Linette z tytułem profesora. Zasłużyła. Cały czas powtarzała jeden gest

Jeśli ktoś wie, jak wyłączyć układ nerwowy, to z pewnością Magda Linette. Na temat spokoju, opanowania i konsekwencji w grze błyszcząca w Australian Open tenisistka mogłaby prowadzić szkolenia. Po awansie do półfinału, życiowym sukcesie, wreszcie pozwoliła sobie na krótką chwilę radości, bo przez cały mecz powtarzała tylko jeden dobrze znany już z jej popisowego występu w Melbourne gest.

Statystyki i wyliczenia wyrzućcie do kosza - poradzić mogłaby Magda Linette. Wszelkie numerki w ćwierćfinale Australian Open przemawiały na korzyść Karoliny Pliskovej, ale Polka nic sobie z tego nie robiła. W środę na korcie centralnym pokazała to, co dotychczas prezentowała w Melbourne - stalowe nerwy, doświadczenie i mądre wybory w poszczególnych akcjach. Nagrodą była wygrana 6:3, 7:5 i kolejny sukces, który sprawił, że sięgnęła gwiazd. A w tym wypadku jest to czołowa czwórka wielkoszlemowych zmagań.

Zobacz wideo Wiadomo, gdzie będzie mieszkał Fernando Santos. Ważna decyzja podjęta

Zapomnijcie o tym, co na papierze - liczy się to, co na korcie. Linette po trzeciej rundzie włączyła dopalacze

Dotychczasowe sukcesy, doświadczenie w grze na takim poziomie, miejsce w rankingu WTA, warunki fizyczne i wreszcie bilans dotychczasowych pojedynków (7-2) - wszystko to przemawiało za Czeszką. Ale poznanianka pokazała, że to tylko dane na papierze, bo na korcie była lepsza.

Linette idzie w Melbourne jak burza, a dopalacze włączyła po trzeciej rundzie. Etapie, którego nie była w stanie przez 29. poprzednich występów w głównej drabince Wielkiego Szlema przebrnąć. Dotychczasowa frustracja odeszła w zapomnienie i od tej pory na antypodach trwa koncert 30-letniej Polki.

Pliskova dla odmiany o awans do wielkoszlemowego półfinału walczyła w środę po raz 11. Dwukrotnie dotarła do finału. Ze względu na "głupią kontuzję", której doznała podczas przygotowań do poprzedniego sezonu, nie grała w Melbourne rok temu i bardzo tego żałowała. Odzyskanie rytmu meczowego po powrocie do gry po złamaniu ręki zajęło jej trochę czasu i była liderka światowego rankingu spadła w okolice 30. miejsca. To jednak i tak wciąż lepsza pozycja niż miejsce zajmowane kiedykolwiek przez Linette. Do teraz - bo popisowy występ na antypodach da jej pierwszy w karierze awans do TOP30.

Czeski dziennikarz pracujący przy obsłudze Australian Open dodatkowo ostrzegał nas, że Pliskova obecnie jest "w gazie". Ona sama też potwierdzała, że zwykle dobrze prezentuje się w tym turnieju, a teraz od kilku tygodni czuła, że z jej grą jest dobrze. Profesorka Linette jednak skutecznie jej wybiła myśli o piątym wielkoszlemowym półfinale z głowy.

Gem na rozgrzewkę, a potem popis Polki. Kilka przejażdżek emocjonalną kolejką górską ze szczęśliwym zakończeniem

Pierwszy gem mógł co bardziej nerwowych kibiców Polki zaniepokoić. Wyższa o 15 cm Czeszka zaczęła od przełamania, a pierwsze wspierające "Let's go Magda, let's go" z trybun słychać było już przy "break poincie". Pliskova w gemie otwarcia była czujna i wykorzystywała każdą okazję na skończenie akcji punktem. Ale warto było zachować spokój i pamiętać, że mecz 1/8 finału z rozstawioną z czwórką Carolinę Garcią Linette zaczęła od przegrania trzech gemów z rzędu. Teraz świetną grę włączyła szybciej - od razu odpowiedziała przełamaniem powrotnym.

Poznanianka konsekwentnie robiła swoje i skutecznie utrudniała życie rywalce. Ta z kolei zaczęła się mylić. Słabszy serwis i niewymuszone błędy coraz bardziej sfrustrowanej Czeszki - Linette na posterunku i kluczowy break przy stanie 3:2 na jej koncie. W końcówce zrobiło się nieco nerwowo, bo prowadząc 30:0 przy swoim serwisie Polka pozwoliła rywalce na odrobienie strat z nawiązką i była o punkt od straty podania. Ale wyszła z opresji i na koniec seta powtórzyła gest powielany po każdej udanej akcji - zacisnęła dłoń.

W drugiej partii fani Linette i zasiadająca na trybunach Agnieszka Radwańska zaliczyli kilka przejażdżek emocjonalną kolejką górską. Po 30-latka nie wykorzystała sześciu okazji na przełamanie i dwa razy sama była o krok od straty podania. Ale to wszystko odeszło w zapomnienie w końcówce, gdy znów do głosu doszła profesorka o stalowych nerwach. A po ostatniej piłce wreszcie pozwoliła sobie na nieco więcej radości. Położyła dłonie na policzkach i otwarła szeroko usta, a na jej twarzy widać było mieszankę ogromnego szczęścia i niedowierzania.

Teraz czeka na kolejną uczennicę, którą będzie rozstawiona z numerem piątym Aryna Sabalenka lub 64. w rankingu WTA Chorwatka Donna Vekić.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.