"Dla nas zero zł, dla innych mercedesy". PZT przeszedł sam siebie

Dominik Senkowski
Najlepsi pełnosprawni tenisiści na ostatnich mistrzostwach w Bytomiu otrzymali w nagrodę mercedesy. Mistrz Polski w tenisie na wózkach - okrągłe zero złotych. - Trener kadry musi opłacać wszystko z własnej kieszeni - mówi Sport.pl mistrz Polski Kamil Fabisiak, który za czwarte miejsce na mistrzostwach świata dostał tylko dyplom. Prezes PZT Mirosław Skrzypczyński, który w czwartek po południu podał się do dymisji, odpowiada: "Wózkarze są sami sobie winni". A problem trwa.

"Mam temat dotyczący Polskiego Związku Tenisowego" - napisała do mnie jedna z osób ze środowiska tenisa na wózkach. Szybko jednak dodała: "Muszę zapytać - czy jest pan niezależny od rządowej telewizji? Bo wie pan, jakie są powiązania związku z obecną władzą".

O tych powiązaniach spekulowano w polskim tenisie od dawna. Aż w końcu pojawiły się materiały Onetu, w których cytowany prezes związku Mirosław Skrzypczyński przyznaje: "Dziś jest tak, że jak nie masz układu politycznego, to nie dostaniesz żadnych pieniędzy. Adam Hofman [były polityk PiS, potem współzałożyciel agencji PR R4S - red.] siedzi i nam pomaga, cały czas drzwi otwiera".

Zobacz wideo Co musi zrobić Lewandowski, żeby zostać sportowcem roku?

Pieniądze nie dla wszystkich

Po serii materiałów Onetu pozycja byłego już prezesa PZT jest dzisiaj fatalna - byłe zawodniczki oraz zawodnicy oskarżają go o nadużycia seksualne, gdy pracował jako trener w klubie Energetyk Gryfino. Najmocniejsze zarzuty padają z ust posłanki Lewicy Katarzyny Kotuli. W obronie pokrzywdzonych stanęli Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Do czasu wypłynięcia afery Skrzypczyński mógł jednak uchodzić za sprawnego biznesmena - do PZT płynęły szerokim strumieniem pieniądze z państwowych spółek, m.in. Orlenu czy Lotto.

Ale, jak się okazuje, z dobrej sytuacji finansowej PZT nie mogli korzystać na równi wszyscy zawodnicy. - Tenisiści na wózkach są traktowani skrajnie niesprawiedliwie. Brakuje pieniędzy, wsparcia w poszukiwaniu sponsorów, a prezes Skrzypczyński jest specyficzną osobą - mówi nasz rozmówca, który woli pozostać anonimowy. I sugeruje przyjrzeć się czerwcowym mistrzostwom Polski w Płocku.

Czesław MichniewiczAfera wokół kadry? Staliśmy dwa metry od Michniewicza. Nie wszystko się nagrało

Zapytaliśmy o nie Kamila Fabisiaka, pierwszą rakietę Polski na wózku, 23. tenisistę w rankingu ITF. - W przeszłości pula nagród bywała niska, kilka tysięcy złotych - ale jakaś była. W tym roku związek przeszedł sam siebie, a pula nagród wyniosła zero złotych. Najlepsi tenisiści otrzymali jedynie okulary od sponsora PZT. Poza tym nie zobaczyliśmy złotówki - mówi Sport.pl Fabisiak.

 

I nie kryje żalu. - Nikt z nas nie oczekuje nie wiadomo czego. Ale skoro inni dostają mercedesy, to dlaczego my jesteśmy pomijani? Tym bardziej że nasze mistrzostwa Polski rozgrywane są pod egidą PZT. 

Podobnie uważa nasz anonimowy rozmówca: - Tenis na wózkach zna swoje miejsce. Zawodnicy wiedzą, że nigdy nie przyciągną tylu kibiców, co pełnosprawni tenisiści. Jednak chodzi o zachowanie proporcji.

W lipcu mistrzami Polski w tenisie dla pełnosprawnych zostali Magdalena Fręch i Daniel Michalski. Za triumf w Bytomiu otrzymali auta marki mercedes. Świątek i Hurkacz nie startowali. 

