Powrót następcy "Wielkiej Trójki" w kapitalnym stylu. Rozbija rywali z uśmiechem na twarzy

Agnieszka Niedziałek
Inni tenisiści chętnie oglądają, jak Carlos Alcaraz z uśmiechem na ustach czaruje i rozkłada na łopatki rywali, a Roger Federer żałuje, że nie było mu dane się z nim zmierzyć. 19-letni Hiszpan, który efektownym triumfem w Indian Wells przypieczętował powrót na szczyt po kontuzjach, coraz częściej porównywany jest do tenisistów "Wielkiej Trójki". A trenera wciąż zaskakuje wyciąganymi z rękawa asami.

Gdy Carlos Alcaraz pod koniec 2021 roku zwyciężył w turnieju Next Gen ATP Finals, czyli Mastersie dla zawodników do 21 lat, wiadomo było, że to tenisista o wielkim potencjalne. Ale wówczas raczej jeszcze nikt nie przypuszczał, że 32. wówczas zawodnik światowego rankingu 10 miesięcy później będzie liderem tej listy z tytułem wielkoszlemowym i pięcioma wygranymi imprezami ATP na koncie. Obecnie jego dorobek uzupełniają jeszcze dwa kolejne triumfy wywalczone w męskim tourze. A nastolatek, który ma za sobą prawie czteromiesięczną przerwę związaną z kontuzjami, daje jasny sygnał, że na dłużej zamierza się zadomowić na szczycie.

Zobacz wideo Historyczny moment dla polskiego tenisa. "Trudno to będzie powtórzyć"

Perfekcyjny turniej i zaraźliwa energia

- Nigdy nie widziałem gracza bardziej rozwiniętego pod każdym względem w wieku 19 lat. Jest po prostu niesamowity. Mowa o grze przy siatce, z głębi kortu, sile mentalnej, strategii... Ma wszystko! - zachwycał się były tenisista Jim Courier, komentując występ Alcaraza w finale w Indian Wells.

Hiszpan niedzielnym sukcesem zakończył imponującą serię Daniiła Miedwiediewa, który wygrał wcześniej 19 meczów. Rosjaninowi oddał tylko pięć gemów, a w całym turnieju nie stracił seta. Poprzednio dokonał tego na kalifornijskiej pustyni w 2017 roku Roger Federer, który jednak rozegrał o mecz mniej (miał jeden walkower). Co najmniej sześć pojedynków bez straty seta wcześniej w drodze po triumf wygrał zaś 16 lat temu Rafael Nadal.

- To był dla mnie perfekcyjny turniej. Czuję się naprawdę komfortowo na korcie. Nie mam wątpliwości co do moich zagrań. Jak nie trafiam, to się tym nie przejmuję. Po prostu w każde kolejne uderzenie wkładam 100 procent. Nie uważam, by mój tenis się znacząco poprawił od poprzedniego roku. To, co wyraźnie ulepszyłem, to nieprzejmowanie się presją. To najważniejsza sprawa. Mam frajdę, gram odprężony - zapewnił na konferencji prasowej na zakończenie turnieju.

Ale od razu dodał, że po części jest to zabieg taktyczny, który ma wpłynąć za przeciwników, bo zdenerwowania nie sposób całkowicie wyeliminować.

- Wszyscy najlepsi obecnie zawodnicy na świecie świetnie panują nad nerwami i grają na wysokim poziomie. Też staram się to robić - zaznaczył.

W Indian Wells Alcaraz ze zdenerwowaniem poradził sobie znakomicie i nieraz podczas turnieju odpalał na korcie tenisowe fajerwerki. To samo robił w poprzednim sezonie, zwłaszcza w drodze po zwycięstwo w US Open. Nic dziwnego, że na jego kolejne występy czekają nie tylko fani, ale i inni zawodnicy.

- On nie tylko nie ma słabych stron, ale po prostu naprawdę dobrze gra w tenisa. Zawsze się uśmiecha. Kibice kochają go obserwować na korcie, bo jego energia jest zaraźliwa. To jeden z moich ulubionych zawodników do oglądania. Jeśli tylko mam czas, to staram się śledzić jego mecze - przyznał Australijczyk Thanasi Kokkinakis. 

 Alcaraz ściga Nadala. Już nie Carlitos, a don Carlos

Urodzony 5 maja 2003 roku Hiszpan został najmłodszym triumfatorem kalifornijskiej imprezy w męskim singlu od 36 lat. Wówczas zwyciężył w niej inny nastolatek - Niemiec Boris Becker. Z kolei jedynym nastolatkiem poza Alcarazem, który wygrał przynajmniej trzy imprezy rangi Masters 1000, był Nadal. On miał wtedy na koncie już sześć takich zwycięstw.

To właśnie gracz z Majorki jest tenisowym idolem młodszego o 17 lat Alcaraza. Przed tym ostatnim jeszcze daleka droga, by wyrównać należący do Nadala i Novaka Djokovicia rekord wszech czasów w liczbie tytułów wielkoszlemowych w męskim singlu (22), ale kilka innych osiągnięć słynnego rodaka już powtórzył, a pod pewnymi względami nawet go wyprzedził. 

Nadal też jako 19-latek wywalczył swój pierwszy tytuł w Wielkim Szlemie (Roland Garros 2005), ale nikt w męskim singlu przed Alcarazem nie został liderem światowego rankingu przed 20. rokiem życia. Szybciej od całej "Wielkiej Trójki" odnotował również 100. wygrany mecz. Krócej od niego na to czekał jedynie Amerykanin John McEnroe.

Alcaraz siłą rzeczy bardzo często jest porównywany z Nadalem, ale nie tylko z nim. Bo kibice i eksperci wskazują, że ma też w sobie coś z Federera i Djokovicia. Na elementy wspólne z "Wielką Trójką" u swojego tenisisty wskazał też Juan Carlos Ferrero.

- Jeśli chodzi o uderzenia, to ma agresję Djokovicia, chodzi do siatki jak Roger, a pod względem mentalnym oczywiście przypomina Rafę - analizował w wywiadzie dla portalu "Clay" trener pierwszej rakiety świata.

Federer, który oficjalnie zakończył karierę jesienią ubiegłego roku, żałuje, że nie było mu dane zmierzyć się z Alcarazem.

- Uważnie śledziłem, czego dokonał podczas US Open i przez cały rok. To było fantastyczne. Zawsze mówiłem, że pojawią się nowe wielkie gwiazdy w tym sporcie i on jest jedną z nich - ocenił zdobywca 20 tytułów wielkoszlemowych.

Co do tego, że najlepsze dopiero przed nastolatkiem, wątpliwości nie ma też Miedwiediew. Rosjanin wskazał też potężną broń Hiszpana.

- Jego forhend jest niesamowity. Nie sądzę, by ktokolwiek inny potrafił grać z taką siłą i topspinem. Jak jest na fali, to co możesz zrobić? Pojawia się tylko pytanie, czy wygra pięć, dziesięć czy może 23 tytuły wielkoszlemowe i pobije rekord - analizował.

Dorobek Alcaraza mógłby być jeszcze bardziej okazały, ale końcówkę poprzedniego sezonu i początek obecnego stracił przez kłopoty zdrowotne. Podczas ćwierćfinału halowej imprezy w Paryżu doznał urazu mięśnia brzucha i wycofał się z ATP Finals i turnieju finałowego Pucharu Davisa. Z wielkoszlemowego Australian Open w styczniu zrezygnował zaś z powodu kontuzji prawego uda.

Tegoroczne starty zaczął w połowie lutego i to z przytupem. Z trzech imprez, w których wystąpił, dwie wygrał, a w jednej dotarł do finału. Decydujący mecz przegrał w Rio de Janeiro, gdzie znów miał kłopoty z udem, przez co odpuścił potem start w Acapulco. Przed pierwszym meczem w Indian Wells zapowiadał, że jest już gotowy na powrót i swoją grą nie pozostawił co do tego wątpliwości. Styl, w jakim sięgnął po sukces, sprawił, że niektórzy internauci zaznaczyli, że to już nie Carlitos - jak zdrobniale mówi się o Alcarazie - ale don Carlos.

Ferrero zamienił chudego jak patyk Alcaraza w gwiazdę tenisa. "Wyciąga asy z rękawa"

Jak na razie kariera tego zawodnika rozwija się w błyskawicznym tempie, w czym spore zasługi ma Ferrero. On swój jedyny tytuł wielkoszlemowy (wywalczony w Roland Garros) zdobył zaledwie kilka tygodni po narodzinach Alcaraza. Jesienią tego samego roku obecny 43-latek został zaś pierwszą rakietą globu. Łącznie był nią osiem tygodni. Jego tenisista już go pod tym względem wyprzedził.

Alcaraz do akademii Ferrero trafił w 2018 roku i wtedy też został profesjonalnym tenisistą. - Miał 15 lat i wyglądał jak patyk. Był szybki, ale brakowało mu mięśni. Dostrzegliśmy w nim jednak coś wyjątkowego - wspominał potem szkoleniowiec.

