Iga Świątek (1. WTA) od 4 kwietnia ubiegłego roku pozostaje na szczycie rankingu WTA. Polka niedawno stwierdziła, że, rozpoczynając karierę, nie myślała o zostaniu światowym numerem 1. - Myślałam, że to niemożliwe. To coś, co przerasta moje oczekiwania. To miejsce, w którym każdy chce być. Ale na pewno wiąże się to z dużą presją i oczekiwaniami - powiedziała wprost, cytowana przez WTA.
- Po Dosze i Dubaju odczułam to dość mocno. Wygrałam WTA 500 i byłem w finale 1000 – to było jak mała seria meczów, które były całkiem solidne i byłam naprawdę opanowana. Ale i tak przegrałam w finale, a ludzie byli, nie wiem, zaskoczeni, niezadowoleni z występu, po prostu krytyczni. To sprawiło, że pomyślałam, że w zeszłym roku przed tą wielką passą i przed wygraniem tych wszystkich turniejów byłabym bardzo zadowolona z tego wyniku. Ale po tych wszystkich komentarzach w tej chwili pomyślałam: "Oooch, to nie wystarczy" - kontynuowała Świątek.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl
Polka po świetnym sezonie, w którym zanotowała między innymi serię 37 zwycięstw z rzędu i wygrała dwa turnieje wielkoszlemowe, musi mierzyć się nie tylko z presją kibiców. Liderka światowego rankingu musi uważać również na rywalki, dla których stała się teraz głównym celem. - Czuję, że mam tarczę na plecach, czego nie czułam w zeszłym roku. To inna sytuacja i muszę się do tego dostosować. Dlatego staram się nie czytać wielu z tych komentarzy. Nie chcę, żeby to miało na mnie wpływ, ponieważ jestem zadowolona z całej pracy, którą wykonałam - stwierdziła. - Staram się radzić sobie z tym w najlepszy możliwy sposób. Myślę, że idzie mi to bardzo dobrze - podsumowała Świątek.
Liderkę rankingu czeka teraz obrona tytułu w turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Polka w I rundzie ma "wolny los", a w meczu otwarcia zmierzy się z lepszą z pary Caire Liu (56. WTA) - Anna Karolina Schmiedlova (101. WTA).