 

Oddzielne mistrzostwa 

Tenis na wózkach funkcjonuje w Polsce od 1994 r. Mistrzostwa pełnosprawnych i niepełnosprawnych od początku odbywają się w różnych terminach i miejscach. Nasi rozmówcy uważają, że czas z tym skończyć. 

- Jaki to problem zrobić turniej na wózkach na tych samych kortach i w tym samym czasie, co "normalne" mistrzostwa Polski? Wystarczy, że zorganizują zawody dla ośmiu tenisistów na wózkach, nie musi być nas 32. W ten sposób moglibyśmy promować nasz tenis, bo wiadomo, że więcej kibiców pojawia się w takim Bytomiu niż w Płocku, gdzie spotkaliśmy się we własnym gronie. Nadal jest tak, że na mistrzostwach Polski nie możemy grać razem z pełnosprawnymi tenisistami, muszą być dwie oddzielne imprezy - mówi Fabisiak.

Na Roland Garros tenisiści na wózkach rywalizują na tych samych kortach, co pełnosprawni tenisiści. Nie są upychani w hali pod Paryżem. - I zawsze zawody są rozgrywane w ostatnim tygodniu turnieju. Wtedy są półfinały i finały singla kobiet i mężczyzn, przychodzi najwięcej widzów. Chodzi o to, by przy okazji większej oglądalności wzmocnić zainteresowanie tenisistami niepełnosprawnymi. W Wielkim Szlemie większa jest też pula nagród. W tym roku w Paryżu wynosiła ponad pół miliona euro - zauważa Fabisiak.

 

Prezes atakuje, zawodnicy odpowiadają

W czerwcu magazyn "Tenisklub" opublikował artykuł pt. "Piąte kółko". "Tenisistom-wózkarzom nie trzeba tłumaczyć, jak ważne jest i do czego służy piąte kółko. Dlaczego są piątym kołem u wozu PZT, wyjaśnił im prezes Mirosław Skrzypczyński. Oto zapis polemiki, która odbyła się na Facebooku. Przedstawiamy zapis i wstrzymujemy się od komentarza" - czytamy we wstępie.

PSG w desperacji. Konflikt  z Paryżem. PSG w desperacji. Konflikt z Paryżem. "Zasługujemy na lepszy"

Skrzypczyński na Facebooku pisał m.in.: "Nikt  tym kraju nie zapomina o wózkarzach, tylko PZT nie jest producentem pieniędzy, a jedynie pozyskuje środki na produkt, który dany podmiot czy darczyńca chce zasponsorować. W tej chwili wózki w Polsce nie są takim produktem". Jednocześnie związek nie daje szansy tenisistom na wózkach na większą promocję, organizując dla nich oddzielne mistrzostwa Polski. 

Fragment rozmów na Facebooku opublikowany przez magazyn 'Tenisklub'Fragment rozmów na Facebooku opublikowany przez magazyn 'Tenisklub' Screen 'Tenisklub'

- Ze strony prezesa padają oskarżenia, że my jako tenisiści na wózkach nic nie robimy, a jedynie siedzimy i mamy wielkie roszczenia w stosunku do PZT. On twierdzi, że bardzo się stara, a my tylko wyciągamy ręce po pomoc. Cały czas tak powtarza - przyznaje Fabisiak.

Rzeczywistość wygląda inaczej. - Odkąd przynależymy do PZT, opłacamy licencje, musimy też złożyć wniosek o środki z Ministerstwa Sportu, a PZT jedynie podstemplowuje dokument. Poza tym nie dostajemy żadnych większych pieniędzy choćby od sponsorów związku, nawet jednego procenta. Nasi zawodnicy nie zostali objęci żadnymi programami sponsorskimi Lotosu, czy dziś Orlenu - głównych partnerów PZT. Żaden zawodnik nie dostał ekstra nawet dwóch-trzech tysięcy złotych. Wszystko w myśl zasady: nie zapłacimy, bo po co - opowiada Fabisiak, najbardziej utytułowany zawodnik w historii polskiego tenisa na wózkach.

Piotr Jaroszewski, drugi z naszych najlepszych dziś tenisistów, pisze wprost w dyskusji na Facebooku: "Niestety jesteśmy traktowani jak piąte koło u wozu przez PZT".

Tenisiści mają ograniczone możliwości 

- Nasze środowisko jest małe, ale nie znaczy, że musimy być gorzej traktowani. Odkąd jesteśmy w PZT, nie widać poprawy sytuacji. Nie ma pomocy, przypisanego menedżera, który pozyskiwałby dla nas pieniądze. Rozumiem, gdyby był ktoś taki, poszedł do sponsorów, a potem wrócił z wiadomością: "Wybaczcie, ale tenis na wózkach się nie sprzedaje. Macie słabe wyniki, nic nie znaczycie. Próbowałem, ale nie wyszło". Wtedy byłaby to inna rozmowa. Ale związek tak nie rozwiązuje sprawy, tylko nas olewa - przyznaje Fabisiak.

Jakby tego było mało, nasz rozmówca i inni polscy tenisiści na wózkach mają ograniczone pole działania. - Nie możemy sami pozyskiwać sponsorów. Jeśli jako zawodnik chciałbym zdobyć pieniądze na kadrę, to nie mogę, bo tenisiści na wózkach są objęci - przynajmniej w teorii - wsparciem sponsorów polskiego związku. Nie możemy załatwić dla reprezentacji ubrań czy sponsora, którego logo umieścimy na strojach - mówi. 

- Pewnego razu załatwiłem sponsora sprzedającego okulary dla naszej drużyny narodowej. Miał nam pomóc przy wyjeździe reprezentacji, ale ostatecznie nie mogliśmy skorzystać z jego wsparcia. Warunkiem umowy było wykonanie przez nas zdjęć na mistrzostwach świata i udostępnienie ich w mediach społecznościowych. PZT nie pozwolił nam na to, bo jednym ze sponsorów związku jest firma Solano. Ale najlepiej nas atakować w stylu: nie macie sponsorów, bo się nie klikacie, nic nie robicie - zauważa Fabisiak, a w jego głosie słychać gorycz.

- Z kolei jak załatwimy np. kontrakt w wysokości 10 tysięcy złotych, to słyszymy od związku, że im się to nie opłaca, bo w ten sposób PZT zablokuje sobie inne opcje, ktoś inny da więcej. Da może więcej dla całego związku, ale potem z tych pieniędzy nic do tenisa na wózkach nie trafi - przyznaje nasz rozmówca.

Pieniądze można znaleźć 

Były już prezes związku w wypowiedziach buduje obraz tenisa na wózkach, którym w Polsce nikt się nie interesuje. A jak jest w rzeczywistości? Najlepszy przykład to turnieje organizowane przez Integracyjny Klub Tenisa w Płocku. To właśnie na tych kortach rozegrano ostatnie mistrzostwa Polski. 

- Organizujemy w ciągu roku cztery imprezy rangi ITF. Niedawno przyjechały do nas osoby z Japonii, Indii czy Meksyku. Łącznie ponad 40 zawodników. Załatwiliśmy pulę nagród (trzy tysiące dol.), nocleg, sędziów, korty, piłki. Koszt turnieju to około 100 tys. zł. Zarzucanie nam, że nic nie robimy, jest absurdem. Gdybyśmy czekali na PZT, tenisa na wózkach w Polsce już dawno by nie było - przyznaje mistrz Polski. 

Skrzypczyński na Facebooku atakuje: "Każda dyscyplina jest produktem, na który jakiś sponsor chce położyć pieniądze lub nie. Wózkarze, niestety, są sami sobie winni obecnej sytuacji. (…). Kto ma robić nabory do dyscypliny, PZT? (…) Łącznie 31 licencji, lista startujących symboliczna. Należy zastanowić się we własnym gronie nad zmianami działania, nad naborami. To na początek, a potem roszczenia". 

