Aryna Sabalenka (2. WTA) we wtorek rozpoczęła zmagania na kortach Wimbledonu. Mecz z Węgierką Panną Udvardy (82.) był jednym z nielicznych, jakie udało się tego dnia rozegrać do końca (odbył się pod zamkniętym dachem). Dla Białorusinki okazał się on spacerkiem. Wynik 6:3, 6:1 w zaledwie godzinę i trzy minuty mówi wszystko.
Przy tak łatwej przeprawie można sobie czasem pozwolić na niekonwencjonalne, atrakcyjne dla widzów zagranie. Sabalenka doskonale o tym wiedziała i gdy tylko nadarzyła się okazja, pokazała, co potrafi. Gdy na koncie miała już jedną wygraną partię, a w drugiej bezpiecznie prowadziła 4:1, zaryzykowała.
Obie tenisistki stoczyły piękną wymianę. Udvardy z najwyższym trudem odebrała serwis Sabalenki i ta musiała zaatakować spod siatki. Węgierka znów się obroniła i posłała pięknego loba. Na drugą rakietę świata było to jednak za mało. Ta dobiegła do końcowej linii i zagrała tzw. hot-doga (uderzyła piłkę między nogami, stojąc tyłem do siatki).
Przebicie może i wyglądało efektownie, ale punku nie przyniosło. Udvardy czujnie zachowała się przy siatce, posłała precyzyjny skrót i Sabalenka nie miała już prawa zdążyć do piłki. Zaskoczyła jednak publiczność, bo zamiast złości, na jej twarzy rysowała się prawdziwa radość. Wzniosła nawet do góry dłoń w geście triumfu. Najwyraźniej akcja przyniosła jej wiele satysfakcji. Zagrać takiego hot-doga to w końcu sztuka sama w sobie.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.
Aryna Sabalenka spokojnie awansowała do drugiej rundy, ale jeszcze nie poznała kolejnej rywalki. Będzie nią zwyciężczyni meczu Warwara Graczowa (41. WTA) - Camila Giorgi (31. WTA).