Sabalenka wyrzuciła "50 różnych głosów z głowy". Najbardziej pomógł biomechanik

- Przerwałam współpracę z psychologiem. Liczenie za każdym razem na to, że ktoś rozwiąże mój problem, wcale go nie rozwiązuje - opowiadała Aryna Sabalenka. Poprzedni sezon dla Białorusinki, która w półfinale Australian Open pokonała Magdę Linette, był koszmarem, a uporać się z nim pomogli jej trenerzy. - Chodziło o poczucie kontroli, by nie mieć w głowie 50 różnych głosów i nie świrować - zaznaczył jeden z nich.

Aryna Sabalenka z głównej części poprzedniego sezonu i obecnie to dwie różne tenisistki. Łączy je ogromna siła uderzenia, ale różni praktycznie cała reszta. Ta z 2022 roku na korcie walczyła głównie ze swoimi emocjami, notując przy tym rekordową liczbę podwójnych błędów serwisowych. Styczniowa odsłona Białorusinki, której zalążki były widoczne już pod koniec ubiegłego roku, ma w sobie znacznie więcej spokoju i opanowania. Efekt widoczny jak na dłoni - bilans 20-0 w setach i szansa na wywalczenie w sobotę w Melbourne pierwszego w karierze tytułu wielkoszlemowego.

Zobacz wideo Paweł Fajdek zwrócił się do Marcina Najmana: Jesteś karykaturą sportowca... tak nisko jeszcze nie upadłem

Sabalenka 2023 vs Sabalenka 2022. Białorusinka sama sobie psychologiem

W czwartkowym półfinale Magda Linette nie przestraszyła się potężnie zbudowanej Sabalenki. Znacznie drobniejsza Polka biegała po całym korcie, walczyła i kombinowała. Ale nie była w stanie przeciwstawić się potężnej sile rażenia rywalki, która była cierpliwa i spokojna. W takim wydaniu kibice piątej rakiety świata wcześniej nie znali.

Podczas Australian Open 24-latka kilkakrotnie na spotkaniach z dziennikarzami opowiadała o przemianie mentalnej, jaka w niej zaszła. To w dużym stopniu pozwoliło jej po raz pierwszy w karierze awansować do wielkoszlemowego finału. Wcześniej zaliczyła trzy nieudane podejścia. Euforii po zwycięstwie 7:6, 6:2 nad Polką jednak nie było, bardziej krótka radość.

- Został jeszcze jeden mecz. Dobrze, że przeszłam wreszcie półfinał, ale wciąż zostało mi jedno spotkanie do rozegrania. Chcę pozostać skupiona. Myślę, że nie będę robić nic specjalnego przed finałem. Bycie nieco zdenerwowanym jest w porządku. To wielki turniej, ważny finał. Jeśli zacznie próbować robić coś w związku z tym, to nabierze to jeszcze większego znaczenia. Zostawię to tak, jak jest - stwierdziła.

Przyznała, że gdyby na początku meczu z Linette przy wyniku 0:2, pojawiła się dawna jej wersja, to pojedynek mógłby potoczyć się później inaczej.

- W przeszłości w momentach gorszej gry prawdopodobnie zaczęłabym krzyczeć na wszystkich dookoła, czułabym się źle i zaczęła przesadnie walić w piłkę. W półfinale zaś miałam nastawienie: "Ok, w porządku, takie rzeczy się zdarzają. Będę po prostu nadal walczyć, próbować i znajdę swój rytm". Starałam się mniej krzyczeć po kiepskich zagraniach czy błędach. Starałam się zachować spokój i myśleć o kolejnej akcji - tłumaczyła.

Sabalenka podkreśliła, że wykonała wielką pracę nad każdy z tenisowych elementów swojej gry. Ale nie kryje, że kluczem do sukcesu jest w jej wypadku zmiana mentalna. I choć wielu sportowców coraz częściej otwarcie przyznaje, że korzysta z pomocy psychologa i bardzo ją sobie chwali, to podchodząca z Mińska tenisistka poszła odwrotną drogą. 

- Postanowiłam przerwać współpracę z psychologiem. Zdałam sobie sprawę, że sama muszę sobie pomóc. Rozmawiałam z moim psychologiem w okresie przedsezonowym i powiedziałam: "Czuję, że muszę się z tym sama uporać, bo liczenie za każdym razem na to, że ktoś rozwiąże mój problem, wcale go nie rozwiązuje. Muszę po prostu wziąć odpowiedzialność i zmierzyć się z tym. Tak więc nie pracuję już z psychologiem. Sama nim dla siebie jestem" - stwierdziła ze śmiechem na konferencji prasowej.

I dodała, że zamiast tego dużo rozmawia z członkami swojego sztabu szkoleniowego oraz rodziną. - Myślę też, że znam już samą siebie dość dobrze. Wiem, jak radzić sobie z własnymi emocjami. - zapewniła.

Kontrola słowem-kluczem. " 95 procent zawodników zrobiłoby sobie wtedy kilka miesięcy przerwy"

O wielkiej przemianie, jaka zaszła w Sabalence w ciągu ostatnich miesięcy, dziennikarzom w Melbourne opowiadali także pracujący z nią szkoleniowcy - Anton Dubrow i odpowiadający za przygotowanie fizyczne Jason Stacy. Pierwszy przyznał, że Białorusinka zmieniła podejście do wszystkiego.

- Akceptuje to, że wiele złych rzeczy może się przydarzyć i wiele wspaniałych. Dzięki temu lepiej rozumie, co jest jej najmocniejszą stroną i lepiej to kontroluje - wskazał.

Kontrola to słowo, którego obaj trenerzy podczas tej konferencji używali bardzo często. - Jak z wszystkim w życiu - im większe masz poczucie kontroli, tym mniej odczuwalny jest stres i odwrotnie. A im mniej stresu, to tym jaśniejsze myślenie i lepsza kontrola emocji. Chcieliśmy jej dać to zrozumienie i poczucie. Dzięki temu nie będzie miała w głowie 50 różnych głosów i nie będzie świrować. Będzie zaś mogła wyciszyć ten cały opór w głowie i będzie w stanie skupić się jedynie na stojącym przed nią zadaniu - przekonywał Stacy.

Obaj chwalili 24-latkę za to, że stawiła czoła problemom, zamiast unikać zmierzenia się z nimi. Nie przyszło jej to łatwo - cały czas startowała w turniejach i na korcie cierpiała nieraz katusze. Notowała bardzo dużo błędów, a jej niechlubnym znakiem rozpoznawczym stała się ogromna liczna podwójnych błędów serwisowych.

- Potrafiła mieć ich 25 i nadal walczyła w trzecim secie do końca. To nie jest przyjemne widzieć, jak ktoś się tak bardzo męczy. Próbujesz pomóc, ale nie jesteś w stanie. Byłem pod wielkim wrażeniem, bo 95 procent zawodników zrobiłoby sobie w takiej sytuacji kilka miesięcy przerwy. A ona męczyła się każdego dnia, było wiele emocji, ale każdego ranka robiła te same rzeczy - trenowała i grała w turniejach - chwalił swoją tenisistkę Dubrow.

Tłumaczył też, że ogromna niestabilność związana była z tym, że Sabalenka w trakcie sezonu całkowicie zmieniała ruch serwisowy. Straciła tym samym swój największy atut. Szkoleniowcy już w marcu proponowali jej, by poszukać pomocy w świecie nauki, ale 24-latka przez dłuższy czas się opierała.

- Bardzo nam pomógł tu biomechanik. Arynie nie przyszło łatwo dołączenie nowej osoby do sztabu. Nie lubi takich rzeczy. Zajęło nam to osiem miesięcy - wyjaśnił główny szkoleniowiec Białorusinki.

On również kładzie nacisk na dużo większy spokój piątej rakiety świata. Ale przestrzega też przed hurraoptymizmem w tym aspekcie. Bo Sabalenka musi się być przygotowana na to, że wrócą problemy i kluczowe jest, jak sobie z tym poradzi.

- Mam nadzieję, że zaakceptuje zarówno te emocje, które ma w sobie teraz, jak i fakt, że one się zmienią w ciągu kilku dni, tygodni czy miesięcy. A to, że w danej chwili czujesz, iż nie jest ok, też jest w porządku. To jest pierwszy krok - poczuć coś nowego. Potem dochodzi zrozumienie, że to wszystko się będzie zmieniać jak na przejażdżce kolejką górską. I to też jest w porządku - podsumował Dubrow.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.