Iga Świątek chwyciła za marker i zaskoczyła cały świat. Ten wpis zrozumieją nieliczni

Iga Świątek lubi zaskakiwać. Tym razem cały tenisowy świat ma zagwozdkę, co też świeżo upieczona finalistka Rolanda Garrosa napisała na kamerze. My to doskonale wiemy. Polka zrobiła ukłon w stronę polskich fanów.

Iga Świątek po raz trzeci w karierze wystąpi w finale wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. W półfinale pokonała Brazylijkę Beatriz Haddad Maię (14. WTA) 6:2, 7:6 (9:7). O wszystkim zadecydował morderczy, pełen zwrotów akcji tie-break. Polka obroniła w nim piłkę setową, a potem sama doprowadziła do dwóch piłek meczowych. Drugą wykorzystała.

Zobacz wideo Iga Świątek w półfinale Roland Garros! To nie był łatwy mecz dla Polki

Iga Świątek zaskoczyła światowych kibiców tenisa. Domyślą się, co napisała?

Pierwsza rakieta świata stanie zatem do walki o obronę mistrzowskiego tytułu. Radości z tego powodu nie było końca. Szczególne wyrazy podziękowania padły pod adresem polskich kibiców, którzy stawili się w czwartek na stadionie w Paryżu. - Chciałam podziękować wam wszystkim za to, że przyjechaliście, że jesteście. Z roku na rok jest was coraz więcej tutaj w Paryżu i na innych turniejach, więc bardzo to doceniam i naprawdę super - powiedziała po polsku.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.

Jak się okazało, nie był to jedyny tego typu akcent czwartkowego wieczoru. 22-latka postanowiła w ojczystym języku wpisać się na kamerze, co zdarza jej się raczej rzadko. Zwykle czyni to języku angielskim. Światowi sympatycy tenisa mogą mieć spory problem z odszyfrowaniem tego, co napisała. A było to krótkie: "Dziękuję za wsparcie". Świątek narysowała także serduszko oraz dodała hashtag "stepbystep", czyli po polsku "krok po kroku".

W przypadku drogi Igi Świątek w tegorocznym Roland Garros nie były to jednak małe kroczki, ale olbrzymie susy. Nie straciła bowiem w tym turnieju ani jednego seta. Początkowe rundy przechodziła lotem błyskawicy. Dopiero w ćwierćfinale z Coco Gauff (6. WTA) spędziła na korcie półtorej godziny. Z Haddad Maią męczyła jeszcze dłużej, bo dwie godziny i 11 minut, ale ostatecznie dało jej to upragniony awans. Dzięki temu Polka w sobotę zmierzy się w wielkim finale z Karoliną Muchovą (43. WTA). Czeszka sensacyjnie ograła Arynę Sabalenkę (2. WTA) 7:6 (5), 6:7 (5), 7:5.

Więcej o: