Kulisy afery wokół konferencji Sabalenki. Tenisistka bała się ukraińskiej dziennikarki

Dominik Senkowski
Kuriozalne kulisy afery wokół konferencji Aryny Sabalenki na Roland Garros. Tenisistka bała się spotkać z mediami z powodu jednej ukraińskiej dziennikarki. Władze turnieju potraktowały ją wyjątkowo łagodnie. Żadnej kary finansowej, żadnych gróźb. Zupełnie inaczej niż dwa lata temu w przypadku Naomi Osaki.

Takiego zamieszania na tegorocznym Roland Garros jeszcze nie było. Wszystko z powodu Aryny Sabalenki i decyzji władz paryskiego turnieju. Jej piątkowa konferencja prasowa została w niejasnych okolicznościach zamknięta dla mediów. A może raczej zamknięta dla większości meczów? 

Zobacz wideo Na czym polega fenomen Igi Świątek w Roland Garros

W oczekiwaniu na konferencję

W piątek Sabalenka rywalizowała w trzeciej rundzie z Rosjanką Kamillą Rachimową. Białorusinka zwyciężyła łatwo 6:2, 6:2, a spotkanie zakończyło się około godziny 14:30. Mijały kolejne minuty, a organizatorzy turnieju nie podawali dziennikarzom informacji, o której rozpocznie się pomeczowa konferencja prasowa Sabalenki.

O godzinie 16 zapytałem przedstawicieli Roland Garros o konferencję wiceliderki rankingu WTA. Usłyszałem: "Czekamy na ustalenie dokładnej pory". Wróciłem na swoje stanowisko pracy. Godzinę później dziennikarze w centrum medialnym zostali zaskoczeni informacją o zamknięciu konferencji Aryny Sabalenki. Pojawiła się też transkrypcja z wypowiedziami tenisistki.

Od początku paryskiego turnieju działa to tak: zawodnik kończy mecz, chwilę później organizatorzy ogłaszają godzinę rozpoczęcia jego konferencji w specjalnym programie online i w komunikatorze WhatsApp. Gdy zbliża się pora informują: „Tenisista X jest w drodze do sali konferencynej numer Y". Wtedy wszyscy udają się do odpowiedniej sali.

Sabalenka potraktowana wyjątkowo 

W przypadku Sabalenki w piątek te zasady nie zadziałały. Dziennikarze (albo ich większość) w żaden sposób nie zostali powiadomieni o godzinie rozpoczęcia konferencji. Nikt nas też nie poinformował, że konferencja została zamknięta. A i co do samego "zamknięcia" jest wiele wątpliwości. 

W gronie polskich dziennikarzy poprosiliśmy jednego z nas, który najlepiej zna język francuski, by porozmawiał z organizatorami. Ich znajomość angielskiego nie zawsze bowiem stoi na wystarczającym poziomie. Początkowo przedstawiciele Roland Garros odsyłali go z jednego miejsca na drugie. W końcu otrzymał kilka szczątkowych informacji. 

Organizatorzy potwierdzili, że w piątek odbyła się konferencja prasowa Aryny Sabalenki, na której obecni byli jedynie dziennikarze wybrani przez Francuską Federację Tenisową (FFT). Wcześniej poinformowano nas, że na konferencji pojawili się jedynie pracownicy FFT i to oni zadawali pytania.

Nadal nie wiadomo, którzy konkretnie dziennikarze mogli w piątek przybyć na spotkanie z Białorusinką. Dopytując, czy federacja ustalała wybór dziennikarzy w porozumieniu z tenisistką, usłyszeliśmy: „Nie mamy w tej sprawie nic więcej do powiedzenia". W centrum medialnym pojawiły się sugestie, że to Aryna Sabalenka decydowała ostatecznie, kto może w piątek zadać jej pytania, a kto nie.

Chaos informacyjny

Polski dziennikarz opowiadał, jak zachowywały się kolejne osoby z ramienia organizatora, z którymi rozmawiał. Jedna z kobiet patrzyła na niego przerażonym wzrokiem. Wszyscy sprawiali wrażenie, jakby chcieli schować głowy jak najniżej. Unikali kontaktu wzrokowego. Widać było, że nie chcą przekazać nam całej prawdy.

Dziennikarze przebywający w centrum medialnym Roland Garros nie kryli oburzenia, zwłaszcza Brytyjczycy i Polacy. - To jakiś absurd - komentował jeden z angielskich reporterów. - Najbardziej szalony tydzień French Open w mojej pamięci trwa. Geopolityka, gwizdy, druga rakieta świata bojkotuje konferencję prasową dla mediów - napisał Mike Dickson z "Daily Mail".

Można odnieść wrażenie, że organizatorzy turnieju nie panują nad sytuacją, do jakiej doszło wokół Aryny Sabalenki. Na pytanie, co z konferencjami tenisistki po jej kolejnych spotkaniach na tegorocznym Roland Garros, usłyszałem, że „odbędą się wtedy, gdy zawodniczka tego zechce". Być może jednak nastąpi to szybciej niż nam się wydaje. 

"Winna" jedna dziennikarka z Ukrainy

Całe zamieszanie wynikać ma z działalności ukraińskiej dziennikarki w Paryżu. Po meczach pierwszej i drugiej rundy przychodziła na konferencje Aryny Sabalenki i pytała ją o wojnę. W środę tenisistka nie chciała w ogóle z nią rozmawiać, musieli interweniować przedstawiciele Roland Garros. W sobotę Ukrainka wylatuje już z Paryża, a Sabalenka następny mecz gra dopiero w niedzielę. Być może w tej sytuacji Białorusinka zechce ponownie otworzyć swoje konferencje dla wszystkich mediów. 

- Wiem, że dziennikarze oczekują wciąż pytań o politykę, a nie o tenis. Od miesięcy odpowiadam na takie pytania i moje stanowisko jest jasne. Wiem, że muszę być na to gotowa, ale w środę nie czułam się bezpiecznie na konferencji prasowej. Z uwagi na moje zdrowie psychiczne i samopoczucie, zdecydowałam dziś wyjść z tej sytuacji, a władze turnieju wspierają mnie w tym - tłumaczyła w piątek Sabalenka na zamkniętej konferencji.

Trudno też przejść do porządku dziennego nad argumentacją Aryny Sabalenki. Jeśli konieczność odpowiadania na pytania ukraińskiej dziennikarki jest aż tak niebezpieczna, to jak opisać życie w miastach bombardowanych od ponad roku przez rosyjskie wojska?

Sabalenka a Osaka

Władze Roland Garros nie podają więcej szczegółów. To o tyle zastanawiające, że dwa lata temu zachowywali się inaczej. Wtedy po swoim meczu pierwszej rundy Naomi Osaka opuściła pomeczową konferencję prasową. Tłumaczyła się problemami mentalnymi.

W reakcji na to Francuzi natychmiast nałożyli na Osakę karę finansową w wysokości 15 tys. dolarów, a organizatorzy czterech turniejów wielkoszlemowych Australian Open, Wimbledonu, Roland Garros i US Open kilka godzin później wydali wspólne oświadczenie. Zagrozili Japonce, że jeśli nadal będzie bojkotować konferencje prasowe w Paryżu, czeka ją dyskwalifikacja. 

Po tym komunikacie Naomi Osaka postanowiła wycofać się z turnieju w Paryżu. - To najlepsza rzecz dla zawodów, innych tenisistek i dla mojego samopoczucia - napisała wtedy na Twitterze. Dziś w analogicznej sytuacji Aryna Sabalenka nie została ukarana grzywną, a władze turniejów wielkoszlemowych milczą.

Więcej o: