Igę Świątek oglądały kapelusze. Przykre obrazki

Agnieszka Niedziałek
Na poprzednim meczu Igi Świątek w loży honorowej kortu centralnego Wimbledonu zasiadł m.in. David Beckham. Pierwszego seta jej wygranego spotkania 3. rundy z Petrą Martić oglądały głównie same kapelusze. Całe trybuny kortu centralnego podczas tego pojedynku długo były mocno przerzedzone. Szczególnie kontrastowało to z tłumami, które pojawiły się na wcześniejszym meczu na tym obiekcie - hicie z udziałem Andy'ego Murraya i Stefanosa Tsitsipasa.

Mecz trzeciej rundy poprzedniej edycji Wimbledonu Iga Świątek chciałaby zapewne wymazać w całości z pamięci i archiwów. Obejrzało go jednak wiele osób z dużym stopniu wypełnionych trybun kortu nr 1. W tegorocznym spotkaniu o awans do 1/8 finału zaprezentowała się dużo lepiej, choć w dwóch fragmentach przypominała, niestety, siebie sprzed 12 miesięcy. Jej wygrany 6:2, 7:5 pojedynek z Chorwatką Petrą Martić był w połowie dobry, a widownia kortu centralnego przez większość czasu maksymalnie w połowie była wypełniona.

Zobacz wideo Iga Świątek rozbawiona pytaniem od dziewczynki trenującej tenis. "Mój Boże, też bym chciała się dowiedzieć"

Widok trybun w piątek podczas meczu liderki światowego rankingu zwracał uwagę zwłaszcza w pierwszym secie. Wówczas to w loży honorowej leżały niemal same puste kapelusze. Dopiero pod koniec tej odsłony pojawili się właściciele kilku z nich. W pozostałej części trybun na początku spotkania też raziła aż tak duża liczba pustych krzesełek. Można to było częściowo tłumaczyć tym, że widzowie wyszli na chwilę po emocjach związanych z hitowym pojedynkiem Andy'ego Murraya i Stefanosa Tsitsipasa, ale dopiero pod koniec spotkania Świątek i Martić sytuacja była dużo lepsza. A wtedy mogły być to już osoby, które przyszły pod kątem następnego meczu na tej arenie - z udziałem Serba Novaka Djokovicia i Szwajcara Stana Wawrinki.

Polkę w wydaniu, jakie oglądaliśmy wcześniej w tej edycji londyńskiego turnieju - pewną, ofensywną, grającą kombinacyjnie - zobaczyliśmy od połowy pierwszej partii. Właściwie od stanu 2:2. Wcześniej jej gra była mocno w kratkę.

Drugi set od początku był trudniejszy, ale największe kłopoty zaczęły się po dziewiątym gemie. Kolejny był kompletnie nieudany, gdzie błąd gonił błąd. Świątek frustrowała się wtedy mocno, zdenerwowana przemawiała w kierunku swojego boksu i coś mówiła do siedzących w nim osób. Wyraźnie widać było duże napięcie na jej twarzy. To nie była ta sama zawodniczka, która wcześniej w tym tygodniu grała ze swobodą i lekkością. Nieco wcześniej nie dobiegła do skrótu Chorwatki i lekko uderzyła ze złości rakietą w siatkę. Sporo było w niej negatywnych emocji.

Świątek nie udało się błyskawicznie wyczyścić głowy, ale uniknęła poważnych konsekwencji w postaci seta. Wtedy jeszcze zdarzały się jej dobre pomysły, ale brakowało czasem skutecznego wykonania. Tak było m.in. z lobem w 11. gemie. Publiczność też mocno doceniła, że się podniosła, żywiołowo dopingując ją w końcówce. 

W drugim secie zawodniczki mierzyły się z dodatkowym rozpraszaczem. W dużą częstotliwością nad kortami przelatywały samoloty, tworząc dość duży hałas. Intensywność ich pojawiania się w tej części nieba trochę zgrała się w czasie z namnożeniem błędów Polki. Ucichło zaś, dopiero przed dwoma akcjami. Na sam koniec też słońce zaczęło się odbijać w przygotowywanym do zasunięcia dachu, dzięki czemu zrobiło się nieco jaśniej. Polscy kibice zapewne będą trzymać kciuki, by i w grze Świątek było więcej jasności. By ci, którzy nie dotrą na trybuny podczas jej pojedynku 1/8 finału z Belindą Bencić, mieli czego żałować.

Więcej o:
Copyright © Agora SA