Aktywizacja osób niepełnosprawnych w Polsce to trudny temat, a przyciągnięcie ich do zawodowego sportu jest jeszcze trudniejsze. Tym bardziej że w tenisie potrzeba nie tylko umiejętności, ale także dużych nakładów finansowych. - Do uprawiania tego sportu potrzebny jest sprzęt. Wózek kosztuje 12-15 tys. zł. Niedawno w Tychach otworzyła się sekcja tenisa dla niepełnosprawnych. Tamtejsi ludzie odezwali się do PZT, który użycza wózki zawodnikom. Słyszę, że związek ostatecznie przekazał do Tychów tylko jeden używany wózek. Resztę otrzymali od klubu z Płocka - wskazuje Fabisiak.

Związek zrzuca całą odpowiedzialność na środowisko tenisa na wózkach. Zupełnie inaczej postepują np. Brytyjczycy. - Tamtejszy system funkcjonuje bardzo dobrze. Wszystko zaczyna się od osób, które pozyskują zawodników w szpitalach. Ci trafiają do szkółek sportowych, a w zależności od stopnia rozwoju sportowego przechodzi się na kolejny poziom. Z czasem trafia się prosto do tenisa, przychodzi nowy trener, pojawiają się wyjazdy, a także szansa na reprezentowanie kraju i stypendia. Przemyślany system, a nie przypadkowe sukcesy jak u nas - uważa nasz rozmówca.

Sukcesy tenisa na wózkach

- W tym tygodniu wziąłem udział w turnieju w Karwinie w Czechach, który wygrałem. Dostałem 340 euro. Z kolei wpisowe za możliwość wzięcia udziału w imprezie wyniosło 240 euro. Do tego trzeba doliczyć koszty dojazdu. Żaden zawodnik wyczynowy w Polsce nie jest w stanie utrzymać się z nagród - mówi Fabisiak. To znamienne słowa wielokrotnego mistrza Polski, trzykrotnego olimpijczyka. 

Polski tenis na wózkach odnosił wiele sukcesów na początku istnienia. Większość z nich związana była z osobą Tadeusza Kruszelnickiego. Był on nawet trzecim tenisistą świata, występował w imprezach wielkoszlemowych. Polska reprezentacja kilka razy stanęła na podium drużynowych mistrzostw świata (nie ma indywidualnych mistrzostw świata na wózkach). 

- W 2017 r. byłem w drużynie narodowej, która zajęła czwartą pozycję na mistrzostwach globu rozgrywanych na Sardynii. Pamiętam jak dziś, że za taki sukces otrzymaliśmy od PZT wydrukowaną kartkę w sztywnej folii z gratulacjami. To było wszystko - wspomina Fabisiak.

Gratulacje dla Kamila FabisiakaGratulacje dla Kamila Fabisiaka Inf. własna

Pieniądze dopiero po czasie

Jak przyznaje, reprezentacja Polski zaczyna zwykle sezon nie w styczniu, a dopiero w marcu lub kwietniu. Dlaczego? - Bo musimy czekać na pieniądze z ministerstwa. Bez własnych środków nie mógłbym do tego czasu jechać na żaden turniej. Nieraz już było tak, że wiosną danego roku drużyna narodowa na wózkach była wysyłana przez PZT na turniej międzynarodowy, a trener reprezentacji opłacał wszystko ze swoich środków. Musiał za nas zakładać za jedzenie, naciągi do rakiet czy nocleg. Reprezentujemy Polskę, nasz związek tenisowy, a brakuje na podstawy - kończy Fabisiak.

Nasz drugi rozmówca anonimowo dodaje: "Słyszał pan pewnie o nowym kompleksie tenisowym PZT w Kozerkach? Środowisko tenisa na wózkach nie zostało tam w ogóle zaproszone. Gdy zaś chcieli zorganizować w Kozerkach zgrupowanie, otrzymali odpowiedź odmowną. Jak piąte koło u wozu, o czym wspominał Piotr Jaroszewski".

W sprawie tenisa na wózkach wysłaliśmy pytania do Mirosława Skrzypczyńskiego. Do momentu publikacji tego artykułu nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Skrzypczyńskiego w czwartek na stanowisku prezesa PZT zastąpił dotychczasowy wiceprezes, Dariusz Łukaszewski. Jemu także wysłaliśmy pytania, ale nie odpowiedział. Czy rezygnacja Skrzypczyńskiego odmieni los tenisistów na wózkach?

Więcej o: