W sobotę w Paryżu Iga Świątek pokonała Karolinę Muchovą 6:2, 5:7, 6:4 w finale Roland Garros. Najlepsza tenisistka świata zdobyła już czwarty tytuł wielkoszlemowy w swojej karierze. Teraz przed Igą chwila odpoczynku, a później przygotowania do Wimbledonu.
W najstarszym turnieju świata Świątek wystąpi po raz czarty - poprzednio odpadała tam w pierwszej, czwartej i trzeciej rundzie. Ale w 2018 roku, z Sierzputowskim w roli trenera, wygrała juniorski Wimbledon. - Wtedy Iga też czuła się niepewnie, a nawet słabo. Ale to nie jest problem. Naprawdę nie ma w damskim tenisie specjalistek od gry na trawie. Slajsa i serve and volley potrafią zagrać Muchova, Sabalenka i Rybakina, ale czy Iga tego nie potrafi? Oczywiście, że potrafi! Tylko kwestia, żeby to sobie odpowiednio ułożyć w głowie, pójść i to zrobić - przekonuje Sierzputowski, obecnie szkoleniowiec 48. w rankingu WTA Shelby Rogers.
Piotr Sierzputowski: Przy 6:2, 3:0 dla Igi myślałem, że moje przewidywania się spełnią. Pytanie, czy Iga sama sobie nie zgotowała takiego losu. Wyglądało, jak gdyby uciekła jej koncentracja - zaczęła podejmować dziwne decyzje, Muchova wykorzystała ten moment, no i się zagotowało. Ale gdy Iga wróciła do tego, co trzeba, to miała wszystko pod pełną kontrolą.
- Trudno mi powiedzieć. To gdybanie.
- Tak, Iga złapała doświadczenie, a z nim pewność siebie. Super, że tak ten finał wytrzymała. Za to wielkie gratulacje. Miała przewagę nad Muchovą. I tenisową, i mentalną. Pamiętam, jak kilka lat temu Muchova już nie chciała z Igą trenować. W Australian Open 2021 Karolina zrobiła świetny wynik, półfinał, a na treningach z Igą nie była w stanie ugrać gema. Bez względu na nawierzchnię - grały na korcie twardym szybkim, na korcie twardym wolnym i na mączce. Naprawdę Idze granie z nią się podobało najbardziej. I teraz w finale Rolanda do pewnego momentu to też tak wyglądało - Muchova nie była w stanie Igi zaskoczyć. Nie wiemy, co się stało przy 6:2, 3:0. To był finał, może Iga się na chwilę zdekoncentrowała i pomyślała, jak to będzie, gdy już odbierze puchar? W każdym razie Muchova poczuła szansę, zaczęła grać świetnie, a my dostaliśmy widowisko. Muchova gra męski tenis - ma dużą różnorodność, potrafi zagrać i slajsa, i skróta, i lubi zaatakować siatkę, i stara się budować wymianę, a nie tylko reagować. Ta męska gra Muchovej Idze zawsze pasowała, bo wysoką piłkę Iga lubi zbijać, a slajs lubi obejść i uderzyć. Tak było do 6:2, 3:0. I na szczęście tak też było w ostatnich trzech gemach. Super, że Iga dała radę się zresetować w kluczowym momencie.
- Rozmawiałem z Kirsten Flipkens, która pracuje z Muchovą jako konsultantka. Kirsten teraz w Paryżu grała debla razem z moją zawodniczką, Shelby Rogers, kumplujemy się, gadaliśmy szczerze i upewniałem ją, że Karolina ma tenis na top 10. To jest bezsprzeczne. Ona może dochodzić do półfinałów w każdym turnieju. Ale też, niestety, ma takie kłopoty ze zdrowiem, że w każdym turnieju może też szybko odpaść. Jak jeszcze pracował z nią Dawid Kotyza, to mówił mi, że lekarze nakazali jej przestać grać w tenisa. Karolina miała takie myśli, żeby kończyć, ale jednak się nie poddała i bardzo fajnie, że teraz zrobiła coś świetnego, mimo że już wielu stawiało na niej krzyżyk.
