Hurkacz reaguje na aferę w PZT. "Zmiana była konieczna"

- Zmiana, która już zaszła, była konieczna. Ważne, aby we władzach związku znalazły się właściwe osoby. Takie, które rzeczywiście chcą pomóc i rozwinąć tenis, a nie kierują się własnymi interesami - mówi Hubert Hurkacz o trwającej aferze w PZT. W rozmowie ze Sport.pl najlepszy polski tenisista wspomina również niedawne ATP Finals. - Celem jest, by nigdy więcej nie być tam rezerwowym.

Z jednej strony 41 zwycięstw w singlu, czyli najlepszy wynik w karierze. A do tego miejsce w TOP 10 światowego rankingu. Z drugiej - więcej sukcesów deblowych niż singlowych i mnóstwo niewykorzystanych szans. To one sprawiły, że na ATP Finals jechał jako rezerwowy i przyglądał się rywalizacji najlepszych. 

Zobacz wideo Mężczyzna w garniturze wyjął telefon i zaczął nagrywać. Inwigilacja irańskich kobiet. Mamy dowód

Dla Huberta Hurkacza to był dziwny, pełen bolesnych lekcji sezon. O nim - a także o aferze dotyczącej Mirosława Skrzypczyńskiego, czy o wspólnej inicjatywie z Igą Świątek - mówi w wywiadzie ze Sport.pl.

Agnieszka Niedziałek: Mirosław Skrzypczyński w ubiegłym tygodniu zrezygnował ze stanowiska prezesa PZT, a we wtorek z funkcji członka zarządu. Zabierałeś wcześniej głos w tej głośnej sprawie. Jak przyjąłeś zmiany? 

Hubert Hurkacz: Dobrze, że do nich doszło. Sprawy społeczne są dla mnie bardzo ważne i cieszę się, gdy mogę dodać coś od siebie. Warto wspierać tych, którzy tego potrzebują. Mówić głośno, co się uważa i jakie działania powinny zostać podjęte. Tym bardziej, jeśli można zrobić dzięki temu coś dobrego, wykorzystując swoje zasięgi.

Czy rezygnacja dotychczasowego prezesa to wystarczająca zmiana? On odszedł, ale została reszta zarządu...

Nie wiem. Na pewno zmiana, która już zaszła, była konieczna. Tak naprawdę ważne jest, aby zawodnicy, którzy tego potrzebują - dzieci, młodzież i inni - mieli zapewnioną pomoc. Bardzo istotne jest też wsparcie ministerstwa i sponsorów. Oraz to, żeby właściwe osoby znajdowały się we władzach związku. Takie, które rzeczywiście chcą pomóc i rozwinąć tenis, a nie kierują się własnymi interesami.

Przechodząc do spraw lżejszych i przyjemniejszych, w środę wieczorem tłumy Polaków będą oglądały mecz piłkarskich mistrzostw świata z Argentyną. Jesteś optymistą w kwestii awansu drużyny Czesława Michniewicza?

Myślę, że tak. Na pewno nie będzie to łatwe spotkanie, ale wierzę, że Polacy dobrze zagrają i będą mieli swoje szanse. Oglądałem oba wcześniejsze mecze. Wyniki były dobre, a to najważniejsze. A co ze stylem? Kluczowe jest to, by strzelać bramki, samemu ich nie tracić i zdobywać punkty.

Kto jest twoim faworytem w całym turnieju?

Polska!

Jesteś zapalonym kibicem piłkarskim?

Teraz mam trochę czasu między treningami i oglądam mistrzostwa. Bo poza tym, podczas sezonu, nie mam go aż tak dużo, by zerkać na mecze piłkarskie. Zdecydowanie więc skorzystałem na tym przesunięciu terminu mundialu na przełom listopada i grudnia. Mecze są między treningami, więc korzystam.

Słyszałam, że treningi w Zakopanem, w których bierze udział też kilku innych tenisistów, mocno dają się we znaki. Jak one wyglądają?

Mamy trzy treningi dziennie. Codziennie od siódmej do 21-22 coś się robi. Rano biegamy po górach, później wykonujemy trochę ćwiczeń stabilizujących, jemy śniadanie, potem trening na siłowni, chwila przerwy, kolejne dwugodzinne zajęcia z ćwiczeniami sprawnościowymi i stabilizacją, taki trening ukierunkowany na pracę nóg. W niektóre dni chodzimy też trochę po górach.

Zakopane to od kilku lat stały element przygotowań twoich przygotowań do sezonu. Czy te tegoroczne czymś się różnią od poprzednich?

Z roku na rok wchodzimy na wyższy poziom. Intensywność rośnie, wszystko idzie do przodu. Trenujemy naprawdę dużo. Człowiek fajnie się po tym czuje, ale na pewno energii nie ma potem zbyt dużo (śmiech).

Czterdzieści lat temu siatkarze reprezentacji Polski pod okiem Huberta Jerzego Wagnera biegali po górach z obciążeniem. U nich efekt był wymarzony - zdobyli potem złote medale igrzysk i mistrzostw świata.

O ich medalach słyszałem, ale o treningach niekoniecznie. Dla mnie takie treningi to coś zupełnie innego niż standardowe zajęcia tenisisty. Można się naprawdę zmęczyć, bo przygotowania są bardzo intensywne. Czasu do rozpoczęcia rywalizacji jest jeszcze sporo, więc to okres, żeby zbudować wytrzymałość na cały kolejny sezon.

Ile miałeś wolnego między zakończeniem ostatniego sezonu a rozpoczęciem przygotowań do następnego?

Tak naprawdę tydzień, zaraz po turnieju w Paryżu. Potem musiałem pojechać do Turynu na ATP Finals, gdzie zacząłem już ćwiczyć pod kątem nowego sezonu. Czy siedem dni to wystarczająco czasu na odpoczynek dla głowy i ciała? Musi wystarczyć. Nie ma innej opcji.

Podczas mastersa byłeś drugim rezerwowym. Rok temu debiutowałeś w tej prestiżowej imprezie. Mając to w pamięci, tym trudniej było teraz siedzieć na miejscu i czekać na szansę, która ostatecznie się nie pojawiła?

Na pewno nie było to przyjemne. Wiedziałem, że tak naprawdę tam nie zagram, więc przygotowywałem się już do sezonu. Kilka razy graliśmy w tenisa, był też trening fizyczny, by przygotować się do wyjazdu do Zakopanego. Celem jest przygotowanie się do kolejnego sezonu, by nigdy więcej nie być tam rezerwowym, tylko zakwalifikować się bezpośrednio.

Z kim z "pełnoprawnych" uczestników trenowałeś w Turynie?

Tylko z Daniiłem Miedwiediewem. Inni też pytali mnie, ale miałem inne plany. Każdego dnia musiałem być przez 50 minut każdego meczu singlowego w pobliżu. Planowałem więc swoje zajęcia i treningi tak, by móc w tym czasie być na kortach. Na żywo nie obejrzałem żadnego spotkania. Zwykle oglądałem je w telewizji, będąc w turniejowej restauracji.

Jak podsumowałbyś sezon? Patrząc z boku, można odnieść wrażenie, że był czasem niewykorzystanych szans.

To było dla mnie cenne doświadczenie. Wykonałem też wiele pracy poza kortem. Nie było takich wyników, jakie bym chciał, ale czuję, że bardzo dużo dowiedziałem się o sobie. Również poza kortem. A to bardzo zaprocentuje w przyszłym sezonie.

Czego się dowiedziałeś?

Sporo pracowałem nad stroną mentalną. To było bardzo ważne. Chodzi m.in. o samoświadomość, kontrolę emocji, koncentrację.

Którego z tegorocznych meczów najbardziej ci żal czy też po którym byłeś najbardziej zły?

W przypadku kilku ostatnich turniejów - może poza Paryżem - gdyby zmienić jedną piłkę w danym meczu, to wygrywałbym. Tak było w Astanie, Antwerpii czy Wiedniu. Tak naprawdę wtedy mój poziom gry był całkiem wysoki, a minimalnie zabrakło czegoś na samym końcu.

A wiesz czego? To był pech czy coś można było zrobić lepiej? Zawiodła wtedy strona mentalna?

Trudno kłaść to na karb pecha. Na pewno kilka piłek mogłem lepiej zagrać. Teraz chcę wejść na wyższy poziom, by o losach meczu nie decydowała jedna piłka, tylko żebym miał większą przewagę.

A co z deblem? Wydaje się, że w niektórych turniejach w tym sezonie bardziej ci szkodził niż pomagał. Granie w nim i w singlu niemal do końca zawodów skracało parę razy czas na regenerację.

Uważam, że w pierwszej części tego sezonu debel bardzo mi pomógł. Ale myślę, że w przyszłym sezonie będzie go trochę mniej.

Montreal, 14.08.2022. Finał National Bank Open: Hubert Hurkacz - Pablo Carreno BustaWielkie osiągnięcie Huberta Hurkacza. Zrobił to już po raz drugi z rzędu

Oglądałeś pożegnany mecz Rogera Federera?

Niestety, nie mogłem obejrzeć całego, bo następnego dnia sam grałem. Widziałem więc tylko kilka gemów.

Zapisałeś się w historii jako ten, który pokonał legendarnego Szwajcara w ostatnim meczu o stawkę. Inni tenisiści pewnie mocno ci tego zazdroszczą.

Mam nadzieję, że zostanę zapamiętany także z powodu innych własnych dokonań (śmiech). Ale fajnie było z nim zagrać dwa razy. Szkoda, że nie było więcej okazji. Z wielkiej trójki grałem też z Novakiem Djokovicem, a z Rafaelem Nadalem tylko trenowałem. Na pewno chciałbym jeszcze zmierzyć się z Hiszpanem.

Biorąc pod uwagę wymienioną trójkę, to należysz do "Teamu Roger"?

Tak, zdecydowanie.

Zaskoczyło cię, że w Londynie płakał nie tylko główny bohater, ale i Nadal?

Biorąc pod uwagę to, ile Roger wniósł do sportu oraz to, ile osób było na tym turnieju, to na pewno atmosfera była niesamowita i bardzo emocjonalna dla wszystkich. Jak rozmawiałem z kolegami lubiącymi tenis, to dla nich też Roger zawsze w jakimś stopniu był idolem.

Jak wyglądają twoje plany na najbliższe tygodnie?

W dniach 8-10 grudnia zagram pokazówkę w Arabii Saudyjskiej, potem przeniosę się do Monte Carlo, a następnie czeka mnie pokazówka w Święta w Hongkongu. To będzie po drodze do Australii.

Sezon rozpoczniesz od United Cup. Te nowe rozgrywki dla drużyn mieszanych w kalendarzu zastąpią ci udział w ATP Cup, w którym brały udział męskie zespoły.

Takie imprezy są bardzo fajne. ATP Cup wspominam super. Mieliśmy świetną atmosferę w drużynie i liczę, że z nowymi rozgrywkami będzie podobnie. Będzie duża ekipa i mam nadzieję, że będzie to coś, co da dużo energii na początek sezonu. Dochodzi też radość z reprezentowania Polski w tak dużym turnieju.

Będzie to też pierwsza okazja, byś był w jednej drużynie z Igą Świątek. Dotychczas zagraliście jedynie przeciwko sobie i to w meczu pokazowym.

Tak, to świetna okazja. Co tu dużo mówić - Iga jest teraz najlepsza na świecie. A będą też m.in. Magda Linette i Kamil Majchrzak. Szykuje się coś niewątpliwie wyjątkowego i ciekawego. I kolejne doświadczenie, bo w tego typu turnieju jeszcze nie graliśmy.

Odnośnie do Majchrzaka, to niedawno byłeś na jego weselu. Dobrze się bawiłeś?

Tak. Choć byłem trochę zmęczony jeszcze przed weselem (śmiech). Przyleciałem w dniu ślubu. Poprzedniej nocy dopiero wróciłem późno z Turynu, a musiałem jeszcze wcześniej zajrzeć do Monako.

Niedawno zaliczyłeś też debiut w programie typu talk-show. Zaskoczyłeś tym wszystkich, którzy znają cię jako osobę raczej dość małomówną. Jak wrażenia po wizycie u Kuby Wojewódzkiego?

Za dużo tam może nie powiedziałem (śmiech). Ale było bardzo fajnie. To było coś innego, ciekawego. Bardzo miło to wspominam. Czy planuję więcej takich występów? Jeżeli pozwoli mi na to czas, choć z tym jest przeważnie problem. Na pewno tamten występ mnie nie zraził, a bardziej zachęcił.

Więcej o: