To był maj 2021 roku. Iga Świątek, wówczas 15. tenisistka rankingu WTA, grała w finale dużego turnieju w Rzymie z Karoliną Pliskovą, wtedy numer dziewięć. Widowiska nie było. Była tenisowa egzekucja. W 45 minut nasza 20-latka rozbiła starszą o dziewięć lat rywalkę 6:0, 6:0.
W tamtym meczu Świątek wygrała 51 akcji, a Pliskova tylko 13. Teraz 13 punktów Pliskova wygrała już w trzech gemach (a Iga tylko sześć), po których prowadziła 3:0. Mimo że w dwóch z tych gemów serwowała Świątek. Iga odpowiedzi na niesamowicie zdeterminowaną i skrajnie ofensywną Czeszkę zaczęła znajdować dopiero przy stanie 0:4.
I właśnie tu mamy przełom, na który czekaliśmy. Panowie Tomasz Wiktorowski (główny trener), Maciej Ryszczuk (trener przygotowania fizycznego) i Tomasz Świątek (tata Igi) mogliby wysłać Pliskovej wielki bukiet kwiatów za to, że zmusiła Igę do dużego wysiłku i tym samym dała Polce szansę na zrobienie czegoś, czego w tym sezonie dotąd Iga nie zrobiła.
Przed ćwierćfinałem w Stuttgarcie Świątek zagrała w 2023 roku 21 meczów. Wygrała 17, przegrała cztery. W żadnym nie było takiej walki, jak teraz. A przecież takiej walki potrzebuje każdy, z numerem jeden włącznie, by pozostawać w najwyższej formie. Od początku roku Iga albo wygrywała, albo przegrywała w dwóch setach. Zaciętego, trzysetowego meczu nie zagrała od prawie pół roku, gdy na początku listopada przegrała półfinał WTA Finals z Aryną Sabalenką 2:6, 6:2, 1:6.
W 2023 roku Świątek gładko przegrywała:
Aż od października ubiegłego roku najlepsza tenisistka świata nie miała takiego meczu, w którym odrobiłaby straty i wygrała. W półfinale turnieju w San Diego Iga przegrała pierwszego seta z Pegulą 4:6, by dwa kolejne wygrać pewnie 6:2, 6:2.
Wtedy w przerwie wymuszonej opadami deszczu Świątek rozwiązywała krzyżówki. Teraz też zaimponowała spokojem.
Licząc od stanu 0:4 w pierwszym secie, Iga wygrała 16 gemów, a Pliskova tylko pięć. W trzecim, decydującym, secie Pliskova absolutnie nie dawała za wygraną, a mimo to trener Wiktorowski już na początku miał zupełnie inną minę niż po pierwszych gemach partii otwarcia. Kamery uchwyciły, jak po jednej z udanych akcji Igi Wiktorowski wymienia uwagi z Ryszczukiem i uśmiecha się. Wychwyciły to też komentatorki Canal+ Joanna Sakowicz-Kostecka i Klaudia Jans-Ignacik. Obie podkreślały, że doświadczonemu trenerowi takie reakcje zdarzają się bardzo rzadko. I świadczą, że z grą jego zawodniczki musi już być naprawdę dobrze.
Bardzo dobrze Świątek wytrzymała tego ostatniego, naprawdę trudnego seta. Drugą partię wygrała gładko, 6:1 w 30 minut. A trzecia - choć też z wysokim wynikiem dla Polki - trwała aż 52 minuty. Pliskova znów rzuciła w nim wszystko, co miała. To nie tyle dzięki jej błędom, co za sprawą swojego naprawdę dobrego tenisa Świątek była górą.
Oczywiście prawda o grze Igi przeciw Pliskovej jest taka, że dobrze było, ale źle też było. W sobotnim półfinale z Ons Jabeur (nr 4 rankingu WTA w ćwierćfinale rozbiła Brazylijkę Haddad Maię 6:3, 6:0) będzie pewnie jeszcze trudniej. W starciu z Tunezyjką grającą wyjątkowo kombinacyjny tenis Świątek raczej nie uniknie kłopotów. Ale bardzo cenne jest to, co Iga wie po meczu z Pliskovą - że kłopoty potrafi rozwiązywać, że absolutnie tej umiejętności nie zatraciła.