- Przed Rolandem byłem w anglojęzycznym podcaście, w którym wzięło udział sześć osób mocno związanych z tenisem i jako jedyny powiedziałem, że do półfinałów dojdą Iga, Sabalenka i Rybakina oraz Muchova. Moim zdaniem, gdyby Rybakina się nie rozchorowała i nie wycofała przed trzecią rundą, to trafiłbym wszystko. Na pytanie czy tworzy się wielka trójka Świątek, Sabalenka, Rybakina, bez wątpliwości odpowiadam: tak, ta rywalizacja jest prawdziwa, te dziewczyny odskoczyły od pozostałych. Natomiast każda z nich może się potknąć częściej niż to się zdarzało Federerowi, Nadalowi i Djokoviciowi. One jeszcze nie zdominowały tenisa w takim stopniu, w jakim to zrobili oni, ale widać, że one zaczęły dzielić między sobą wielkie tytuły. A reszta próbuje je podszczypywać.
- Nie mamy w tej chwili żadnej specjalistki od grania na trawie. Oczywiście Sabalence pomoże serwis, Rybakinie pomoże serwis, ale to wcale nie znaczy, że któraś z nich ten turniej wygra. Wystarczy, że jedna czy druga zagra z rywalką, która dobrze dostawi rakietę na returnie i będzie po zabawie. Rybakina i Sabalenka są po tej ładniejszej stronie 50 procent szans, jakie dawałbym każdej z nich w meczu z Igą. Ale Iga absolutnie nie powinna mówić: "o nie, ja nie potrafię grać na trawie". Prawda jest taka, że ma już trochę doświadczenia, teraz zrobiła to, co chciała na Rolandzie, więc powinna sobie spokojnie odpocząć i zawalczyć o kolejny tytuł. Oczywiście na Wimbledonie może przegrać w pierwszej rundzie, bo tam nie czuje się tak pewnie, jak w innych turniejach. Ale też naprawdę równie dobrze może wygrać cały Wimbledon. I bardzo chętnie zobaczyłbym na Wimbledonie mecze Igi z Rybakiną i Sabalenką.
- Nie, wtedy Iga też czuła się tam niepewnie, a nawet słabo. Ale to nie jest problem. Shelby mówi mi, że lubi grać na trawie, na ile można lubić granie na trawie. Na trawie gra się bardzo mało w sezonie, nie ma czasu na trening, na wyspecjalizowanie się. Trzeba pamiętać, że każdy ma ten problem. Naprawdę nie ma w damskim tenisie specjalistek od gry na trawie. Slajsa i serve and volley potrafią zagrać Muchova, Sabalenka i Rybakina, ale czy Iga tego nie potrafi? Oczywiście, że potrafi! Tylko kwestia, żeby to sobie odpowiednio ułożyć w głowie, pójść i to zrobić. Jestem bardzo ciekawy, jak to wszystko będzie wyglądało. I szczerze mówiąc, mam przeczucie, że Wimbledonu nie wygra żadna z dziewczyn, o których tyle mówimy. Myślę, że pokaże się czarny koń na miarę tytułu.
- W Paryżu miałem ciekawą dyskusję z Mary Pierce. Wspominaliśmy, jak wyglądał tenis na przełomie XX i XXI wieku. Mówiłem Mary: "Przecież idąc po tytuł w 2000 r., ty aż do ćwierćfinału przegrywałaś praktycznie tylko po gemie na mecz" [w rzeczywistości Pierce wygrała w pierwszej rundzie 6:3, 6:1, w drugiej 6:1, 6:1, w trzeciej 6:4, 6:0 i w czwartej 6:2, 6:1], a ona od razu wiedziała, do czego zmierzam i się zgodziła. Chodzi o to, że wtedy między top 10, może top 15 a resztą była zdecydowanie większa różnica poziomów niż dziś. Serena Williams najlepiej to wykorzystywała. Ona zdobywała kolejne tytuły, grając po dwa-trzy mecze na maksa w turnieju. Teraz każdy mecz musisz zagrać na maksa. A i tak nie masz gwarancji, że wygrasz. Wtedy tenisistki z topu wiedziały, że w pierwszych rundach wyjdą, zrobią spokojnie swoją robotę i wygrają 6:0, 6:1.
