Słowa posłanki Katarzyny Kotuli wzmocniły oskarżenia dotyczące molestowania nieletnich przez prezesa Polskiego Związku Tenisowego. Mirosław Skrzypczyński znów zaprzeczył, a zarząd związku i ministerstwo sportu nie reagują. - Spodziewałbym się, że prezes po całkowitym odrzuceniu tak poważnych zarzutów odda się do dyspozycji zarządu - ocenia Tomasz Redwan, ekspert od marketingu sportowego.
Afera dotycząca Mirosława Skrzypczyńskiego wybuchła niemal miesiąc temu. Wówczas pojawił się pierwszy z kilku już artykułów Onetu poświęconych prezesowi Polskiego Związku Tenisowego. Zarzutów było kilka. Ten najpoważniejszy dotyczy molestowania seksualnego i stosowania przemocy wobec nieletnich zawodników ok. 30 lat temu, gdy obecny szef krajowej federacji był trenerem. Po pierwszym tekście Skrzypczyński zaprzeczył i argumentował, że nikt z byłych podopiecznych nie wypowiedział się pod nazwiskiem. W poniedziałkowy ranek jako pierwsza zrobiła to posłanka Lewicy Katarzyna Kotula, która udzieliła Onetowi wywiadu. Pod wieczór Skrzypczyński wydał krótkie oświadczenie, w którym znów zaprzeczył zarzutom. Do słów kobiety nie odnieśli się ani zarząd PZT, ani ministerstwo sportu.