Debiut w challengerze ATP nastolatek zaliczył w kolejnym sezonie, a w 2020 roku - jeszcze przed 17. urodzinami - po raz pierwszy znalazł się w głównej drabince turnieju ATP. Organizatorzy zawodów w Rio de Janeiro przyznali mu tzw. dziką kartę. Odpadł w drugiej rundzie. Teraz ma na koncie osiem wygranych imprez, w finałach bilans 8-3 (w najbardziej prestiżowych zawodach ATP, Masters 1000, 3-0), a w pojedynkach z graczami z Top 10 - 14-9.

- Przez te lata widziałem u niego fantastyczne uderzenia, magię, talent. On jest inny od wszystkiego, co kiedykolwiek widziałem. Wyciąga fantastyczne zagrania jak z kapelusza - chwalił niedawno swojego gracza Ferrero.

Alcaraz widzi w nim trenera, mentora, ale i przyjaciela, z którym może porozmawiać o wszystkim. Ufa mu w pełni pod kątem rozwoju kariery, a szkoleniowiec wydaje się podchodzić do tego z dużym rozsądkiem.

- Celem jest, by Carlos wciąż rozwijał się jako zawodnik. Jego obowiązkiem jest być zadowolonym z siebie i z wykonanej pracy oraz dawać z siebie wszystko. Wygrywanie turniejów nie jest jego obowiązkiem, ono jest konsekwencją. Carlos ma za sobą fantastyczny rok. Powtórka byłaby wielkim sukcesem, trudno zaś choćby liczyć na poprawę. To normalne, jeśli będzie grał nieco gorzej. Ale on często mnie zaskakuje. Gdy myślisz, że coś jest już niemożliwe, to on wyciąga asy z rękawa - podkreślił w lutowym wywiadzie Ferrero.

I precyzyjnie wyliczył, co Alcaraz może jeszcze poprawić. Na liście są m.in. stabilność serwisu, lepszy wybór kierunków przy returnie, lepszy początek meczów oraz większa regularność.

- Pod względem technicznym też ma wiele do poprawy, np. bekhendowy slajs, blokowany return... Rzeczy, które w wieku 19 lat - niezależnie od tego, czy jesteś numerem jeden - musisz szlifować - wskazał.

Zapewnił też, że wrześniowy awans na pierwsze miejsce w rankingu ATP nie zmienił nastolatka pod względem zachowania.

- To wciąż dobry, skromny i dobrze wychowany chłopak - zapewnił.

Korespondencyjna rywalizacja na szczycie trwa w najlepsze. Djoković: to nie Alcaraz jest moim głównym rywalem

Ów dobry chłopak po raz pierwszy liderem światowej listy został po wrześniowym triumfie w Nowym Jorku, mając 19 lat i 214 dni. Stracił to miano na rzecz Djokovicia 30 stycznia, dzień po tym, jak Serb wygrał Australian Open. W poniedziałek zawodnicy znów zamienili się miejscami. 35-latka z Belgradu nie było w Indian Wells - nie wpuszczono go do USA z powodu braku szczepienia przeciwko COVID-19.

Alcaraz z Djokoviciem zmierzył się dotychczas raz - pokonał go w ubiegłym roku w półfinale w Madrycie. Podkreśla też, że chciałby znowu się z nim spotkań na korcie. Serb - choć docenia sukcesy młodego gracza - to nie jego uznaje za swojego największego rywala.

- Carlos gra świetnie, zwłaszcza mając na uwadze przerwę w grze. Taki powrót jest oznaką dojrzałości, którą już ma mimo braku doświadczenia. On zasługuje na wszystkie sukcesy, które odnosi, ale nie mogę go nazwać moim głównym przeciwnikiem. Nim jest wciąż Nadal. Trudno wykreślić nagle całą naszą rywalizację dlatego, że ktoś świetnie sobie radzi od półtora roku - argumentował kilka tygodni temu Djoković.

Z tego samego powodu co w Kalifornii zabraknie go też w obsadzie turnieju w Miami. Pozostanie mu więc tylko obserwowanie, czy Alcaraz obroni tytuł. Jeśli tak się stanie, to Hiszpan pozostanie na czele zestawienia ATP, a w przeciwnym razie miano lidera odzyska znów Serb. Zacięta rywalizacja o pierwsze miejsce między nimi przeniesie się potem też na część sezonu rozgrywaną na kortach ziemnych. Djoković będzie wówczas bronił 1880 punktów, a Alcaraz tylko o 10 mniej.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.