- Oczywiście, że to pamiętam i to jest super. Ale pokaż mi wszystkie rowerki [wyniki 6:0, 6:0] z Roland Garros 2023.
- No właśnie. A popatrz na wyniki z lat 90. i z początku tego wieku - w tamtych turniejach było takich meczów po kilka i jeszcze po kilkanaście takich, w których pokonane tenisistki ugrywały jednego gema. Dzisiejsze realia są inne i dziś tenis jest bardziej wyrównany i interesujący.
- Ostatnio oglądałem filmik z lat 80., mecz gwiazd z tamtych czasów, mniejsza o nazwiska. No kurczę, przecież w wymianach piłka latała tak, że oni mieli czas, żeby przemyśleć po pięć opcji najbliższego zagrania. Inne były wtedy piłki, inne rakiety, inne korty, oni się inaczej poruszali. Dwadzieścia lat temu też poziom intensywności był dużo niższy niż dziś. Serena Williams mając 35 lat, nie grała gorzej niż wtedy, gdy miała 20 lat. Tenisowo nawet się rozwinęła, ale z biegiem lat już nie była w stanie nadążać za nowymi, silnymi dziewczynami. Poziom naprawdę poszedł w górę. Bo w górę poszła nasza wiedza. Trenerów, specjalistów od przygotowania fizycznego i wszystkich ludzi pracujących w sztabach tenisistów. Spójrz na męski tenis: jest Djoković, jest Alcaraz. Oni dwaj są najlepsi. Ale za nimi jest 30 gości na bardzo podobnym poziomie.
Frances Tiafoe [12. zawodnik rankingu ATP] powiedział niedawno, że czy gra z numerem 7 czy 47, to musi się tak samo przygotować. Na sto procent. A pamiętasz, jak kiedyś Roger Federer przed meczem z Lucasem Pouillem został zapytany czy już się przygotował taktycznie i co może powiedzieć o rywalu? Odpowiedział, że słabszych zawodników za bardzo nie obserwuje, tymczasem Pouille był wtedy 33. w rankingu ATP. Roger nie musiał się przejmować, co taki gość gra, bo wiedział, że jest między nimi ogromna różnica jakości. Dziś tego nie ma. Dziś każdy ma dostęp do tej samej wiedzy. Okej, zdecydowanie najlepsi mogą sobie pozwolić na zadbanie o wszystkie szczególiki, ale jak jesteś w top 100 - nieważne damskiego czy męskiego tenisa - to dziś masz zasoby finansowe na każde badanie, na każdy sprzęt i na każdego specjalistę do pracy z tobą, jakiego tylko chcesz. Nie mówię, że na 10 lat, ale na sezon na pewno. A kiedyś zdecydowanie tak nie było.
- Serce mówi, że Iga będzie najlepsza, ale rozum mówi, że nie wiadomo. Na razie Iga ma najlepszy start, ma cztery tytuły, a one po jednym. Do tego Iga jest młodsza - Sabalenka to rocznik 1998, Rybakina 1999, a Iga 2001. Myślę więc, że za 10 lat Iga nadal będzie miała najwięcej tytułów wielkoszlemowych. Nawet jeśli nadal będzie miała cztery.
- Tfu, tfu, tfu! Ale nie wiesz, co się w życiu wydarzy. Na razie Iga się rozwija, świetnie sobie radzi ze stresem i oby tak było przez lata. Jednak nikt nie da gwarancji, że tak będzie. To samo dotyczy choćby Sabalenki. Bardzo się poprawiła, jest na drodze do numeru jeden, ale kto wie, co się stanie, gdy w końcu tym numerem jeden zostanie? A może sobie z tym nie poradzi? A może do numeru jeden dojdzie Rybakina i wtedy stanie? Wybieganie w przyszłość to jest wróżenie. Lepiej zostać tu, gdzie jesteśmy. Będąc tu możemy powiedzieć, że Iga jest w najlepszym miejscu ze wszystkich. Zasłużenie.