- Byłam nieco szalona w tym momencie. Nie mogę rzucić rakietą na trawie i czułam, że muszę chociaż krzyknąć, wyrzucić z siebie złość - opisywała swoje wrażenia z ostatniego meczu Aryna Sabalenka. Białoruska tenisistka, która nie bez kłopotu awansowała do trzeciej rundy Wimbledonu, przyznała, że przed tegoroczną edycją tego turnieju miała podwójne obawy.
Naciąg rakiety i krzyk, który poniósł się po całym korcie - to zdaniem Aryny Sabalenki były dwa kluczowe elementy, które pomogły jej wyjść w piątek z opałów. Bo gdy wiceliderka światowego rankingu, która notuje najlepszy sezon w karierze, przegrała gładko pierwszego seta pojedynku drugiej rundy Wimbledonu, to wiele osób zaczęło przecierać oczy ze zdumienia. Białorusinka opanowała jednak sytuację i ostatecznie pokonała Varvarę Grachevą 2:6, 7:5, 6:2. W trakcie tego spotkania nieraz mogła liczyć na wsparcie publiczności, a to m.in. o nie bała się przed przyjazdem do Londynu.