła. Doszło do kuriozalnej sytuacji, że dane zawodniczki były już w trzeciej rundzie, gdy inne dopiero szykowały się do swojego pierwszego meczu.
Dwukrotna triumfatorka Wimbledonu w trzeciej rundzie turnieju zmierzy się z rewelacją imprezy Natalią Stevanovic (225. WTA), która przebrnęła przez kwalifikacje, a w pierwszej rundzie pokonała Karolinę Pliskovą (19. WTA). - Nie psuje piłek, slajsuje prawie wszystko. Jej styl jest podobny do rumuńskiej zawodniczki Niculescu - analizuje Czeszka. To spotkanie w sobotnie południe.